Płatności

Dla nas nic nadzwyczajnego, dla Amerykanów czarna magia: karta płatnicza z chipem...

MS
Maciej Sikorski
143

Większość z Was posiada ją pewnie w portfelu, regularnie używa i uznaje za coś oczywistego. Mowa o karcie płatniczej. Z chipem czy też mikroprocesorem. Mnie ten gadżet towarzyszy od kilkunastu lat, a liczba dokonanych nią transakcji jest pewnie liczona w tysiącach. Od dawna gotówkę w portfelu noszę "na wszelki wypadek", płacę głównie kartą. Dlatego za każdym razem, gdy czytam/słyszę o płatniczych nawykach Amerykanów, kręcę głową z niedowierzaniem. Niby centrum innowacji, a społeczeństwo potrafi pokonać kawałek plastiku...

Prezentacje nowych rozwiązań technologicznych potrafią być ciekawe z różnych powodów. Przykładem imprezy, na których pokazywano nowe sposoby płatności w USA. Dla nich nowe, bo płatności mobilne, zbliżeniowe nie są w Europie czymś nadzwyczajnym. Ale za Oceanem krzyczano wówczas "wow!". Szokujące? Dla nas tak, ale powtórzę: patrzymy na to z europejskiej/polskiej perspektywy, a ta różni się od tej amerykańskiej. Zaskoczenie działa w obie strony. Niedawno czytałem poradnik dla Amerykanów wybierających się do Europy i zapisano w nim, że na Starym Kontynencie książeczka czekowa raczej się nie przyda. Nas z kolei dziwić może to, że w nowych filmach czy serialach zza Oceanu nadal używa się czeków. I nie są one rzadkim obrazkiem.

Można wiele razy powtórzyć, że różnice są, że rynki rozwijały się i funkcjonują różnie, że trzeba to po prostu zaakceptować, ale niektóre informacje i tak potrafią zdziwić, a nawet rozśmieszyć Polaka, szerzej Europejczyka. Sam uśmiechnąłem się dzisiaj, gdy czytałem tekst Nowe karty – Amerykanie gubią się przy kasie. Autor opisuje problemy, z jakimi zderzyło się społeczeństwo, gdy w USA zaczęto przechodzić na nowy sposób płacenia. Ów nowy sposób to stosowanie kart płatniczych z mikroprocesorem zamiast tych z paskiem magnetycznym.

Amerykanie wzbraniali się przed tą "rewolucją", ale w końcu zmiany zaczęto wprowadzać siłą. To musiało wywołać pewne utrudnienia, lecz gdyby ktoś spytał mnie o ich rodzaj, to wskazałbym na przeciążenie w systemach, błędy w realizacji jakichś projektów, nieprzygotowanie kadry, która miałaby się tym zająć. I możliwe, że takie problemy też się pojawiły, ale w przywołanym tekście napisano, że najsłabszym ogniwem okazali się... ludzie, właściciele kart. Nowe plastiki sprawiają sporo kłopotów:

Po pierwsze karta musi zostać włożona do czytnika, a nie przeciągnięta przez niego jak do tej pory. Do rzadkości nie należy sytuacja, że płatnicy wkładają plastik do terminala odwrotnie. Po drugie, karty nie należy usuwać z czytnika aż do momentu zakończenia transakcji. Wielu śpieszących się klientów o tym zapomina i transakcja zostaje przerwana. Po trzecie, w USA zdecydowano się na potwierdzanie operacji podpisem, a nie PIN-em, jak w Europie. Decyzję tę tłumaczono m.in. troską o przeciążoną pamięć konsumentów. W efekcie płatność zajmuje więcej czasu niż w poprzednim systemie.[źródło]

Dalej możemy przeczytać, że zamieszanie, jakie rodzi ten problem, to paliwo dla rozwiązań zaproponowanych np. przez Apple. Ludzie mogą zechcieć płacić smartfonem czy smartwatchem, bo to będzie łatwiejsze (niekoniecznie bezpieczniejsze). Człowiek czyta i kręci głową z niedowierzania: kraj startupów, to tam ulokowana jest Dolina Krzemowa, tam pracują jedni z najlepszych inżynierów czy programistów świata, na naukę i badania różnego typu wydaje się miliardy dolarów, a społeczeństwo ma problem z opanowaniem kart płatniczych. Paradoks.

Ktoś stwierdzi oczywiście, że nie można drwić, że trzeba tam najpierw pomieszkać, by zrozumieć ten mechanizm i ja... przyznam mu rację. Europejczyków może bawić te ciekawostka, Amerykanów rozbawi jakiś wątek z Europy, który my uznajemy za coś normalnego i poważnego. Ale po chwili i tak się uśmiechnę i pomyślę "cholera, pokonały ich karty płatnicze...".

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

płatności