11

Estonia kolejny raz prezentuje nowoczesne państwo: każdy z nas może tam zostać e-rezydentem

Estonia to bardzo ciekawy przypadek na technologicznej mapie świata: młode państwo z komunistyczną przeszłością, liczną mniejszością narodową (poważny odsetek społeczeństwa stanowią Rosjanie), które postanowiło budować tożsamość i gospodarkę w oparciu o sektor IT. Estończykom wychodzi to całkiem sprawnie i stali się przykładem w szerszej dyskusji na temat nowoczesnego państwa, e-obywatela, cyfrowych wyborów itd. Intrygującym wątkiem tego rozwoju jest projekt e-rezydentury.

E-rezydent nie jest bardzo świeżym pomysłem, Estonia wystartowała z nim już jakiś czas temu, media zdążyły sporo na ten temat powiedzieć i napisać. My tego jeszcze nie zrobiliśmy, chociaż przyglądaliśmy się już rozwojowi tego kraju w cyfrowym świecie. Pisaliśmy o nauce programowania, wyborach czy poczynaniach Ubera. Czas na rozwiązanie, z którego będzie mógł skorzystać każdy Czytelnik AW.

To nie obywatel, to e-rezydent

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że pod względem tworzenia e-państwa i e-społeczeństwa, Estonia wyprzedza nas o lata. Ale na dobrą sprawę, nie dotyczy to tylko Polski, inne państwa też mają się czego uczyć, z kogo brać przykład. A jeśli projekt e-rezydenta zostanie wdrożony np. w całej Unii, to granice staną się jeszcze mniej widoczne. To w pewnym stopniu wymusiłoby zdefiniowanie na nowo państwa, jego roli i wpływu na obywateli.

E-rezydent nie jest obywatelem – to trzeba jasno podkreślić. Osoba, która osiągnie taki status nie może w Estonii głosować, nie posługuje się paszportem tego kraju, jeśli jest spoza UE obowiązuje ją zewnętrzna granica Wspólnoty. Taka osoba nie jest chroniona przez Estonię, ale otrzymuje w tym kraju cyfrową tożsamość. Do czego ona upoważnia?

Decydując się na e-rezydenturę, człowiek staje przed możliwością korzystania z e-usług przygotowanych przez państwo. Pakiet dla obywateli zawiera ich już około 600, dla biznesu około 2400. Z tego mogą korzystać na co dzień Estończycy i będzie to dostępne dla e-rezydenta. Ten ostatni może się posługiwać cyfrowym podpisem, który w Estonii jest traktowany tak samo, jak ten naniesiony na papier. Przy tym jest ponoć powszechnie stosowany i zaczyna wypierać analogową wersję.

Cyfrowy podpis daje spore możliwości, ale sam w sobie nie byłby zbyt przydatny. E-rezydent może jednak szybko założyć w Estonii firmę, korzystać z usług bankowych tego kraju, z estońskiego systemu podatkowego. Może też weryfikować cyfrowe podpisy innych, w tym obywateli kraju. Jeżeli zatem ktoś spoza Europy chciałby rozpocząć działalność gospodarczą na Starym Kontynencie, Estonia staje się dla niego cyfrową bramą. Szybko i tanio. To ma zainteresować m.in. startupy, które nie dysponują dużą ilością gotówki, a chcą korzystać z prostych i nowoczesnych rozwiązań biznesowych.

Trudno stwierdzić, jak szybko projekt będzie zyskiwał na popularności i jaka skala może temu towarzyszyć, ale nie byłoby wielkim zaskoczeniem, gdyby za kilka lat liczba e-rezydentów przekroczyła liczbę obywateli Estonii (1,3 mln).

Sposób na przyciągnięcie kapitału

Jakie korzyści z tego rozwiązani wynosi lub może wynieść Estonia? Po pierwsze, przyciąga do siebie zagraniczne firmy i zachęca je do płacenia podatków. Po drugie, robi szum wokół swoich e-usług, nowoczesnego podejścia, otwartości. Po trzecie, może zwiększyć liczbę osób związanych z krajem i zarobić na tym. Ciekawe jest to, że Estonia mówi o sobie jako o platformie, pojawia się określenie country as a service, czyli państwo jako usługa. Obywatel czy e-rezydent postrzegany jest jako klient, a im więcej klientów, tym lepiej. E-rezydent może skorzystać z usług bankowych czy stać się częstym bywalcem bałtyckiego kraju, a to oznacza dodatkowe przychody.

E-rezydent dzięki cyfrowej tożsamości ma dostęp do wspomnianego pakietu usług, który prędzej czy później może pozwolić zarobić – jeśli nie bezpośrednio, to przynajmniej przez zainteresowanie obywateli innych państw Estonią.

Jak aplikować, gdzie to prowadzi?

Proces aplikacyjny został już poważnie uproszony, wcześniej konieczne były wycieczki do Estonii, teraz wystarczy wypełnić formularz na odpowiedniej stronie, wnieść opłatę i stawić się np. w placówce dyplomatycznej Estonii po odbiór cyfrowego dokumentu. Na miejscu następuje weryfikacja jednostki, więc wpisywanie fałszywych danych mija się z celem – straci się tylko pieniądze. Przy tej okazji pojawia się jednak pytanie o wykorzystanie tego systemu do niecnych celów: terroryzmu, prania brudnych pieniędzy, unikania podatków. Czy Estonia sobie z tym poradzi?

Póki co pewnie sami Estończycy nie wiedzą, jak będzie, system jest w fazie testów i rozwoju, nie wiadomo, jak sprawdzi się na większą skalę. Do nowego rozwiązania jest dostosowywane prawo, trzeba mieć na uwadze, że nie może być ono sprzeczne z prawem UE. Znowu może się okazać, że legislacja nie nadąża za zmianami technologicznymi. Równie ciekawym i istotnym wątkiem jest bezpieczeństwo: czy e-rezydent może uznać system za w pełni bezpieczny? Takiej gwarancji chyba nikt mu nie udzieli i dopiero poważny atak hakerski pokazałby, co dla obcokrajowców przygotowała Estonia, czy ich dane i poczynania w cyfrowym estońskim świecie są odpowiednio chronione.

Bez wątpienia ciekawą rzeczą jest możliwość śledzenia popularności projektu i tego, jak wykorzystywane jest nowe rozwiązanie, jakie liczby temu towarzyszą – dane dostępne są na tej stronie, można sporo ciekawostek wyciągnąć. E-rezydent staje się bardziej zrozumiały. A w jakim kierunku może to pójść dalej? Oto jest pytanie. Wiele zależy od odwagi Estonii, jej zaangażowania w projekt, wizji oraz chęci rozwijania projektu przez inne państwa. Może Estonia rzuciła kamyk, który wywoła lawinę?