82

E-papierosy prześcigną zwykłe papierosy w ciągu 35 lat

Elektroniczne papierosy zdobywają sobie coraz większą sympatię miłośników nikotyny. Praktycznie w każdym centrum handlowym znajdziemy już punkt, w których każdy e-palacz może uzupełnić swoje zapasy: kupić wkłady, wymienić ustniki, zamówić grzałki, bądź baterie. Jeżeli ten tryumfalny pochód nie zostanie zatrzymany, to może się okazać, że czeka nas wielka zmiana cywilizacyjna. Według raportu Bloomber Businessweek (tak, […]

Elektroniczne papierosy zdobywają sobie coraz większą sympatię miłośników nikotyny. Praktycznie w każdym centrum handlowym znajdziemy już punkt, w których każdy e-palacz może uzupełnić swoje zapasy: kupić wkłady, wymienić ustniki, zamówić grzałki, bądź baterie. Jeżeli ten tryumfalny pochód nie zostanie zatrzymany, to może się okazać, że czeka nas wielka zmiana cywilizacyjna.

Według raportu Bloomber Businessweek (tak, mówimy o części imperium TEGO Bloomberga, burmistrza Nowego Jorku i właściciela ogromnej agencji prasowej), elektroniczne papierosy prześcigną tradycyjne „fajki” do 2047 roku. Powód? Sama idea bardzo podoba się koncernom tytoniowym.

Dlaczego? Póki co e-papierosy są opodatkowane z pominięciem akcyzy. Dystrybutor musi do ceny swojego produktu doliczyć jedynie podatek VAT, który wynosi obecnie standardowo 23% (mowa oczywiście o Polsce). Tymczasem podatki duszą tradycyjne papierosy. W stanie Nowy Jork aż 61% „fajek” jest szmuglowane (rozumiane jako nielegalne wytwarzanie, ale też sprowadzanie z innego stanu, gdzie podatki są niższe). Nic dziwnego, skoro z każdej paczki aż 4,35$ to podatek.

E-papierosy są więc idealnym wyjściem, wielkie korporacje tytoniowe starają się ugryźć ten rynek i zadbać o to, żeby rządy nie zdusiły jego potencjału w zarodku. Póki co brakuje podstaw żeby sądzić, że są szkodliwe w stopniu chociażby porównywalnym do zwykłych „dymków” – nie przeprowadzono odpowiednich badań. Ciężko jest więc znaleźć sensowną podstawę do obłożenia ich akcyzą. Jakby tego było mało: nie śmierdzą, nie stanowią zagrożenia dla postronnych osób (chociaż z tym biernym paleniem to już zaczyna się robić paranoja, nawet na świeżym powietrzu trzeba odsunąć się przynajmniej na kilkanaście metrów, żeby nikomu nie przeszkadzać). A przecież pieniądz jest pieniądz, nieważne czy pochodzi ze sprzedaży zwykłych czy e-papierosów.

Jednakże, tryumfalny pochód e-papierosów mogą powstrzymać rządowe regulacje i podatki. Raport Bloomberga zakłada, że nie pojawią się żadne restrykcyjne prawa, a e-papierosy nie zostaną objęte akcyzą. W USA szykuje się pakiet ustaw, który ograniczyłyby dostępność tych urządzeń – przede wszystkim mówimy o sprzedaży przez sieć. Cel jest oczywisty, utrudnić kupno małoletnim. Również w Europie e-papierosowe status quo może nie utrzymać się długo. Ministrowie zdrowia z całego kontynentu postulują wprowadzenie restrykcyjnych regulacji, który część liquidów (roztworów z nikotyną) byłaby traktowana jak zwykłe papierosy (złodziejska akcyza), a reszta, jak produkty lecznicze (prawdopodobnie byłyby dostępne tylko „na receptę”, w przypadku leczenia uzależnienia).

Osobiście używałem przez jakiś czas e-papierosa i muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia. Po kilku tygodniach zacząłem czuć ból w klatce piersiowej i oskrzelach, który ustąpił kilka dni po odstawieniu urządzenia. Część moich znajomych miała te same objawy, ale niektórzy mogli e-palić do oporu i przestawili się zupełnie. Trochę żałuję, że nie znajduję się w tej drugiej grupie. Używanie e-papierosów nie nieporównywalnie tańsze, od palenia zwykłych „fajek”.