201

„Dobra zmiana” tak dobra, że możemy zapomnieć o wygodnych zakupach na AliExpress

Za co lubię politykę? Powiem Wam, że to całkiem ciekawe patrzeć, jak banda skupionych na słupkach sondażowych pacynek lata w koło ław sejmowych, gdzie mury oddzielają tęgie głowy z różnych partii od szarej rzeczywistości mas. Od owej rzeczywistości politycy są absolutnie oderwani, niektóre ustawy wyglądają tak, jakby do Polski ktoś z bardzo daleka przyjechał, napił się niemało i na kolanie ustawę napisał.

Najgorsze w Polsce jest to, że nic takiego się nie dzieje. Politycy wszelkich partii świetnie się bawią – czy to jest PiS ze swoją „Dobrą zmianą”, czy to Platforma z zamiarem poczynienia takich kroków, by ludziom „żyło się lepiej”. Politycy jakiejkolwiek opcji są warci siebie tyle samo. Spośród 460 głów w Sejmie rządzi tylko kilka, reszta idzie ślepo za liderem przypominając ofiary syndromu sztokholmskiego. Politycy zepsuli wiele, głusi są na rozsądek, a teraz w dodatku chcą zepsuć Polakom AliExpress. Zanim skomentujecie ten tekst, może wypadałoby politykom ładnie podziękować? Zresztą, wolałbym, żeby Internauci coś konstruktywnego zrobili, zamiast bić się w komentarzach tu i ówdzie.

Dobra zmiana bije w miłośników zakupów

Winien wszystkiemu jest kolejny, niesamowicie durny podatek. Jako, że parlament zdążył obiecać w wygranej kampanii 500 złotych na dziecko, teraz wypadałoby się z tej obietnicy wywiązać. Trzeba znaleźć pieniądze w budżecie, który i tak jest dziurawy. W ogóle, to jestem zdumiony, że ludzie nie ogarniają sobie takich rzeczy, że jak politycy obiecują pieniądze, to nie jest to tak, że wszyscy to dostaną za darmo. Owszem, 500 złotych będzie – tylko, że pan zapłaci, tamta pani zapłaci, tamci państwo również…

dobra zmiana

Nowinka ustawowa dotycząca podatku od sprzedaży detalicznej zacznie obejmować również sklepy internetowe, a to oznacza, że działanie tejże ustawy nie ogranicza się tylko do naszych sklepów, ale również dotyka AliExpress. Głównym założeniem było odzyskanie części pieniędzy z handlu internetowego i przeniesienie ich (o tym mówi się wprost) do programu 500+. Tym samym sprzedawcy internetowi muszą uwzględnić szereg czynników, które wpłyną na… podniesienie cen w sklepach internetowych. A sprzedawcom z AliExpress na tyle utrudnią życie, że prawdopodobnie postanowią za kilka miesięcy nie wysyłać nic do Polski. Mało tego – ustawa jest tak koślawo skonstruowana, że nie obchodzi jej sposób działania sklepu internetowego i wyższy podatek będą płacić ci, którzy sprzedają w niedziele i święta. Jak to będzie wyliczane w przypadku sklepu internetowego? Kto (i jak) to zapłaci?

Dochodzimy do momentu, w którym przychodzi taka przesyłka, ustawa już weszła w życie i obowiązuje. Sprzedawca o podatku nic nie wie i jest klops. Ustawa wprowadza bałagan – osoba, która nadała paczkę powinna przecież uiścić podatek do odpowiedniego US w Polsce, wypełnić papiery i dołączać je do każdej przesyłki (jeśli tego nie zrobi, jest 40 złotych w plecy). Co więcej – skoro ustawa „kara” osoby sprzedające w Internecie podatkiem od niedzieli i świąt, należy tak zorganizować sprzedaż, by można było łatwo te należności dla US wyliczyć. W ogóle, to Chińczyk musi się zapoznać z tymi zawiłościami prawnymi i jestem pewien, że tego nie zrobi, bo:

a) nie będzie o tym wiedział
b) czy Polska jest na tyle ważna dla Chińczyka?

Właśnie. Chińczyk nie zbiednieje. Polakom odetnie się dostęp do atrakcyjnych dóbr z Dalekiego Wschodu. AliExpress zablokuje możliwość wysyłania dóbr do Polski po skargach sprzedawców, którzy narzekają na zwracane do Chin przesyłki. Poczta Polska będzie musiała zwrócić owe przesyłki na własny koszt, co akurat będzie sporym wydatkiem.

Dalej uważacie, że żyjemy w normalnym kraju?

dobra zmiana

Żyje mi się dobrze. Nie narzekam na biedę, mogę sobie pozwolić na przyjemności, w pracy podróżuję, na głowę mi nie kapie. Polityka na dobrą sprawę może mnie guzik interesować, ale hola, hola. W sytuacjach, gdzie coś ludziom głupio się zabiera, bez znajomości konsekwencji prowadzonych działań, bez konsultacji z ekspertami (PiS obiecał wyjście do ludzi, dlaczego nie zapytał ekspertów o skutki wprowadzenia podatku w takiej formie?!), obiecał, że będzie lepiej. Wychodzi z tego tylko przerzucanie gnoju z jednego kąta do drugiego, żeby w tym jednym na chwilę przestało śmierdzieć. Ale wszystko sprowadza się do jednego właśnie. Dobra zmiana mówi o redystrybucji środków ze sprzedaży internetowej, a dotyczy tak naprawdę… redystrybucji rzeczonego gnoju. Ustawa wejdzie w życie za kilka miesięcy i wtedy będziemy oglądać największą porażkę legislacyjną ostatnich lat. Chyba, że „tęgie głowy” się zlitują.

Źródło: Ustawa dot. handlu detalicznego