Samsung Galaxy S10e
32

Dzień z życia redakcji z Samsung Galaxy S10e

Podobnie jak przy okazji recenzji, przerzuciłem się na jakiś czas na smartfon Samsung Galaxy S10e korzystając z niego jako z tak zwanego “daily drivera”. Tak naprawdę tylko w ten sposób można docenić jakość urządzenia. Chwaliłem ten sprzęt w marcu i zdania nie zmieniłem.

Tekst powstał we współpracy z firmą Samsung.

Lato, a dla antywebowych rodziców wakacje to czas, w którym nasza stacjonarna redakcja przypomina plażę… po sezonie. Nie jest oczywiście tak, że nie pracujemy – nic z tych rzeczy, po prostu częściej robimy to z domów. Do tego dochodzą wakacyjne urlopy, więc bywa, że w lipcu i sierpniu naprawdę ciężko jest nam złapać się w biurze w tak zwanym komplecie.
Już kilka lat temu zauważyłem, że jeśli wyłączyć nagrywanie i montowanie filmów na AntywebTV, komputer wcale nie jest najważniejszym sprzętem podczas pracy. Nie wiem czy czasem nie staje się nim właśnie smartfon. A skoro jest czymś więcej niż narzędziem do rozrywki i pisania ze znajomymi na Messengerze (albo przeglądania ich zdjęć na Instagramie), to muszę mu ufać. Na potrzeby tego tekstu przesiadłem się na Samsung Galaxy S10e, którego mocno chwaliłem zarówno w tekstowej recenzji, jak i materiale wideo. Zobaczcie jak wygląda mój przykładowy dzień pracy w Antywebie, kiedy właśnie ten telefon staje się jego nieodłącznym elementem.

Już pora wstać, wyruszyć z domu

Ok, mam jeszcze 30 minut do wyjścia i fajny wyświetlacz z maksymalną jasnością 800 nitów, HDR10+, 5,8 cala, rozdzielczość fullHD+. Aż głupio nie włączyć na nim YouTube. Szczególnie kiedy przypomniałem sobie, że mój ulubiony youtuber, sympatyczny Szwed, wrzucił wczoraj nowy film na kanał, a nie zdążyłem go zobaczyć. Muzyczne kanały oglądam na ogół na słuchawkach, ale nie ma żadnych na stole w kuchni. Tak, dostałem zakaz rozrzucania elektroniki po całym mieszkaniu – żonaci na pewno mnie zrozumieją. Szybko przypominam sobie, że przecież w Samsung Galaxy S10e są głośniki stereo, dodatkowo sygnowane logo AKG. Włączam, a Youtuber testuje kolejny wzmacniacz i sprawdza czy da się na nim zagrać mięsiste riffy. Dało się, a ja je słyszałem, co na głośnikach wielu smartfonów jest zwyczajnie niemożliwe. Bateria trzyma całkiem nieźle, bo od pobudki zeszło raptem kilka procent. 3100 mAh daje przy mojej intensywności 4,5 godziny pracy na ekranie. A to oznacza, że na pewno wytrzyma do powrotu do domu, to dla mnie najważniejsze.

Muzyka? Zawsze!

Samochód, smartfon do łapki – ale nie po to żeby uruchomić nawigację. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do spinania telefonu z radiem przez Bluetooth, że auto bez możliwości włączenia Spotify z głośników w kabinie równie dobrze mogłoby nie mieć kół. Na playliście o nazwie Hity z Satelity mam same petardy. Nie wiem czy każdego, ale mnie ładują energią od rana. Leci jeszcze kilka numerów, ja jestem już na parkingu pod redakcją. O, znów pierwszy – nieźle, może Grzesiek zdecyduje się na jakieś nagrody za otwieranie biura.
Wchodzę, zdejmuję plecak, wstawiam wodę na kawę – wspomniana playlista wciąż jest grana z Samsung Galaxy S10e, tym razem jednak na słuchawkach. Kiedyś podłączałem się do głośników BT stojących w biurze, ale usłyszałem, że od tych szarpidrutów boli innych głowa, więc wróciłem do samotnego słuchania muzyki.
Dzwoni Grzesiek, będzie w biurze za dwie godziny ale prosi o zdjęcie lub skan dwóch dokumentów, które zostawił wczoraj na biurku. Co zrobię szybciej – skan czy zdjęcie? Oczywiście fotkę, wyciągam smartfona – pyk, wysyłam na maila żeby żaden z komunikatorów nie przyciął na jakości. Samsung Galaxy S10e ma kapitalne aparaty, wiec nie ma się o co martwić nawet jeśli słońce nie wpadło jeszcze przez okna z tej strony budynku. Nie wpadło i nie wpadnie, bo lipiec od kilu dni nie jest zbyt słoneczny. Główny aparat z matrycą 12 Mpix ze zmienną przysłoną f/1,5-2.4. Dodatkowo mam tu szeroki kąt z matrycą 16 MPix i światłem f/2.2 – ale to nie oczko na takie okazje. Ono świetnie sprawdziło się natomiast na tegorocznym Intel Extreme Masters, podobnie jak główny aparat.

Zalewam kawę, przeglądam Antyweba – laptop wciąż w plecaku, więc na ekranie smartfona. I 18 zakładek w Chrome w niczym nie przeszkadza, w ogóle nie zwracam na to uwagi, telefon działa tak samo jak przy jednej. Ale niby jak ma działać, skoro napędza go bardzo wydajny, topowy Exynos 9820, a wspiera 6GB pamięci RAM? Skoro sprzęt wykręca w syntetycznym teście AnTuTu ponad 325 tysięcy punktów i bez problemu uruchamia najbardziej wymagające gry w pełnych detalach to przecież nie zadławią go jakieś zakładki w Chrome, prawda?

Jest kawa, ja podłączam komputer do monitora, myszki i klawiatury, siadam do pisania. Dzwoni telefon, już wiem jak skończyć wideo nagrane w ubiegłym tygodniu. Przeskakuję z jednego okienka na drugie – w słuchawkach cały czas lecą te Hity z Satelity, przełączam się jednak na playlistę ze ścieżkami dźwiękowymi z gier. W sumie ja zawsze słucham muzyki ze smartfonu, zawsze odpowiadały mi dźwiękowe możliwości serii Samsung Galaxy – robiłem to samo używając przez lata Galaxy S6 i S7 Edge. Niby od jakiegoś czasu korzystam już tylko z bezprzewodówek, ale tym razem przypomnę sobie brandowane logo AKG słuchawki z zestawu od Samsung Galaxy S10e. Jak na bonus są naprawdę ok.

I tak mija ta praca…

Telefon z domu, kilka wiadomości od syna na WhatsApp – fajnie, że lubi już pisać, podrzuca mi fotkę z nowym obrazkiem. Może nie dostanie się na Akademię Sztuk Pięknych, ale i tak zrzucam zdjęcie na Dysk Google, zbieram takie rzeczy na pamiątkę. I za to też lubię smartfony, przyzwyczaiłem się już do wykonywania pewnych czynności tylko na nich. Szkoda, że wciąż nie potrafią całkowicie zastąpić mi komputera. Ale zastępują inne rzeczy – odtwarzacz MP3, gdybym jechał dziś na jakąś branżową konferencję na pewno Samsung Galaxy S10e zastąpiłby mi też aparat fotograficzny. Zdjęcia w tym sprzęcie są na takim poziomie, że dla potrzeb uzupełnienia tekstu szybką fotką naprawdę nie ma sensu brać ze sobą klasycznego aparatu.

Przy kolejnej kawie pograłem chwilę w The Mighty Quest for Epic Loot, które od kilku dni przykuwa mnie do ekranu smartfonu. Tak jak co jakiś czas włączyłem też jeden mobilny meczyk w Fortnite. Mówię wydawcy, że to oczywiście do pracy, muszę wiedzieć co dzieje się w świecie najpopularniejszego battle royale. Wie, że ściemniam – ja wiem, że on wie. Uśmiechamy się tylko do siebie i zbieramy do domów, bo to już ta godzina.

Smartfon znów w samochodowej łapce, ponownie z włączonym Spotify, odsłuch przerywany rozmową telefoniczną. Wchodzę do domu, poprawiam jeszcze fragment tekstu, który pojawi się na stronie za 40 minut. Mógłbym jeszcze naładować indukcyjnie na przykład nowe słuchawki Galaxy Buds. W sensie, że właśnie smartfonem, kładąc je na Galaxy S10e. Szkoda, że ich nie mam – ale gdym miał, na pewno bym z tego bajeru korzystał.

Z tego Samsung Galaxy S10e to też niezły bajer, moim zdaniem najfajniejszy przedstawiciel rodziny Galaxy S10 – mam nadzieję, że przyszłoroczna jedenastka też dostanie taki niewielki, trochę tańszy, ale nieidący na żadne kompromisy model.