22

Dr Siergiej : Dobiegła końca cholernie długa, bo niemal ośmioletnia generacja konsol

Tekst autorstwa dr  siergieja z zaprzyjaźnionego z Antyweb serwisu grastroskopia.pl No i stało się. Dobiegła końca cholernie długa, bo niemal ośmioletnia generacja konsol. Grand Theft Auto V, jej ostatnia wielka produkcja i zarazem spektakularne pożegnanie, trafiło do sprzedaży Lubię narzekać na sequele. Lubię narzekać na to, że gry wideo nieudolnie próbują naśladować filmy. Ale na GTA narzekać nie mogę. […]

Tekst autorstwa dr   z zaprzyjaźnionego z Antyweb serwisu grastroskopia.pl

No i stało się. Dobiegła końca cholernie długa, bo niemal ośmioletnia generacja konsol. Grand Theft Auto V, jej ostatnia wielka produkcja i zarazem spektakularne pożegnanie, trafiło do sprzedaży

Lubię narzekać na sequele. Lubię narzekać na to, że gry wideo nieudolnie próbują naśladować filmy. Ale na GTA narzekać nie mogę. Bo z tą serią Rockstar po prostu nie zawodzi. Jeszcze koło 2010 roku, kiedy wszystko to co dzieje się w światku wirtualnej rozrywki sprawiło, że moje zainteresowanie tym segmentem popkultury znacznie osłabło, GTA IV miało najlepszy scenariusz, jaki kiedykolwiek napisano dla gry wideo – nie chodzi tu nawet o fabułę, ale o konstrukcję i poziom samego tekstu. Wątpię, by później coś się w tej materii zmieniło, ale pozostawiam sobie margines błędu bo po prostu nie jestem na czasie. Pod względem rozgrywki to też była zupełnie nowa jakość.

To był 2008 rok, ale pamiętam jak dziś – kiedy uświadomiłem sobie, ile mrówczej pracy trzeba było włożyć w to, by zaistniał tak szczegółowo opracowany świat, funkcjonujący w takiej skali… byłem na łopatkach. A teraz, po pięciu latach, król wrócił na swoje miejsce. I recenzje, które wylały się szerokim strumieniem na zachodnich serwisach w sekundzie, w której zdjęto z nich embargo, zgodnie to potwierdzają. Grand Theft Auto V to spektakularny pokaz fajerwerków – dzięki niemu siódma generacja odchodzi na emeryturę z prawdziwą pompą. Tylko nocne premiery pozostawiają trochę do życzenia, o czym więcej opowiedział doktor Carnage.

Czy z perspektywy czasu ta część GTA będzie rozpatrywana nie tylko, jako kurtyna która zapadła wraz z przeminięciem ery Xboksa 360 i PlayStation 3 (to chichot losu, że dziś o Wii właściwie nikt nie pamięta, a jeszcze w połowie trwania generacji, to właśnie konsola Nintendo dzieliła i rządziła na rynku), ale też jako gra, która ją definiowała? Zakładam, że tak. Myślę, że nawet bez podziału na części – po prostu za kilka albo kilkanaście lat będziemy wspominać serię Grand Theft Auto jako coś, co gdy się pojawiało, momentalnie podnosiło poprzeczkę dla całej branży. I to pod wieloma względami: interakcji ze światem, skali rozgrywki, scenariusza i fabuły.

 

Osobiście myślę… a może raczej mam nadzieję, że za jakiś czas wspomnimy właśnie GTA, a poza tym Mirror’s Edge i Left 4 Dead jako te tytuły, które wyznaczyły kierunek dalszego rozwoju elektronicznej rozrywki. Sam z tej generacji zachowam też mnóstwo innych fajnych wspomnień. Trylogia Mass Effect i finał – a przynajmniej tak się zdawało w 2008 roku – sagi Metal Gear Solid to była fantastyczna przejażdżka przez wciągające historie, choć wciąż mam nadzieję, że tworzonych w tym stylu gier będzie coraz mniej. Battlefield: Bad Company to była zupełnie nowa jakość strzelania online na konsolach. Rewelacyjny był też powrót do łask trybu kooperacji. Wspomniane Left 4 Dead jest tu szczytowym osiągnięciem, ale Gears of War w co-opie też dało mi mnóstwo, ale to mnóstwo frajdy – pierwsze dwie części serii przeszedłem z różnymi osobami w sumie pewnie z sześć-siedem razy. Przy Army of Two, Resident Evil 5 czy Dead Island też bawiłem się przednio dzięki wirtualnemu towarzystwu, w singlu nie spędzając ani chwili.

Mam nadzieję, że produkcji stawiających na co-opa będzie coraz więcej, bo po prostu cholernie je lubię. Oczywiście wiele rzeczy mi się nie podobało. Ba, patrząc wstecz stwierdzam, że pewnie było ich nie mniej niż takich, które oceniam na plus. Ale poświęciłem im już parę wpisów na GRAstro, więc nie ma co powtarzać tego po raz kolejny. Przynajmniej nie teraz. Premiera Grand Theft Auto V wyznacza koniec pewnego okresu, a takie sytuacje zawsze skłaniają mnie do spojrzenia w przeszłości i wspominania tego co było w tymże okresie najfajniejsze. Do rozważań o dalszym losie świata elektronicznej rozrywki czeka nas jeszcze nie jedna okazja. Nie będę się więc pastwił nad tym, co w minionych latach mnie do gier wideo mocno zniechęciło. Zamiast tego po prostu oddam głos Wam.

Jakie gry siódmej generacji najlepiej wspominacie i jak myślicie, które z nich odcisną na rozwoju branży najmocniejsze piętno? No i przede wszystkim – gracie już w GTA V?

banner_antyweb (2)