48

YouTube, Facebook, Instagram. To nie serwisy społecznościowe, tylko słupy reklamowe – jeszcze nigdy nie było tak źle

Nie przypominam sobie, by w ubiegłych latach YouTube, Instagram i Facebook były tak przeładowane reklamami. Jest pewien poziom, powyżej którego człowieka coś trafia, mnie właśnie trafiło - akurat na koniec roku.

Uzależnienie od serwisów społecznościowych to straszna rzecz

Cały czas wmawiam sobie, że to ze względu na pracę. Chcę być na bieżąco zarówno z informacjami ze świata (wielu znajomych sprawdza się na Facebooku i Twitterze lepiej niż czytnik RSS), chcę wiedzieć jak radzą sobie w danej chwili najpopularniejsze serwisy społecznościowe, do tego tak jak reszta redakcji w pewnej części “ogarniam” social media Antyweba. Prawda jest jednak trochę smutniejsza i korzystam też z serwisów społecznościowych prywatnie, również jak z komunikatorów. Myślę, że w pewnym sensie jestem od nich uzależniony i czasem łapię się na tym, że tracę czas bezmyślnie przeglądając co zapostowali znajomi lub obce, ale obserwowane przeze mnie osoby. Od zdania sobie z tego sprawy do działania na szczęście krótka droga, więc staram się ograniczać.

Najpierw uzależnij, potem zarabiaj na frajerze kasę

YouTube, Facebook, Twitter, Instagram – używam tych serwisów od chwili, gdy zaczęły popularyzować się w Polsce. Platformy wideo od Google nawet wcześniej, bo od kiedy tylko została uruchomiona i pamiętam nawet stare, zapomniane Video Google. Po tylu latach bardzo ciężko korzystać z internetu bez wyżej wymienionych, szczególnie że są zarówno częścią mojej pracy jak i życia prywatnego.

Obserwuję wszystkie z nich od lat i myślę, że jeszcze nigdy nie było tak źle jak teraz.

Festiwal reklam wydaje się nie mieć końca i wszedł na poziom, który uniemożliwia komfortowe korzystanie z serwisów. Odświeżyłem właśnie stronę główną swojego Facebooka. Już drugi post to wpis sponsorowany, pięć kolejnych to wpisy znajomych, szósty kolejna reklama sklepu. Następne cztery to posty znajomych, niżej reklama – za każdym razem z dopiskiem „sponsorowane”. Z prawidłowym targetowanie bywa różnie, najczęściej widzę albo nieinteresujące mnie towary i usługi, albo coś, co niedawno kupiłem. Część ukrywam, po chwili Facebook wraca z kolejnymi sponsorakami.

Na moim Instagramie mniej więcej co piąty wpis jest sponsorowany – bywa czasem, że wyświetla się już jako drugi, czyli od razu kiedy tylko zaczynam przeglądać feed. Mniej więcej co dwa zestawy filmów i zdjęć znajomych IG wpycha sponsorowany wpis. Nigdy, powtarzam, nigdy nie było tego tak dużo.

Strategia była banalnie prosta i nabrały się na nią miliony. Reklamy są w tych serwiach obecne od lat, jednak długo były na tyle niewidoczne i skromne, że nawet kiedy na taką trafiliśmy, nie zostawała w pamięci. Nie wpływała na komfort korzystania z usługi – ba, traktowaliśmy ją pozytywnie, bo “przecież muszą na czymś zarabiać, skoro dają darmowy serwis”. W niektórych usługach reklam nie było w ogóle, więc zmiana bardziej dała się odczuć, jednak ich małe stężenie nie irytowało.

Mamy grudzień, za chwilę święta, słupy reklamowe Facebook i Instagram odpalone na pełnej mocy, kosimy frajerów.

Nie żeby ktoś kupował coś z tych reklam, bo po takiej dawce irytacji ma się ochotę iść do reklamowanego sklepu i pokazać obsłudze środkowy palec, ale klient płaci serwisowi pieniądze i w zasadzie chodzi tylko i wyłącznie o to.

Instagram i Facebook to śmietnik i dam radę bez niego żyć – jednak YouTube jest moim głównym i w zasadzie jedynym źródłem materiałów wideo, które nie są filmami i serialami.

Jednak zachowanie YouTube jest poniżej pasa. O inwazji spamu reklamowego pisał niedawno Grzesiek i miałem cichą nadzieję, że gorzej już nie będzie. Czasu zbyt wiele nie minęło, a jednak jest. Zobaczcie na poniższy screen.


YouTube wyświetlił mi popup namawiający do zakupu YT Premium, zasłaniając możliwość przesłania filmu na telewizor. Promocja płatnej usługi YouTube nie tylko sięgnęła dna, ale wpadła po uszy do mułu i chyba tylko całkowite wyłączenie reklam oraz wygaszenie subskrypcji uratowałoby wizerunek tego serwisu. Dodam, że po czterech miesiącach zrezygnowałem z YouTube Premium uważając, że nie ma sensu płacić za oferowane przez nią usługi. A teraz? Teraz głęboko zastanawiam się czy jednak nie zapłacić żeby pozbyć się tego śmietnika, w który firma przemieniła serwis. Jest dużo, naprawdę dużo gorzej niż było przed polskim startem YT Premium. To-jest-dramat. Tyle dobrego, że kolegom i koleżankom youtuberom zwiększają się dzięki temu wpływy z reklam – bo przecież obok wspomnianych bannerów YT Premium, zwiększyła się też częstotliwość tych klasycznych spotów. Ale jest ich zwyczajnie za dużo – przed filmem (czasem nie do pominięcia), w trakcie filmu. Powtórzę. To-jest-dramat.

Jakaś alternatywa?

Nie ma alternatywy dla któregokolwiek z wymienionych wyżej serwisów. Żaden z nich nie będzie miał tak dużej bazy użytkowników, nie będzie tak intuicyjny dla ludzi (przyzwyczajenie robi swoje), nie będzie miał tak dużej społeczności i biblioteki filmów. Rozwiązanie problemu jest tylko jedno – całkowicie zrezygnować z wyżej wymienionych serwisów. Tylko gdzie ja się wtedy będę dowiadywał o nowych zdjęciach moich ulubionych fotografów, newsach dotyczących moich ulubionych kapel? Mam wrócić do przeglądania ich stron internetowych (o ile jeszcze w ogóle je prowadzą)? A może to po prostu czas by w ogóle zrezygnować z bycia na bieżąco, bo nie są to przecież informacje, których potrzebuję do życia. Ale chwila – tych reklam też nie potrzebuję, więc może ktoś poszedłby wreszcie po rozum do głowy i je wyłączył?

grafika