1

Disintegration: ta gra jest jak iPhone. Nie wiedziałem, że jej potrzebuję dopóki jej nie uruchomiłem

Niektóre produkty mają to do siebie, że nie wiemy, że ich potrzebujemy dopóki nie weźmiemy ich do ręki. Tak właśnie jest z grą Disintegration. Nie miałem świadomości jak bardzo potrzebowałem tego powiewu świeżości i odrobiny nowości dopóki nie odpaliłem pierwszej misji. To odpowiedź na moje poszukiwania tytułu, który nie jest wierną kalką innych produkcji i daje masę frajdy.

Wyobraźcie sobie świat, w którym cierpienie, ból i choroby zostały wyparte. W którym nie musimy się już martwić o wirusy i możemy w pełni cieszyć się życiem. Tak w skrócie można opisać fundament świata do jakiego przenosi nas gra Disintegration.

Jak ludzkość to osiągnęła? Dzięki Architektom, garstce naukowców, którzy opracowali mechanizm integracji człowieka z maszyną. Na początku zaczęło się spokojnie. Architekci chcieli pomóc ludziom po wypadkach lub ciężko chorym i wymieniać ich kończyny czy organy na mechaniczne odpowiedniki. Dalej poszło z górki i ludzkość zaczęła integrować się w pełni z maszynami.

Niestety każda piękna idea może być wypaczone, tak i tutaj umysły rządne władzy, wyposażone w potężne, mechaniczne ciała stwierdziły, że ludzie jakich znamy nie są już potrzebni. Na świecie wybucha wojna. Tworzy się liga wyzwolenia ludzkości. Pozostali wraz z częścią zintegrowanych tworzą osobny ruch oporu. Wszystkich łączy wspólny wróg…czerwonoocy i Black Shuck.

Początek historii Disintegration

Tak oto rozpoczyna się nasza historia. Wcielamy się w postać Romera Shoala, byłego pilota antygrawitacyjnego pojazdu, wdzięcznie nazwanego Gravcycle. Romer stał się sławny. Jako prawdziwy celebryta propagował ideę integracji. Wraz z delegalizacją Gravecle’i zajął się ich przemytem co szybko wpakowało go w poważne problemy.

Nasza przygoda rozpoczyna się od ucieczki z tzw. Iron Cloud, więzienia organizacji próbującej wyprzeć ludzkość z powierzchni Ziemi. Wraz z kilkoma innymi wyrzutkami przez przypadek dołączamy do ruchu oporu i w tym momencie zaczyna się zabawa.

Disintegration

Rozgrywka

Dobra dość tej historii. Jest ona ciekawa, jednak stanowi jedynie tło dla naprawdę udanego produktu jakim jest połączenie gry typu FPS z RTS oraz lekką nutką RPG. Ten ciekawy miks wraz ze sporą różnorodnością pojazdów oraz ich uzbrojenia pozwala na prowadzenie rozgrywki na wiele różnych sposobów i uwierzcie mi, to nie jest tylko zabieg kosmetyczny.

W trakcie gry sterujemy naszym pojazdem antygrawitacyjnym, a pomagają nam pozostali wyrzutkowie którym wydajemy rozkazy. Wszystko w tym samym czasie. Każdy z naszych towarzyszy pełni rolę jednostki naziemnej i wyposażony jest w specjalną umiejętność od granatu ogłuszającego, przez pole spowalniające po potężny ostrzał artylerii. Aby to wszystko ogarnąć wyrzutkowie działają jako grupa, jednak rozkazy co do wykorzystania skilli wydajemy indywidualnie.

Sam interfejs jest wygodny i przemyślany. Jego zapamiętanie nie stanowi większego problemu, jednak skuteczne opanowanie i odpowiednie reagowanie na wydarzenia to już zupełnie inna sprawa.

Sam teren po którym się poruszamy jest zróżnicowany, a nasz pojazd lata na niskim pułapie (0-20m) tak więc musimy brać pod uwagę wszystkie elementy. Barykady, wzniesienia i inne osłony mają realne znaczenia i mogą decydować o zwycięstwie lub porażce. Pamiętaj, że przeciwnik zawsze ma przewagę liczebną i często jest dużo lepiej uzbrojony, a barykadę można zniszczyć!

O Naszym stylu gry w dużej mierze decyduje Gravecycle którym dysponujemy jednak i tak, każdą bitwę da się rozegrać na kilka sposobów. Możemy metodycznie poruszać się do przodu i niszczyć pojedyncze grupki przeciwników lub rzucić się w wir walki wykorzystując towarzyszy jako wsparcie z flanki. Jeśli chcesz ich wykorzystać jako zasłonę to nie ma problemu. Po prostu wyślij ich na pierwszą linię, rozwal wroga od tyłu a potem pozbieraj szczątki, aby po chwili wrócili na pole bitwy. Disintegration daje naprawdę sporo opcji do wyboru w tym temacie. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Smaczku dodają wyzwania, które otrzymujemy przed każdą misją. Mogą być tak proste i prymitywne jak zabicie wroga z wykorzystaniem konkretnej umiejętności po naprawdę trudne jak wykonanie celu bez straty jednostki.

Wisienką na torcie jest bardzo prosty motyw RPG, który polega na rozwijaniu zarówno naszego pojazdu jak i naszego zespołu. W trakcie każdej misji zbieramy tzw. chipy ulepszające, które potem możemy wykorzystać na podnoszenie konkretnych parametrów.

Otaczający nas świat

Lokacje są zróżnicowane. Raz walczymy na otwartej przestrzeni, innym razem prowadzimy działania zbrojne w mieści, a trafiają się okazje do podróżowania po wnętrzu ogromnych i ciasnych kompleksów.

Całość wygląda naprawdę ładnie i jest przyjemne dla oka, jednak prawda jest taka, że w trakcie misji dzieje się tak dużo, że często nie ma okazji się rozejrzeć. Animacje są widowiskowe, ale nie przytłaczające. To bardzo dobrze, ponieważ nic nie odwraca Naszej uwagi od podejmowania kluczowych decyzji, a tych jest sporo do pojęcia.

Disintegration

Przerywniki filmowe czy momenty, w których przemieszczamy się po bazie i zbieramy informacje od członków naszej załogi są to chwile w których możemy lepiej poznać nasze otoczenie. Niestety widać, że graficznie gra nie stoi na najwyższym z możliwych poziomów nawet jeśli rozkręcimy wszystko na ultra, ale to nie problem. Sama rozgrywka i zabawa jaką niesie kompensują ten delikatny brak z nawiązką.

Wszystko co się dzieje w trakcie misji fabularnych zarówno w aspekcie wizualnym jak i opowiadanej historii stanowi spójną całość. Przemieszczamy się po zniszczonym świecie, który ma na swoim koncie wiele ciężkich i krwawych (oraz olejowanych?) starć. Ludzie walczą o przetrwanie i niestety tę walkę przegrywają. Ale spokojnie, po to jesteśmy tam my z naszymi wyrzutkami!

Disintegration i multiplayer to genialne połączenie

Po pierwszych godzinach z grą gorąco czekałem na sesję rozgrywki wieloosobowej i powiem wam szczerze…nie zawiodłem się. To chyba pole, na którym Disintegration dostaje skrzydeł. Tryb fabularny od tego momentu traktuje jako miły dodatek i nie płakałbym jakby go nie było.

Mamy do dyspozycji 3 tryby gry: kontrolowanie strefy, zbieranie i lekko zmodyfikowany capture the flag w którym dzielimy się na atakujących i broniących. Dodatkowo możemy wybrać jedną z 9 załóg. Pilot każdej załogi dysponuje innym pojazdem i nie jest to „inność” kosmetyczna. Gravecycle może być ciężko opancerzony przez co dużo wolniejszy i mało zwrotny, możemy wybrać bardzo zwinną i precyzyjną maszynę, której zadaniem jest flankowanie przeciwników lub coś bardziej uniwersalnego. Dla każdego coś miłego.

Poza innym pojazdem, każda załoga ma inny zestaw umiejętności, który jest dostosowany do charakterystyki walki danego pilota. Ten miks sprawia, że nie ma dwóch identycznych stylów gry. Naprawdę trzeba się solidnie ograć każdą załogą, aby wybrać sobie kilka ulubionych wariantów. Dlaczego kilka? Ponieważ różne misje wymagają od nas innego podejścia. Strażnicy Króla są dobrym wyborem, kiedy chcemy bronić naszej bazy, ale nie mają lekko, gdy zależy nam na szybkim eliminowaniu wrogów i zbieraniu zasobów.

Kilka dodatkowych smaczków i łyżka dziegciu

Popularne mikrotransakcje wylądowały również w Disintegration, jednak jest to jedynie aspekt kosmetyczny, który nie ma wpływu na samą rozgrywkę. Twórcy gry przygotowali przyjemne opcje do personalizowania swoich zespołów w trybie gry wieloosobowej. Możemy więc wybrać odpowiednią stylówkę dla naszego pilota, pojazdu oraz zespołu. Dodatkowo dysponujemy kreatorem emblematu. Niby nic, a cieszy.

Postacie, które spotykamy na naszej drodze są dalekie od nudnych. Owszem, często są dość szablonowe: amant żartowniś, ponury osiłek, stary mędrzec, ale nie boli nas to. Dialogi są przygotowane w sensowny sposób, nie ma tam wyniosłej i bełkotliwej gadaniny. Każda postać jest wyjątkowa, a jej cechy charaktery sprawiają, że wstawki filmowe ogląda się z przyjemnością.

Gra jednak nie jest pozbawiona wad, na szczęście są one dość małe. Przerywniki między misjami to sztuka dla sztuki. Teoretycznie mamy opcję „interakcji” z członkami zespołu jednak jest to po prostu odsłuchanie jakiegoś krótkiego dialogu.

Samo poruszanie się w trakcie tych przerywników to tragedia. Nie wiem czy to kwestia źle dobranej prędkości animacji czy niepotrzebnie rozbudowana lokacja, w której mamy bazę, ale dotarcie gdziekolwiek trwa wieki. Jest to niesamowicie irytujące szczególnie jak chcemy szybko odpalić kolejną misję.

No i na koniec, wszystkie misje są na jedno kopyto. Owszem mamy lekkie urozmaicenie dzięki różnym pobocznym celom, jednak nie mają one wpływu na sukces czy porażkę. Po prostu są. Każda misja polega na tym samym. Leć z punktu A do B i zabij wszystko co Ci się napatoczy po drodze. Cała reszta to tylko otoczka. A szkoda, przecież historia gier RTS pokazała, jak można urozmaicać zadania i wprowadzać ciekawe punkty zaczepienia. Na szczęście tutaj całą sprawę broni walka sama w sobie. Jest ona na tyle fajna i wciągająca, że chcemy więcej przeciwników. Więc może to nie tak źle?

Disintegration

W ogólnej ocenie Disintegration to świetna gra, dała i da mi wiele godzin świetnej rozrywki. Jest przyjemna dla oka, akcja jest dynamiczna, walka wymaga czasu, aby była płynna i skuteczna. Multiplayer jest bardzo dobrze przygotowany i zapewni masę frajdy.

Gra będzie dostępna w cenie 209 zł na platformach PC, PS4 i Xbox One. Została stworzona przez małe, 30-osobowe studio o nazwie V1 na czele którego stoi Marcus Letho, jeden z współtwórców tytułu Halo.

Możecie ją kupić w pre-order na platformie Steam. Jej premiera jest zaplanowana na 16 czerwca, a więc szykujecie komputery i konsole bo naprawdę warto!

Śmiało mogę polecić Disintegration dla każdego kto, jak ja, szuka czegoś innego. Dynamicznej gry, z ciekawą mechaniką i nietuzinkowymi rozwiązaniami.

Minimalne wymagania

CPU

Intel Core i5-2400 / AMD Ryzen 5 1400

RAM

8GB

GPU

GeForce GTX 570 / Radeon HD 7850

DirectX

DX 11

Przestrzeń

15GB

Zalecane wymagania

CPU

Intel Core i7-8700 / AMD Ryzen 7 3800X

RAM

16 GB

GPU

GeForce HTX 1060 6GB / Radeon RX 5700 XT

DirectX

DX 11

Przestrzeń

15GB