41

Duża dyskusja w mikro tematach – blip+moblo+o2 cd.

Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski Choć opadł kurz dyskusji wywołanej przez artykuł Grześka, potyczka Gadu Gadu, Internet Group i O2 na polu mikro blogów będzie na pewno budzić emocje jeszcze przez długi czas. Pozwolę sobie i ja przedstawić swój subiektywny pogląd oraz bardzo subiektywną prognozę. Nie ma takiego miasta jak Londyn.. Front sceptyków, dla […]


Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski

Choć opadł kurz dyskusji wywołanej przez artykuł Grześka, potyczka Gadu Gadu, Internet Group i O2 na polu mikro blogów będzie na pewno budzić emocje jeszcze przez długi czas. Pozwolę sobie i ja przedstawić swój subiektywny pogląd oraz bardzo subiektywną prognozę.

Nie ma takiego miasta jak Londyn..

Front sceptyków, dla których ”twittery” zupełnie nie mają sensu, jest liczny i choć sam się do tego grona zaliczam, to chyba już czas zamknąć dyskusję pt. “czy to ma sens”. Osobiście też nie bardzo rozumiem ideę – w końcu, ani nie potrzebuję miejsca, w którym będzie historia moich statusów na Gadu, ani nie potrzebuję śledzić historii statusów moich znajomych (a innego praktycznego zastosowania nie dostrzegam). Jednak trzeba przejść nad nimi do porządku dziennego. Stało się i podważanie zjawiska mikro blogowania zaczyna przypominać kwestię z filmu Barei (”Nie ma takiego miasta jak Londyn…”). Mikro blogowanie istnieje – pytanie zasadnicze brzmi, czy serwisy zbudują satysfakcjonujący dla inwestorów zasięg.

Ficzery głupcze?

Michał Sadowski pisze w jednym z komentarzy: “bez ficzerów ludzie nie przyjdą”. Uważam, że to postawienie akcentu w niewłaściwym miejscu. Jeśli sama idea mikro blogowania nie przyciągnie pewnej krytycznej masy użytkowników – to żadne dodatki serwisów nie uratują. Blip, Moblo i Pinger ”ficzerami” od Twittera znacząco nie odbiegają, więc przyczyn ew. porażek będzie trzeba szukać na innych polach. Wg mnie ważniejsze są dwie inne kwestie czyli “selling story” oraz ”mowa opakowania”.

Polski Tom Jones i sobowtóry

Polskie serwisy nie za bardzo mogą pochwalić się jakimś nośnym mitem założycielskim. Ani za Blipem, ani za Moblo, ani za Pingerem nie stoi oryginalny, nieinspirowany obcymi wzorami pomysł. Wszystkie te serwisy to tzw “odpowiedź na”. Czerwone Gitary były polskimi Beatelsami, Krawczyka swego czasu obwołano polskim Tomem Jonesem, Blip jest polskim Twitterem, Miblo i Pringer odpowiedzią na Blipa. W świetle tych faktów – oskarżenia kogokolwiek o “kserowanie” nie mają najmniejszego sensu.

W niebie strasznie wieje

Bardzo źle się stało, że w mediach dominującą selling story Blipa jest właśnie “polski Twitter”. Para poszła w gwizdek, bo hasło “Twitter” nic przeciętnemu polskiemu internaucie nie mówi, a wręcz może go wystraszyć. Cóż, poszło w eter. Teraz nie wolno powtarzać błędu i trzeba po prostu trzymać się rzeczy bliższych potencjalnym użytkownikom. Dobrym pomysłem wydaje mi się mocniejsze zaakcentowanie rozwiniętej nazwy Bardzo Lubię Informować Przyjaciół i odtwarzanie mediom “zdartej płyty” o lepszym, szybszym i prostszym kontakcie. Trzeba również ocieplić grafikę – chmurki i niebo są fajne, ale zbyt chłodne i sterylne jak na miejsce, gdzie mam trzymać kontakt z przyjaciółmi (wiem, że można sobie zmienić – ale ”jest tylko jedna szansa, żeby zrobić pierwsze wrażenie”). Podobnie z wydźwiękiem słowa “kokpit” – techniczne konotacje u młodszego odbiorcy nie budzą pozytywnych skojrzeń. Należy unikać słów, które u mniej biegłych internautów wzbudzą pytania typu: czy będę potrafił to obsłużyć? Pamiętajmy też, że to serwis społecznościowy dla przyjaciół – ludzkie oblicza powinny grać pierwsze skrzypce w kompozycji strony. Pomniejszenie ludzkich zdjęć i zamknięcie ich w grubych ramkach wcale nie wzmacnia społecznego wizerunku, na który Blip powinien postawić. Dziwi mnie też, że Michał Marcin Jagodziński, twórca Blipa zalety serwisu umieścił w zbitce tekstowej – przecież w swoim blogu na co dzień wykorzystuje wypunktowania z bardzo dobrym skutkiem. Krótko mówiąc, “mowa opakowania” moim zdaniem utrwala hermetyczny wizerunek “polskiego Twittera”, czegoś dla ludzi biegłych w nowinkach technicznych (idę o zakład, że przeciętny Polak na hasło “Twitter” wyobraża sobie prawdziwe “aj-waj”). Czas wyjść naprzeciw “szarym użytkownikom”, tym z Grona i Mojejgeneracji – przecież Blip to serwis dla nich.

Zawieszeni w filozoficznej chwili

Informacji o Moblo pojawiało się znacznie mniej i serwis ma medialnie czystą kartkę. Twórcy stawiają na hasło “dziel się chwilą” – jak dla mnie: pudło, choć bardzo blisko tarczy. W idei mikro blogowania ludzi może pociągać ciągłość kontaktu i bieżąca aktualizacja, ale ”dziel się chwilą” trochę za bardzo zahacza o skojarzenia abstrakcyjne nie dając żadnego punktu podparcia prostemu zjadaczowi cyfrowych treści. Brakuje konkretu – tu na pewno warto zaakcentować społeczną twarz serwisu. W tej materii oceniam Moblo lepiej od Blipa: zdjęcia ludzi są większe i mamy pole z awatarami ostatnio widzianych. Dobrze też oceniam przejrzystość komunikatów – czy to na stronie głównej, czy to na stronie “o co chodzi”. Brakuje mi tylko widocznego podkreślenia benefitów, które mają stać za przewodnim hasłem. Wyraźnie Moblo przegywa z Blipem w kwestii dynamizmu – sprawia wrażenie trochę zbyt statycznego (i nie chodzi o częstotliwość wpisów, a wrażenie kompozycyjne). Podsumowując – trzeba w Moblo tchnąć więcej życia, dzisiejsza młodzież nie znosi nudy. Nie znam planu twórców, ale na pewno dobrym pomysłem będzie również rozwinięcie serwisu w kierunku funkcjonalności via komórka. W końcu nazwa zobowiązuje.

Kawa na ławę

Pinger by O2 wzbudził najwięcej kontrowersji wśród dyskutantów. Osobiście uważam, że w strategii O2 poziom chaosu jest utrzymany w ryzych. Uważam wręcz, że lepiej zamist chaos pasuje słowo ferment – z O2 na rynku każdy może liczyć na towarzystwo w swoim segmencie ;) Do rzeczy – Pinger to nazwa o technicznym rodowodzie, ale w tym przypadku zupełnie mnie to nie razi. W najgorszym przypadku szaremu internaucie (jeśli nie z chipsami i ping pongiem) słowo skojarzy się z niczym. No i zupełnie nie szkodzi – na stronie głównej O2 w swoim stylu wykłada kawę na ławę:

  • MiniBlog! Blog bez wysiłku!
  • Twoi znajomi wiedzą co robisz
  • Twój anonimowy blog. Obgaduj kogo chcesz.
  • Możesz też pisać z Tlenu i Komórki

Wszystko okraszone obrazkami, które w jasny i przyjemny sposób podkreślają treść. Mało?

  • kolory – ciepłe i zachęcające
  • ludzkie oblicze – zdjęcia użytkowników, baner z postaciami “mającymi fun” i buźki w logo

Bez dwóch zdań – w O2 przemyśleli sprawę i nie strzelają w ciemno. Grają mocnymi kartami: prostota (naprawdę jest wielu internautów, którzy chcieliby założyć bloga, ale wcześniej nie potrafili), ludzie i ludzkie sprawy (czyt.: ploteczki, które kochają wszyscy). Wadą i to poważną jest tylko brak możliwości wgrywania wpisów z Gadu Gadu – nie sądzę, żeby udało się przyciągnąć dużo ludzi do Tlena w ten sposób. Tu raczej ewentualnością jest kierunek odwrotny.

Biorąc pod uwagę te wszystkie niuanse wizerunkowe, największe szanse daję Pingerowi. Oczywiście wiele może się rozstrzygnąć i prawdopodobnie się rozstrzygnie na froncie komórkowym – mikro blogowanie to forma jakby stworzona do tego celu, a przecież wysłanie wpisu sms’em to nie jest jeszcze jakaś specjalnie ważka wartość dodana. Pamiętajmy jednak, że nawet najprzydatniejsze funkcjonalności zdadzą się na nic – jeśli benefitów nie ubierzemy w jakieś modne szaty i nie opowiemy o nich w przekonujący sposób. Na tym polu jak na razie musimy uznać prym O2