25

Dochód podstawowy to wielka bzdura? Popiera go już połowa Amerykanów

Na czym polega największy problem z dochodem podstawowym? Dzisiaj olbrzymie emocje wzbudza przede wszystkim kwestia finansowania - nie wiadomo, skąd brać pieniądze na taki eksperyment. A jeśli na eksperymencie się nie skończy, to skąd brać pieniądze na utrzymywanie systemu. Oczywiście pojawiają się też odpowiedzi, jedną z nich są portfele firm, nie tylko technologicznych: doprowadzają do sytuacji, w której ludzie tracą pracę na rzecz robotów i sztucznej inteligencji? Niech zatem jakoś to wyrównają. Co ciekawe, tego zdania jest blisko połowa Amerykanów.

Dochód gwarantowany nie jest kwestią omawianą szeroko w ubogich krajach. Przypomnę, że referendum na ten temat rozpisała Szwajcaria, eksperymenty prowadzone były lub są w USA, Kanadzie, Finlandii – rozwinięty świat. Państwa, w których z jednej strony żyje się w dobrobycie, ale z drugiej strony zauważa się np. odpływ miejsc pracy do innych regionów świata, tych gorzej rozwiniętych, z niższymi kosztami produkcji – m.in. za sprawą taniej siły roboczej. I chociaż nie dziwi mnie, że ten temat jest podnoszony, zaskoczeniem były wyniki badania przeprowadzonego wśród Amerykanów i dotyczącego basic income. Okazuje się, że w społeczeństwie ten pomysł ma całkiem spore poparcie.

Wśród Amerykanów przeprowadzono badanie na temat przychodu podstawowego i zapytano ich m.in. czy są za stosowaniem tego rozwiązania jako pomocy dla osób, które straciły pracę w wyniku rozwoju sztucznej inteligencji. Warto mieć na uwadze, w jaki sposób sformułowano pytanie – nie chodzi po prostu o to, czy popierają dochód gwarantowany. Istotne jest to, że pieniądze mają powędrować do ludzi, którzy chcieli pracować, ale ucierpieli w związku z rozwojem technologicznym.

Wyniki trochę mnie zaskoczyły. Okazuje się, że blisko połowa respondentów (48%) jest za udzieleniem takiego wsparcia. Popierają to głównie ludzie młodzi i gorzej wykształceni. Gdy przejdziemy do preferencji politycznych, dowiemy się, że dochód gwarantowany popiera 28% republikanów i 65% demokratów. Zdziwienia nie ma, chociaż i tak myślałem, że rozstrzał będzie większy. Jestem zaskoczony samym faktem, że połowa Amerykanów rozważa takie rozwiązanie. Często w jego kontekście rzucane jest hasło „socjalizm”, a to chyba nie jest zbyt popularne słowo w Stanach Zjednoczonych. Natychmiast przywołuje się wspomnienia z głębokiej przeszłości…

Nie dziwi za bardzo to, że ludzie nie chcą finansować tego pomysłu z własnych kieszeni – odsetek popierających spada, gdy mowa o podniesieniu podatków. Skąd zatem wziąć pieniądze? Szybko pojawia się rozwiązanie: od firm, które korzystają na rozwoju robotyki czy sztucznej inteligencji. Sprawa wydaje się prosta: skoro Dolina Krzemowa, przemysł czy transport chcą podkręcać zyski kosztem pracowników (dobrym przykładem Uber), niech się zrzucą na wsparcie dla nich. Bo to przecież ci inni pomagają firmom funkcjonować teraz, w czasach, gdy człowiek jeszcze się liczy.

Wydaje się przy tym mało prawdopodobne, by te grupy były zainteresowane płaceniem. Sam Altman, Bill Gates czy inni bonzowie Doliny Krzemowej mogą dzisiaj mówić o konieczności wprowadzenia dochodu gwarantowanego, ale czy będą tego samego zdania, gdy ich firmy staną w obliczu płacenia większych podatków? Takie opinie przyjemnie wygłasza się w telewizji, podczas konferencji czy spotkań z uczniami, lecz potem nadciąga brutalna rzeczywistość. I jakoś nie chce mi się wierzyć, że współzałożyciel Microsoftu powie: opodatkujcie tę korporację do granic możliwości. By żyło się lepiej.

W tym wszystkim wskazać można też na problem z… ludźmi. Z nami wszystkimi, nie tylko Amerykanami. Bo wzrostu podatków nie chcemy, wskazujemy na innych, gdy mowa o płaceniu. Sęk w tym, że gdy one się rozwijają, korzystamy wszyscy. Raczej nie mamy oporów, gdy korzystamy ze smartfonów wykonanych w dużej mierze przez roboty, z asystentów głosowych stanowiących namiastkę SI. Cieszą nas innowacje. A która firma postawi na innowacje wiedząc, że potem będzie musiała zapłacić od tego srogi podatek? Oddalanie od siebie problemu i stwierdzanie „jestem za, ale niech płacą inni” sprawy raczej nie rozwiąże…