7

Amerykańskie myśliwce będą bombardować cele… dronami

Sporej rzeszy ludzi drony kojarzą się dzisiaj głównie z rozrywką, ewentualnie z pracą, ale nie można zapominać, że te urządzenia wykorzystywane są przez wojsko. I nie chodzi tylko o duże jednostki wykorzystywane do atakowania celów naziemnych - przybywa zastosowań także dla małych maszyn. Te mogą być nawet zrzucone z pędzącego myśliwca i w gromadzie zabrać się za realizowanie misji.

Drony używane przez policjantów, strażaków czy pograniczników przestają dziwić – ten sprzęt po prostu może się przydać, ułatwia wykonywanie zadań, zwiększa możliwości. Mylą się ci, którzy uważają, że to jedynie zabawki, moda na jeden sezon. Maszyny tego typu będą wykorzystywane w rolnictwie, transporcie, turystyce, przemyśle rozrywkowym czy komunikacji – co kilka dni pojawiają się doniesienia o nowych zastosowaniach czy kolejnych firmach/instytucjach/służbach, które postanowiły „zatrudnić” latające urządzenia.

W tym wszystkim jest i wojsko. Jego zainteresowanie dronami nie powinno dziwić, temat jest dość stary. Ale zdecydowanie nie można go uznać za opanowany – tu ciągle coś się dzieje. Sam poruszałem wątek kilkukrotnie, wspominałem m.in., że drony mogą w przyszłości zastąpić myśliwce, że sprzęt tego typu będzie drukowany na lotniskowcach, że inicjowane są projekty, w ktorych maszyny wykonują akcje w stadach, ławicach czy rojach. Przykład z tej ostatniej działki zaserwowała nam amerykańska armia, która pochwaliła się filmem nagranym podczas ćwiczeń przeprowadzonych w październiku ubiegłego roku w Kalifornii.

Obraz przedstawia myśliwce, które „uwalniają” ponad sto dronów. Trochę przypomina to bombardowanie, ale maszyny nie trafiają w powierzchnię ziemi – unoszą się w powietrzu i tworzą rój. Urządzenia zostały opracowane przez speców z MIT, od kilku lat są testowane przez wojsko, a wśród ich zalet można wymienić dużą odporność na prędkość, turbulencje czy niskie temperatury. Zwyczajne maszyny pewnie nie wytrzymałaby zrzutu z myśliwca przy dużej prędkości na sporej wysokości. Drony z filmu jakoś sobie radzą.

W projekcie niezwykle istotne jest to, że urządzenia nie są programowane z myślą o konkretnej misji, nie trzeba nimi sterować. To stado… myśli. Przynajmniej próbuje. Dostosowuje się do każdego zadania, poszczególne jednostki wymieniają się informacjami, nie ma w tym wszystkim lidera, którego unicestwienie zniszczyłoby całą eskadrę – każda maszyna może się komunikować z inną jednostką, to podnosi ich skuteczność. Jeśli dodamy do tego niską cenę takiego stada, duże możliwości w zakresie jego przenoszenia, uzupełniania strat, a także niewielkie rozmiary pozwalające ukryć rój przed radarami przeciwnika, to robi się naprawdę ciekawie.

Drony współpracujące w ten sposób, w pierwszej kolejności będą pewnie wykorzystywane przez wywiad: zbieranie informacji, nawet w bardzo trudnym terenie, nie powinno być zadaniem ponad ich siły. Ale stąd tylko krok do wykonywania misji bojowych. Przecież można sobie wyobrazić, jak stado dronów zostaje zrzucone nad wioską, by tam znalazło i ewentualnie unicestwiło przeciwnika. Tego dotyczył jeden z przywołanych projektów. Jeszcze niedawno do zobaczenia tylko w filmach czy grach komputerowych, niebawem może stać się faktem.

Ciekawe jest to, że nad rozwiązaniami tego typu nie pracują wyłącznie Amerykanie. Spore ambicje mają ponoć Chińczycy, można przypuszczać, że Izrael czy państwa europejskie również patrzą w tym kierunku i opłacają testy, spoglądają w stronę konkretnych startupów. Może się przecież okazać, że to nie tylko tania, ale i skuteczna broń. A taki sprzęt zawsze warto mieć w arsenale.