39

Dzięki tym bateriom czas działania naszych gadżetów będziemy mierzyć w dniach, a nie w godzinach

Krótki czas działania na baterii to chyba najbardziej dotkliwy i frustrujący problem, na który cierpią miłośnicy nowych technologii (i nie tylko oni) na całym świecie. Nasze urządzenia są coraz wydajniejsze, szybciej wykonują polecenia i potrafią renderować grafikę, o której w  latach ’90 nie śniło się posiadaczom desktopów. Radość trwa jednak bardzo krótko – bez ładowarki […]

Krótki czas działania na baterii to chyba najbardziej dotkliwy i frustrujący problem, na który cierpią miłośnicy nowych technologii (i nie tylko oni) na całym świecie. Nasze urządzenia są coraz wydajniejsze, szybciej wykonują polecenia i potrafią renderować grafikę, o której w  latach ’90 nie śniło się posiadaczom desktopów. Radość trwa jednak bardzo krótko – bez ładowarki najczęściej kilka – do kilkunastu godzin. A gdyby tak żywotność urządzeń liczyć w… dniach?

Jakiś czas temu testowałem VivoTaba TF810 firmy ASUS i byłem w głębokim szoku, bo urządzenie to przy niezbyt intensywnym użytkowaniu potrafiło wytrzymać na baterii nawet 30 godzin (oczywiście po podłączeniu stacji dokującej). Przy 11,6-calowym ekranie jest to imponujący wyczyn. Czy inne tablety nie mogłyby podobnie – rozmarzyłem się. Cóż, to raczej oczywiste że przy obecnej technologii wytwarzania baterii jest to raczej niemożliwe, a wspomniany ASUS to ewenement (zresztą sama jego cena to blisko 4 tys. złotych).

Jak się jednak okazuje, niebawem możemy być świadkami rewolucji w tym aspekcie, bo opracowywane właśnie, nowe baterie litowe mają nie tylko cechować się trzykrotnie większą pojemnością, ale też ładować do pełna w przeciągu 10 minut. Oznaczałoby to, że odtąd czas działania naszych urządzeń by nie tylko diametralnie wzrósł, ale i samo ładowanie byłoby kwestią chwili. Nawet wpadając do domu na krótką chwilę moglibyśmy podłączyć sprzęt do ładowarki, wypić kawę i ruszyć dalej z pełną baterią.

litium

Ale nie tylko posiadacze urządzeń mobilnych byliby zadowoleni z nowej technologii. W końcu baterie wykorzystujące lit znajdziemy w ogromnej liczbie różnych sprzętów. Na rozwiązanie ich problemu wpadli naukowcy z Uniwersytetu Południowej Kaliforni. Do tej pory baterie wytwarzały energię poprzez kursowanie dodatnich jonów między mikroskopijnymi arkuszami grafitu ulokowanymi na każdej elektrodzie. Wraz z upływem czasu jednak wydajność oraz pojemność baterii spada wskutek zużywania się  podzespołów. Szczególnie dotyczy to najnowszej generacji ogniw, których wykonane z toskycznego kobaltu anody zastąpiono krzemem. Materiał jednak po wielu cyklach ładowania pęcznieje i kurczy się, stając z czasem bezużyteczny. Dlatego naukowcy wpadli na pomysł by wykorzystać go inaczej. Wytworzyli zatem specjalne, porowate nano-rurki (mają one zaledwie 100 nanometrów średnicy), które przepuszczają elektrony, zwiększając powierzchnię płytki krzemowej. Tym samym zapobiegają stopniowemu zmniejszaniu wydajności oraz pojemności baterii, a przy tym pozwalają na znacznie szybsze napełnienie baterii. Problem polega na tym, ze wykonanie tego typu rurek jest bardzo ciężkie. Jako ekwiwalent zastosowano zatem malutkie sfery krzemu z otworami. Ich działanie jest podobne, a produkcja nie nastręcz problemu.

Nowa technologia miałaby zadebiutować na rynku w przeciągu najbliższych dwóch-trzech lat, a więc trochę potrwa zanim, dokona się prawdziwa rewolucja energetyczna w segmencie mobilnym. Póki co zatem pozostaje wierzyć, że producenci podzespołów wezmą sobie do serca rozpaczliwe wołania użytkowników i zrobią wszystko, by zarządzanie energią było możliwie najbardziej efektywne.