95

Do tej akcji przeciwko hejtom dołączam się – jako szanujący siebie (i innych) Internauta

Uczestnik Internetu, Internauta – kiedyś brzmiało to dumnie. W Sieci siedzę już naście lat – widziałem wiele. Dawniej ta społeczność pachniała mi nieco elitą, która dodatkowo otaczała się naprawdę wielkimi możliwościami gromadzenia i przetwarzania informacji. Na mocy upowszechnienia się tego medium, poziom się wyrównał – niestety do dołu. Przybrały na sile hejty, nienawiść leje się […]

Uczestnik Internetu, Internauta – kiedyś brzmiało to dumnie. W Sieci siedzę już naście lat – widziałem wiele. Dawniej ta społeczność pachniała mi nieco elitą, która dodatkowo otaczała się naprawdę wielkimi możliwościami gromadzenia i przetwarzania informacji. Na mocy upowszechnienia się tego medium, poziom się wyrównał – niestety do dołu. Przybrały na sile hejty, nienawiść leje się z ekranu. Każdemu można w oczy napluć…

A mnie trafia szlag

Czytam dzisiaj tekst Konrada o Peeple i ocieram pot z czoła, nieco z ulgą. Gdyby do skutku doszła inicjatywa kolejnej aplikacji, która wspomogłaby eskalację nienawiści w Internecie (sądząc po argumentacji autorek – chyba nawet taki jest zamiar), to uznałbym to za potwarz dla Internetu. Takiego, jaki znam sprzed lat nastu. Równając tamte czasy do tego, co mamy obecnie mogę stwierdzić jedno. Dużo zmieniło się na lepsze – strony internetowe nie wyglądają jak sklecone z niczego i wszystkiego choinki. Usługi przenikają się między platformami, Sieć jest wszędzie i dla każdego. Upowszechnienie pociągnęło za sobą również spadek poziomu tego medium. Ten wyrżnął głową o glebę i właśnie ją cichutko podgryza.

mw2

Idą wybory, a zatem dla niektórych jest to świetny czas na to, by wyżalić się niewybrednie w Internecie na to, że pies kapcie zeżarł, żona już nie kusi tak bardzo jak kilka lat temu (za to kusi sąsiadka „nie do zdobycia”), irytuje nowe Audi pod blokiem (też nie do zdobycia), w życiu nic się nie udaje, a perspektywa kończy się na oglądaniu okiłowskiego „reality show”. Ludzie okopani w brodziku swoich poglądów uważają, że Internet jest świetnym miejscem do lania kubłami pomyj wszędzie i na wszystkich – dostęp do Internetu stał się dla pewnych ludzi biletem do świata, gdzie można kopnąć, ugryźć, opluć i nie narazić się za to na żadną sankcję negatywną.

I tak oto, Platforma Polskę sprzedała, PiS to banda oszołomów i katonazistów, SLD to potomkowie Marksa i Lenina, Palikociarnia to zgraja pedziów i śmiesznych eksperymentów „dra” Mengele, Nowoczesna i Petru to okręt dla zlęknionych z tonącej Platformy, Korwin polskim Berlusconim – jak czytam czasami wypowiedzi niektórych Internautów, to mam marzenie, w którym jestem w stanie „usunąć Internet”. Wziąć go i skasować po prostu. Nie dlatego, że jest zły – czasem chciałbym takich rzeczy po prostu nie czytać.

wbh-dekalog

Na fali nadchodzących wyborów parlamentarnych, w których udziału z premedytacją nie wezmę (nie widzę dla siebie kandydata, nie lubię głosować wbrew swoim przekonaniom) powstała obywatelska akcja „Wybieram bez hejtu„, która ma uświadamiać. Nikt nie stworzy anielskich szwadronów, które będą treści filtrować (nie da się). Nikt nie będzie hejterów szukał i ścigał poza światem realnym (a szkoda). Ale mówić o tym trzeba głośno. Jeszcze głośniej wypada wykrzyczeć: „NIE”

Akcja ta koresponduje z wpisem, który napisałem odnośnie debaty na temat imigrantów. Nawet na Antywebie doszło do „zamieszek” w świetle których musieliśmy zrobić coś, czego nigdy robić nie chcieliśmy. Wyłączyliśmy komentarze, daliśmy Wam inne miejsce do napisania o tym, co myślicie. Z zastrzeżeniem, że ma być kulturalnie i spokojnie. Udało się – ludzie jednak potrafią słuchać. Akcja została stworzona przez ruchy Obywateli Kultury, Obywateli Nauki i Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpostpolita.

Do kampanii zapraszani są dosłownie wszyscy, którzy nie zgadzają się z tym, jak wygląda dyskusja w Internecie. I nie ograniczamy się tutaj do wyborów – te są dobrym momentem na rozpoczęcie działań uświadamiających. Jak słusznie zauważyli organizatorzy akcji, to również świetny moment na to, by takie działania zaczęły się eskalować – emocje związane z plebiscytem również udzielają się wyborcom.

Piękna idea, czapki z głów, jestem kontent (ucieszony). Szanowni organizatorzy – jedno zastrzeżenie ode mnie. Nic nie wspomnieliście o mediach, które takie rzeczy zjawiska lubią podsycać. Nic nie wspomniane zostało o armiach hejterów poszczególnych partii, które latają po portalach i urządzają sobie z nich polityczne murale. Hejty polityczne… hejty jakiekolwiek to zjawisko dużo głębsze niż się wydaje, choć świetnie uzasadniono ogromny wpływ na życie społeczne. Niemniej jednak ja się muszę podpisać – szanuję siebie, szanuję Internautów.

Szanowni Czytelnicy – mam nadzieję, że Wy też szanujecie siebie i innych, prawda?

Grafika: wybierambezhejtu.pl