Social Media

Do trzech razy sztuka - jestem na Snapchacie i dobrze mi z tym

KK
Konrad Kozłowski

Pozytywnie zakręcony gadżeciarz, maniak seriali ro...

10

Snapujecie? Ja od około dwóch tygodni. Dlaczego? Bo okazuje się, że coś nietrwałego potrafi zaangażować znacznie bardziej niż publikowane w innych miejscach treści dostępne w każdej chwili na nasze zawołanie. Snapchata otwieram teraz częściej niż Instagrama, używam równie często co Periscope, co tyl...

Snapujecie? Ja od około dwóch tygodni. Dlaczego? Bo okazuje się, że coś nietrwałego potrafi zaangażować znacznie bardziej niż publikowane w innych miejscach treści dostępne w każdej chwili na nasze zawołanie. Snapchata otwieram teraz częściej niż Instagrama, używam równie często co Periscope, co tylko potwierdza trend jaki się teraz utrzymuje. Ulotne, nieosiągalne w późniejszym czasie transmisje, zdjęcia i nagrania są bliższe rzeczywistości i może właśnie dlatego zyskują na popularności.

Snapchata instalowałem na swoim smartfonie już co najmniej trzykrotnie. Za pierwszym i drugim razem umieszczałem go w folderze “Social”, gdzie aplikacja wegetowała pośród kilku innych i w sytuacji, gdy potrzebowałem nieco więcej wolnej przestrzeni (ah te 16GB wbudowanej pamięci) to żółta ikona z duszkiem była jednym z pierwszych kandydatów do odesłania w niebyt. Pod koniec sierpna, natchniony lekturą tekstu w Bloombergu traktującego o założycielu Snapchata i samej aplikacji postanowiłem dać jej ostatnią szansę.

Nie będę ukrywał, że zrobiłem także niewielkie rozeznanie na temat możliwości aplikacji. Podszedłem do sprawy bez uprzedzeń, dając się zaciekawić każdą z form publikacji treści, jakie znajdziemy w Snapchacie. Kontakt bezpośredni z innym użytkownikiem jest podstawową funkcją aplikacji, którą powoli rozbudowywano. Możemy pstryknąć fotkę lub nagrać krótki klip oraz opatrzyć je tekstem, dodać naklejkę. W przypadku zdjęcia określamy przez jaki czas będzie wyświetlany u innych. Tak przygotowanego “snapa” można zaadresować do konkretnej osoby lub udostępnić znajomym.

Wydaje się, że skoro ktoś będzie miał szansę obejrzeć zdjęcie czy wideo tylko raz i to przez określony czas, to wkładanie większego wysiłku w tworzenie wiadomości nie ma żadnego sensu. Paradoksalnie jest dokładnie odwrotnie, bo podobnie jak w spotkaniu bezpośrednim konkretne wrażenie możemy wywołać tylko raz - o ile oczywiście nam na tym zależy. Możemy być jednocześnie sobą, bo kilka sekund prezentacji zdjęcia to wszystko czego doświadczą inni, ale to nie znaczy że rezygnujemy z chęci zaprezentowania się z jak najlepszej strony. Pewien komfort psychiczny pozwala wysyłać efekty naszych spontanicznych działań, których nie udostępnilibyśmy gdzie indziej.

Nie wszystkie jednak pomysły Evana, twórcy Snapchata, przypadły mi do gustu. Lista znajomych może być rozszerzana tylko poprzez podanie konkretnej nazwy użytkownika lub zeskanowanie kodu, którą sobie wygenerował (coraz popularniejsze). Opcja “importu” na podstawie kont z Twittera czy Facebooka niedostępna. Nie podoba mi się także zasada bycia zalogowanym tylko na jednym urządzeniu. Spiegel stawia na mobilność, dlatego Snapchat w przeglądarce, na komputerze po prostu nie istnieje, ale nie widzę powodów dla których nie moglibyśmy korzystać z serwisu także na drugim urządzeniu.

Potencjał tej funkcji uzależniony jest mimo wszystko od tego, czy znajdziemy wśród znajomych kogoś, kto ma ochotę ze Snapchata korzystać. Dzięki temu, że jest to coś innego niż upowszechnione już Messenger czy Instagram (Direct) udało mi się “zarazić” kilka osób na tyle, że dość regularnie ze Snapchata korzystam. Jak długo jeszcze? Tego nie wiem, ale oprócz wymiany wiadomości Snapchat zachęca do zaglądania do aplikacji również z innych powodów.

Sekcja “Discover” to miejsce, gdzie znajdziemy historie przygotowywane przez profesjonalne redakcje takich serwisów jak Mashable, BuzzFeed, CNN czy National Geographic. Są to marki, które postanowiły współpracować ze Snapchatem i tylko w ten sam sposób kolejne będą mogły dostać się do tego grona. O pojawieniu się nowych historii nie otrzymujemy żadnych powiadomień, więc jeśli od momentu publikacji upłyną 24 godziny to po prostu stracimy szansę na zapoznanie się z treścią. Jest to bardzo sprytny, ryzykowany ale jak widać skuteczny mechanizm. By sprawdzić, czy pojawiło się coś nowego musimy otworzyć aplikację, więc dlaczego korzystając z okazji nie wysłać coś do znajomych? Zdarzały się dni, kiedy do kategorii “Discover” w ogóle nie zaglądałem, ale gdy już to zrobiłem pozostałem tam na kilka, może kilkanaście minut oglądając ciekawy klip wideo lub czytając niedługi artykuł.

Ze względu na ograniczone grono wydawców można przypuszczać, że nie są to treści dla wszystkich. Niezupełnie, ponieważ redakcje doskonale zdają sobie sprawę, że materiały muszą być uniwersalne i trafiać do jak największej liczby użytkowników. Nie odniosłem jednak wrażenia, że wpływa to na ich poziom. Co więcej, Snapchat wyzwala u wydawców kreatywność, obejrzeć można nagrania prezentujące kulisy powstawania programów telewizyjnych i obszernych reportaży. Dowiemy też się, dzięki CNN, do jakich wydarzeń doszło w ostatnim czasie. Wiedzy na temat tego co się dzieje na świecie nie można ograniczyć do wieści ze Snapchata, ale takie mobilne okno zawierające istny miks treści naprawdę istotnych, najpopularniejszych i zwykłych ciekawostek po prostu wciąga.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Social MediaSnapchat