8

Drobee.com do zarządzania zapasami

Jest to gościnny wpis ekipy wystartowali.pl serwisu recenzującego ciekawe startupy. Tekst ten ukazał się na wystartowali.pl i na Antyweb. Czy kiedykolwiek marzyłeś o pozbyciu się skomplikowanych, brzydko wyglądających aplikacji, które próbowały pomagać Ci zarządzać wszystkimi rzeczami, które przychodzą przez Twój magazyn? Nasza pracowita Pszczoła szanuje Twój czas. Nie marnuj już więcej swoich pieniędzy, dodaj pierwszy przedmiot […]

Jest to gościnny wpis ekipy wystartowali.pl serwisu recenzującego ciekawe startupy. Tekst ten ukazał się na wystartowali.pl i na Antyweb.

Czy kiedykolwiek marzyłeś o pozbyciu się skomplikowanych, brzydko wyglądających aplikacji, które próbowały pomagać Ci zarządzać wszystkimi rzeczami, które przychodzą przez Twój magazyn? Nasza pracowita Pszczoła szanuje Twój czas. Nie marnuj już więcej swoich pieniędzy, dodaj pierwszy przedmiot do Drobee i wypróbuj naszą aplikację – taką zachętę znajdujemy na stronie projektu.

Drobee to aplikacja wspomagająca zarządzanie zapasami. Za projekt odpowiedzialna jest spółka SmartMedia, a przy tworzeniu serwisu korzystano ze środków unijnych (POIG 8.1). Platforma wystartowała na początku roku, przez ten czas zbierano recenzje pierwszych użytkowników.

Jak mówią twórcy projektu, Drobee jest „jedyną w swoim rodzaju aplikacją”, która wykorzystać chce „coraz popularniejszy trend lifehacking’u”. Serwis docelowo umożliwiać ma nie tylko chwalenie się posiadanymi kolekcjami czy ułatwiać organizację posiadanych przedmiotów – ma być również platformą, w obrębie której dzielić będzie można się posiadanymi rzeczami ze znajomymi.

Wyobraźmy sobie, że mamy ochotę przeczytać książkę, której recenzje przeczytaliśmy w Newsweeku. Włączamy wyszukiwarkę i okazuje się, że ma już ją jeden z naszych znajomych. Klikamy, umawiamy się na piwo, i mamy książkę. A gdy trzeba ją oddać, dostajemy stosowne przypomnienie, do tego nasz znajomy może ocenić, czy oddaliśmy terminowo i nic nie zniszczyliśmy… – mówią nam twórcy projektu. Spróbujmy więc przyjrzeć się funkcjonalnościom jakie daje obecnie Drobee.

Po stworzeniu profilu uzyskujemy dostęp do pustego magazynu. Drobee daje nam przede wszystkim możliwość dodania do niego dowolnych rzeczy. Możemy wpisać nazwę przedmiotu i nazwę kontrahenta, czyli osoby, firmy, miejsca itp., od których przyjmujemy dany przedmiot (np. mleko ze sklepu, książka od przyjaciółki itd.). W obu przypadkach skorzystać możemy z przybornika (ikonka ołówka), czyli listy często pobieranych rzeczy i kontrahentów (możemy tu rozszerzyć odpowiednie wpisy o dodatkowe dane np. numer NIP, telefon kontrahenta czy jednostkę lub kod kreskowy przedmiotu).

Drugą opcją jaką daje Drobee jest wydawanie przedmiotów z naszego magazynu. Tu również określić możemy to co, komu, w jakiej ilości i o jakiej wartości wydajemy. Podobnie jak w przypadku dodawania przedmiotów do magazynu, również tu mamy podgląd historii wykonywanych operacji.

Trzecią opcją jest natomiast podgląd stanu magazynu, gdzie zobaczyć możemy posiadane przez siebie przedmioty.

Przy każdej z powyższych opcji pojawia się przycisk Lista zakupów. Po wpisaniu porządnych przedmiotów i ilości możemy zapisać listę jako plik .pdf lub – za pośrednictwem podpiętego API – wyeksportować do serwisu Listonic.pl.

Drobee umożliwia również zmianę szeregu opcji w panelu użytkownika. Można określić domyślny język, walutę, format daty, czy zakres raportów. Tu również zdecydować można się na inny plan abonamentowy i zapłacić za pośrednictwem DotPay.

I właśnie miesięczny abonament ma być głównym źródłem dochodu Drobee, a jego wysokość zależy od potrzeb użytkownika. Aplikacja dostępna jest w trzech wariantach: Free, Standard oraz Premium. Różnią się możliwościami – maksymalną ilością przedmiotów (odpowiednio: 10, 50 i bez limitu) oraz ilością miesięcznych operacji (15, 45 i bez limitu). Dodatkowo w wersji darmowej wyświetlane mają być reklamy. Wersja Premium to również „szybszy dostęp do nowych funkcjonalności”. Ceny planów płatnych to obecnie: trzy dolary za wersję Standard oraz dziewięć dolarów za pakiet Premium.

Aplikacja rozwijana jest równolegle w języku polskim i angielskim, docelowo ma być dostępna w sześciu językach. Strategia promocji, jak mówią twórcy Drobee, zakłada wykorzystanie „nowoczesnych form promocji, przede wszystkim szeroko rozumianego marketingu internetowego i e-PR”.

Przyszłość i nowe funkcjonalności opisywanego serwisu zależeć ma od opinii jego użytkowników. Twórcy Drobee chcą by wokół ich projektu wytworzyła się społeczność, która w obrębie przygotowanego forum technologicznego zgłaszać będzie propozycje zmian i nowych funkcji.

Cele na najbliższe miesiące to przede wszystkim zwiększenie zasięgu i rozpoznawalności marki.

Po wstępnym etapie rozwojowym (zakładającym dobudowanie platformy wypożyczeń) w ciągu roku chcielibyśmy pozyskać tysiąc aktywnych abonentów usługi. Dynamika pozyskiwania nowych subskrybentów powinna systematycznie rosnąć (liczymy na efekt kuli śnieżnej dzięki Facebook’owi) – mówią nam twórcy projektu.

Zapytaliśmy także jak tworzy się projekt ze środków unijnych.

Zabawa zdecydowanie warta jest wysiłku. Dostaliśmy spore pieniądze [65 proc. wartości projektu: 680 tys. zł – przyp. red] praktycznie za nic. Jest to oczywiście związane z innymi nakładami: więcej jest papierologii, kontrolowanie projektu. Największym wyzwaniem jest oczywiście konieczność postępowania zgodnie z ustalonym harmonogramem – a przez dwa lata finansowania projektu rynek może się bardzo zmienić – mówi nam Bartosz Sobolewski, prezes zarządu firmy SmartMedia.

Twórcy projektu poszukują obecnie partnera, inwestora, który pomoże wprowadzić usługę na rynek międzynarodowy. Firma nie wyklucza otwarcia oddziału w USA. Na ostatni kwartał tego roku planowana jest kampania marketingowa serwisu.

Komentarz eksperta w zakresie usability:

Na temat wykonania i użyteczności Drobee.com wypowiada się w materiale wideo Maciek Saganowski, Dyrektor – Produkt & UX, Ultimo Consulting – ultimoconsulting.com


Przygoda z pszczółką from Ultimo Consulting on Vimeo.

Okiem redakcji wystartowali.pl:

Sylwester: Dziwny magnetyzm pszczoły

Strona posiada w sobie jakiś dziwny magnetyzm – wiem, że nie potrzebuję takiego rozwiązania, a jednak coś powoduje, że klikam i zastanawiam się, czy aby na pewno. O głównej wadzie drobee.com wspomina Maciek Saganowski, naprawdę trudno znaleźć uzasadnienie i odpowiedź na pytanie “po co mi taki serwis”?

Osobiście bym nieco zmienił koncepcję serwisu, aby dotrzeć do znacznie większej liczby użytkowników. Nie magazyn, a zestawienie np. płyt, książek, gier z funkcją wypożyczenia ich. Czyli, pożyczam komuś nowozakupioną płytę i zaznaczam w systemie komu. Biorąc pod uwagę liczbę “zagubionych” przedmiotów w ten sposób, cześć użytkowników będzie w stanie ponieść niewielkie opłaty za sprawny system.

Jednak sam model to jedno. W serwisie poza pierwszym, bardzo dobrym wrażeniem, brakuje w moim odczuciu treści, odwiedzając np. sekcję “Abonamenty” poza tabelką nie ma żadnej zachęty do skorzystania z usługi. Wybierając “Funkcje” zobaczymy na zrzutach z ekranu stanu magazynowe z przedmiotami takimi jak “całusy”, “nowy przedmiot”. Dla osób o mocnych nerwach polecam przejrzenie “Demo” – dane, które tam są zamieszczone na pewno nie pomogą nam zrozumieć koncepcji serwisu. Zachęty, którą zobaczyłem 13 października o treści “Do końca września za darmo” nie sposób pominąć.

To nie wygląda profesjonalnie, a na pewno nie zachęca do podpisania umowy. Ostatni punkt dotyczy płatności – dlaczego abonamenty są podane w dolarach dla użytkowników z Polski?

Moim zdaniem, jeśli nie będzie zmian to serwis zakończy działanie po kilkunastu miesiącach.

Dawid: wielka obietnica i spore zamieszanie

Drobee obiecuje sporo. Zwłaszcza mi – osobie, która wszystkie książki, płyty, piosenki mp3, filmy ma skatalogowane :) Czy wywiązuje się z tej obietnicy?

Pierwsze wrażenie mam podobne do tego, które opisywali Maciek i Sylwester – musiałem trochę pokombinować by sprawdzić do czego służy ten serwis. Na początku wydawało mi się, że to aplikacja przeznaczona głównie dla profesjonalistów np. sklepów internetowych. Trochę czasu oraz poznawanie planów twórców i mamy zmianę: już wiem, że docelowo ma być to serwis, który ułatwiać będzie wymianę towarów. I tu moim zdaniem nie trafia zupełnie. Sukces możliwy jest tylko wtedy gdy z aplikacji korzystać będzie sporo osób. Ja bym jednak poszedł w nieco bardziej osobisty katalog posiadanych przedmiotów z możliwością rejestracji wypożyczanych rzeczy.

Czepiać można się jednak do wielu innych, mniejszych i większych, niedoróbek. Nazwa domeny – za trudna w mojej ocenie. Bartosz Sobolewski tłumaczy, że powstała z połączenia angielskich słów „wardrobe” (szafa) i „bee” (pszczoła). Dodaje też, że sprawdza się ponieważ Drobee ma ambicje międzynarodowe a i w Polsce rzeczy nazywane „z angielska” są jakoś lepiej przyjmowane…

Ale nazwa to nie wszystko. Strona główna – przeładowana informacjami. Stosowana terminologia np. te nieszczęsne magazyny – nie zachęca do korzystania z projektu. Integracja z Listonic – działa średnio. Lista zakupów – trochę od czapy w tym miejscu. I tak dalej.

Drobee ma potencjał. Ale do poprawienia jest sporo i tylko od twórców serwisu zależy czy finalnie wyjdzie z tego fajna aplikacja czy kolejna porażka.

A na koniec dziękujemy Maćkowi za nagranie materiału wideo. Dajcie znać jak Wam się podobają takie formy recenzji. Może w przyszłości będzie ich więcej.


Wpis pochodzi z serwisu wystartowali.pl. Celem Wystartowali.pl jest rzetelne recenzowanie polskich projektów internetowych oraz informowanie o startupach z całego świata. Naszą przewagą jest oryginalność i wysoka jakość prezentowanych treści oraz bezpośredni kontakt z twórcami.