72

Dlaczego cały czas „pompujemy” temat płatności w Biedronce?

Ostatni weekend w polskiej części Sieci upływał m.in. pod znakiem Biedronki, a ściślej pisząc, ich nowego systemu płatności. Najpierw ogłoszono, że od poniedziałku klientów sklepu czeka rewolucja, a potem okazało się, iż na zmiany trzeba będzie trochę poczekać. Czy można mówić o jakimś zaskoczeniu? Mnie nie zdziwili – byłbym w szoku, gdyby ta usługa naprawdę […]

Ostatni weekend w polskiej części Sieci upływał m.in. pod znakiem Biedronki, a ściślej pisząc, ich nowego systemu płatności. Najpierw ogłoszono, że od poniedziałku klientów sklepu czeka rewolucja, a potem okazało się, iż na zmiany trzeba będzie trochę poczekać. Czy można mówić o jakimś zaskoczeniu? Mnie nie zdziwili – byłbym w szoku, gdyby ta usługa naprawdę wystartowała w terminie i okazała się sukcesem. Tymczasem zastanawiam się, czy działanie według starych zasad nie zaszkodzi tej sieci sklepów?

Teksty (i nie tylko) dotyczące poszerzenia opcji płatności w sklepach Biedronka pojawiają się już od dawna. Sam przykładałem do tego rękę i sądziłem, że firma w końcu się namyśli i ułatwi klientom zakupy. Piszę o ułatwianiu, ponieważ rzadko noszę przy sobie większą gotówkę – staram się płacić kartą wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Podejrzewam, że nie jestem pod tym względem wyjątkiem i część z Was również ma coraz rzadszy kontakt z „tradycyjnymi” pieniędzmi. Ktoś może oczywiście powiedzieć, iż szukam dziury w całym – przecież są bankomaty i można szybko zdobyć kasę przed zakupami. Zgoda – bankomatów ciągle przybywa i można z nich pobrać gotówkę. Jednak „szybko przybywa” nie jest jednoznaczne z „są wszędzie”. Czasem zdarzają się awarie, brak pieniędzy w maszynie, swoje robi też niechęć do ponoszenia dodatkowych opłat itd. To po prostu nie jest bardzo atrakcyjne rozwiązanie. I mnie raczej zniechęcało do zakupów w sklepach wspomnianej sieci.

Inne duże sklepy nie tylko gwarantują możliwość płacenia kartą (nie wiem, czy wszystkie, ale nie kojarzę innego, w którym nie mógłbym zapłacić w ten sposób), ale też otwierają się na nowe formy zakupów. Mam tu na myśli e-zakupy. Jeszcze rok temu wychodziłem z założenia, że kupowanie żywności online to wielka niewiadoma i lepiej nie eksperymentować – na obrazku mięso czy ser mogą wyglądać atrakcyjnie, ale skąd wiem, co przywiezie dostawca? W końcu jednak skusiłem się na takie zakupy i… byłem pod wielkim wrażeniem. Oszczędziłem czas, zdrowie (zwłaszcza psychiczne), nie mogłem narzekać na jakość przywiezionych produktów. Nie napiszę, że od tego czasu robię zakupy wyłącznie za pośrednictwem Sieci, ale często się na nie decyduję. To kolejne pole, na którym Biedronka po prostu przegrywa z konkurencją.

Można oczywiście stwierdzić, że ta olbrzymia sieć sklepów nie oferuje tego i owego, ale przecież nadrabia to ceną – zazwyczaj konkurencyjną. Jasne, iż dla wielu klientów stanowi to niezwykle istotny atut, ale chyba z każdym kwartałem traci on na znaczeniu. Powodów jest przynajmniej kilka. Niedawno w mediach pojawiły się wyniki badań, z których jasno wynika, że dyskonty nie robią już takiej furory, jak kilka lat temu. Ludzie coraz częściej biorą pod uwagę nie tylko cenę, ale też jakość produktów i obsługi czy to, jak prezentuje się dany sklep. Nie jest również tajemnicą, iż niektóre promocje i „szalone ceny” w dyskontach tak naprawdę okazją nie są – w dobie powszechnego dostępu do informacji takie nieuczciwe zagrania (często tłumaczone jako pomyłki) są nagłaśniane i negatywnie wpływają na odbiór danej marki.

Biedronka coraz bardziej traci do konkurencji i nie dziwi mnie to, że część klientów rezygnuje z zakupów w tej sieci lub ma o niej gorsze zdanie, niż wcześniej. Miliony Polaków nadal będą oczywiście robiły zakupy w tych sklepach i trudno się temu dziwić – sieć jest bardzo rozbudowana, mnóstwo ludzi ma w swojej okolicy ich obiekty, nadal dobrze wypadają w zestawieniach cen. Jednak będzie rosła grupa klientów, którym to nie wystarczy – świat się zmienia, nowe technologie stanowią coraz ważniejszy element naszej rzeczywistości, a Biedronka nie reaguje na te zmiany. Albo reaguje z problemami i opóźnieniami.

Dzisiaj miała ruszyć w sieci sklepów możliwość płacenia smartfonem. Znowu odłożono to w czasie i trudno stwierdzić, kiedy firma wystartuje z nową usługą. Możliwe, że szybko pokonają trudności i w końcu nas zaskoczą. Jednak samo wprowadzenie płatności mobilnych nie oznacza sukcesu – to musi jeszcze działać i przyciągać klientów. Jeżeli z funkcjonowaniem systemu będzie tak, jak z jego wprowadzaniem (czyli jedna wielka niewiadoma), to ludzie mogą się szybko zniechęcić i z rewolucji nici. Klienci, którzy stosowali gotówkę będą to robić nadal, a osoby nastawione na innowacyjne rozwiązania pokręcą głową i wybiorą się do innego sklepu. Firma chyba zbyt długo zwlekała ze zmianami, a to, co do niedawna było jej atutem (niska cena ponad wszystko) traci na atrakcyjności. Może nawet staje się ciężarem.

Media co kilka tygodni/miesięcy robią wielki szum wokół przecieków z Biedronki, ale chyba czas dać sobie z tym spokój, by nie robić im cały czas darmowej reklamy. Dochodzę do wniosku, że przywiązujemy zbyt dużą wagę do potencjalnych zmian w tej sieci sklepów. Jeżeli chcą wprowadzać zmiany, to niech to zrobią i dołożą starań, by wszystko wypaliło. Nie chcą majstrować przy dobrze prosperującym biznesie? Też ok – pewnie rzesze klientów nie będą im miały tego za złe. Obecnie jednak sklep wysyła sprzeczne sygnały i nie do końca wiadomo, czy chce korzystać z nowoczesnych rozwiązań i czy na pewno wie, jak to robić.

Źródło grafiki: viki.rdf.ru