45

Dojna krowa przemysłu muzycznego robi bokami. Wytwórnie biorą połowę przychodu

Pandora – prawdopodobnie najlepsze personalizowane radio w sieci – jest dokładnie prześwietlana, ponieważ szykuje się do wejścia na giełdę. Jest źle. W zeszłym roku 49% jej przychodu pożarły opłaty licencyjne za muzykę, a zgodnie z aktualnymi umowami, opłaty będą rosły aż do 2015. Za każdy kawałek odtworzony przez zwykłego użytkownika wzrośnie o 37%, a muzyka dla […]

Pandora – prawdopodobnie najlepsze personalizowane radio w sieci – jest dokładnie prześwietlana, ponieważ szykuje się do wejścia na giełdę. Jest źle. W zeszłym roku 49% jej przychodu pożarły opłaty licencyjne za muzykę, a zgodnie z aktualnymi umowami, opłaty będą rosły aż do 2015. Za każdy kawałek odtworzony przez zwykłego użytkownika wzrośnie o 37%, a muzyka dla subskrybentów będzie droższa o 47%. Trudno wyobrazić sobie, jak firma która wciąż nie przynosi żadnych zysków, ma się w tych warunkach utrzymać na powierzchni.

Cztery lata temu, arbitralna decyzja Copyright Royalty Board o trzykrotnym zwiększeniu opłat licencyjnych za muzykę streamingowaną w sieci niemal wysadziła Pandorę z interesu. Tylko intensywny lobbing uratował serwis, owocując po przyjętym przez Kongres Webcaster Settlement Acts. Zaowocowało to porozumieniem miedzy internetowymi nadawcami a SoundExchange – amerykańskim odpowiednikiem ZAiKSu.

W ramach tego porozumienia, Pandora jako tzw. duży nadawca internetowy zgodziła się płacić na mocy licencji pureplay za każde odtworzenie objętego prawami autorskimi kawałka, albo 25% swoich przychodów – w zależności od tego która kwota jest większa.

Porozumienie zakłada, że licencja pureplay oferuje nadawcom zniżkę, ale stawki co roku rosną, aż do 2015. Trzykrotny wzrost opłat licencyjnych pozostał w mocy, więc internetowi nadawcy zostali postawieni pod ścianą. Bierzecie, albo zwijacie interes.

Całkiem możliwe, że właśnie dlatego połowa udziałów, które mają trafić na giełdę należy do pracowników i inwestorów. Być może to ostatnia szansa, by uratować cokolwiek, bo przemysł muzyczny znów próbuje wycisnąć internet jak cytrynę, aby zrekompensować sobie wyimaginowane „straty„.

Jeśli umowy licencyjne nie zostaną szybko renegocjowane to Pandora w 2015 musiałaby oddać niemal 70% swojego przychodu, a za resztę utrzymać infrastrukturę, pracowników i dalej inwestować w rozwój. Nierealne. Tak samo jak przerzucenie opłat na konsumentów – w tym monecie płatne subskrypcje generują jedynie 14% dochodu.

Naprawdę próbuję zrozumieć mentalność tuzów przemysłu muzycznego, którzy zamiast doić internetowy biznes upuszczają mu krwi, czego rykoszetami dostajemy również my. Coraz bardziej kojarzy mi się to z rekinami amerykańskich rynków finansowych, którzy doprowadzili do niedawnego kryzysu ignorując rzeczywistość.