65

Edge jest świetny! I nie dziwię się, że Microsoft go wciska, gdzie tylko może

Microsoft Edge
Kwestie wizerunkowe są często tak samo ważne jak wyniki finansowe. Dlatego absolutnie nie można mieć pretensji do Microsoftu, że za wszelką cenę stara się promować swoją przeglądarkę - Edge.

Nikt nie przepada za sytuacją, kiedy coś mu jest wciskane na siłę. Przyzwyczailiśmy się bowiem do sytuacji, że im agresywniejszy marketing, tym gorszy jakościowo jest sam produkt. Poza tym, niewiele osób lubi być w kółko bombardowanych reklamami jednej i tej samej rzeczy. Dlatego też w jakiś sposób jestem w stanie zrozumieć irytację Kamila tym, że Microsoft w wielu miejscach promuje nowego Edge’a jako najlepszego, najszybszego i najbardziej odpowiedniego dla użytkowników Windows. Ba, sama firma z Redmond często stosuje praktyki, które spokojnie można by obronić jako monopolistyczne. Tak jest chociażby teraz, gdy niektórzy użytkownicy wersji testowych Windows 10 zauważyli, że system aktywnie namawia ich do tego, by przesiedli się z ich przeglądarki właśnie na Edge. Wszystko rozbija się o to, że konkurencja po prostu nie ma możliwości tego typu reklamy, a więc – pozbawiona jest sposobu na równe konkurowanie. Ja jednak chciałbym pobawić się tu w adwokata diabła, ponieważ

Doskonale rozumiem Microsoft i jego chęć promocji Edge

Przede wszystkim, należy ustalić jedną rzecz. Fakt, Microsoft ucieka się do często kontrowersyjnych sposobów na reklamę swojej przeglądarki, ale nie jest tak, że konkurencja jest tu kryształowo czysta. Ba, wejdźcie na Google czy YouTube z jakiejkolwiek innej przeglądarki niż Chrome, a zobaczycie o co mi chodzi. Każdy wykorzystuje jeden element swojego ekosystemu by promować inny i kto tego nie robi – traci.

Jednak dużo ważniejszą kwestią jest dla mnie, że Edge to po prostu… bardzo udany produkt. I samo to nie jest tak ważne jak fakt, że zastępuje on porażkę, jaką stał się Internet Explorer i jeszcze większą porażkę, jaką był pierwszy Edge. Te dwie rzeczy wizerunkowo ciążą wciąż bardzo mocno Microsoftowi. Bo jak to tak, megakorporacja, a nie potrafi porządnej przeglądarki zrobić. No więc wzięli i zrobili. A właściwie – robią. Nie ma tygodnia byśmy na łamach Antyweb nie opisywali nowości wdrażanych do Edge. Ulepszone ustawienia synchronizacji, świetna multiplatformowość, poprawione zarządzanie hasłami czy wbudowane narzędzie do robienia screenshotów – to tylko niektóre z funkcji które pojawiły się tam w ostatnim czasie. Dodajmy do tego pozytywne oceny osób, które przeglądarki używają i mamy przepis na naprawdę udane oprogramowanie, które ma szanse zmyć niesmak po poprzednikach.

To znaczy – miałoby, gdyby ktoś dał mu szansę

Chodzi o to, że w głowach wielu osób Microsoft nie figuruje już jako firma, której warto zaufać, jeżeli chodzi o przeglądarki mobilne. Ci, którzy ewentualnie chcieli się skusić, zostali zniechęceni pierwszą inkarnacją Edge’a. I dlatego właśnie nie do końca jestem w stanie być zły na Microsoft za to, że chce pokazać ludziom, że nowy Edge nie ma nic wspólnego ze starym oraz nakłonić ich, żeby chociaż go spróbowali. Zobaczcie, że w miejscu reklam Edge’a mogłyby znajdować się reklamy każdego innego produktu Microsoftu na którym ten zarabia – Office, Azure, GamePass. A jednak – jedną z najmocniej promowanych rzeczy jest… darmowa przeglądarka.

Dlatego jestem w stanie zrozumieć zarówno odbiorców, którym może nie podobać się, że Microsoft tak mocno promuje Edge’a, ale jestem zdania, że postawiony na miejscu rady nadzorczej – robiłbym dokładnie to samo. Edge to bowiem powrót firmy na salony, jeżeli chodzi o jedną z najbardziej podstawowych funkcji komputera. Jest więc o co walczyć.