2

Drimmit – serwis społecznościowy dla… marzycieli. Idea bez przyszłości czy oryginalny sposób na inspirację?

Okazuje się, że marzenie też może być… społecznościowe. Przekonują do tego twórcy serwisu Drimmit, który w bardzo oryginalny sposób podchodzi do planowania celów i marzeń. W przeciwieństwie do innych tego typu platform tutaj element „social” jest niezwykle istotny (jeśli nie najistotniejszy). Czy takie połączenie może się sprawdzić? A jeśli tak, to po co ktokolwiek miałby […]

Okazuje się, że marzenie też może być… społecznościowe. Przekonują do tego twórcy serwisu Drimmit, który w bardzo oryginalny sposób podchodzi do planowania celów i marzeń. W przeciwieństwie do innych tego typu platform tutaj element „social” jest niezwykle istotny (jeśli nie najistotniejszy). Czy takie połączenie może się sprawdzić? A jeśli tak, to po co ktokolwiek miałby dzielić się swoimi marzeniami z innymi?

Drimmit na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, jakby miał być kolejny klonem Pinteresta. Nie ukrywam, że jak tylko zobaczyłem układ  treści w stylu „pin board”, chciałem zamknąć kartę i porzucić pomysł opisywania tego serwisu. Na szczęście Drimmit to nie tylko układ a’la Pinterest. To również cała gama innych, interesujących funkcji.

Drimmit został założony przez nietypowy zespół składający się z mieszkańców Tajwanu, Rosji, Indonezji i USA. Projekt brał już m.in. udział w imprezie Taipei Startup Weekend, gdzie zajął drugie miejsce. W chwili obecnej twórcy starają się go intensywnie promować. W planach na najbliższą przyszłość jest m.in. aplikacja mobilna oraz opracowanie efektywnego modelu biznesowego.

Założenie jest tutaj bardzo proste – udostępnij wszystkie swoje marzenia (lub też po prostu cele) i pozwól, żeby społeczność pomogła Ci je zrealizować. Każda utworzona pozycja wymaga od użytkownika wybrania dziedziny z jakiej pochodzi, wypisania inspiracji oraz przeszkód stojących na drodze do realizacji, a także wstawienie grafiki i określenie planowanej daty ukończenia. Po tym wszystkim marzenie trafia do strumienia, gdzie mogą je oglądać, komentować i subskrybować inni użytkownicy.

Powiecie „nic nowego, mogę sobie takie rzeczy na Fb wypisywać”. Owszem, rewolucyjne rozwiązanie to nie jest, ale jak na razie funkcjonuje całkiem nieźle. Drimmit działa od niedawna i ma dopiero ok. 1 tys. zarejestrowanych użytkowników. Są oni jednak niezwykle aktywni i nie tylko dzielą się swoimi planami, ale też bardzo intensywnie dyskutują i wspierają wzajemnie. Taki model to również doskonały sposób na zainspirowanie do działania. Nie bez powodu dział, w którym znajdziemy marzenia innych użytkowników  nazwano „Inspiration”.

Oczywiście możemy też śledzić innych użytkowników, których marzenia oraz postępy złożą się na strumie informacji, który będzie się wyświetlał u nas. Drimmit wysyła też powiadomienia o postępach znajomych w realizacji marzeń, a także umożliwia na korespondencję wewnętrzną. Wszystkie te narzędzia czynią marzenia (a właściwie w ogóle realizację celów i zadań) bardziej społecznościowymi niż kiedykolwiek. Tylko czy rzeczywiście pomaga to w ich realizacji? Wyników żadnego badania niestety nie zaprezentuję, ale jeżeli już od jakiegoś czasu ktoś boryka się ze stagnacją i narzeka, że nie może zrealizować choćby prostych celów, powinien dać szansę opisywanej platformie. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że zamiast zmotywować nas do działania Drimmit będzie kolejnym pożeraczem czasu, który nas od tego działania odciągnie.

Z mniej istotnych elementów platformy warto wskazać też na silną integrację z Facebookiem. Twórcy liczą najprawdopodobniej, że w ten sposób przyciągnąć więcej użytkowników. Każde marzenie możemy zatem udostępnić na naszej osi czasu (co właściwie dzieje się automatycznie, o ile nie odznaczymy odpowiedniej opcji).

Muszę przyznać, że Drimmit zapowiada się całkiem nieźle. Optymizmem napawa zaangażowana społeczność, która sprawia, że nie jest to miejsce martwe. Już kilka godzin po rejestracji dostałem pierwsze komentarze i subskrypcje. Jeżeli twórcy dobrze rozwiną skrzydła, może to stać się bardzo konkurencyjną alternatywą dla tradycyjnych modeli realizacji celów. Ciągle jednak nurtuje mnie jego efektywność. Serwisy społecznościowe mają to do siebie, że przesiadywanie na nich nie jest szczególnie produktywne. Trudno się spodziewać, żeby w tym wypadku było inaczej… A może się mylę?