detektyw 3 sezon recenzja
26

Niepokoi, zachwyca i potwornie wciąga. Na taki powrót Detektywa było warto czekać

Detektyw to jeden z najlepszych seriali ostatnich lat, a wszystko dzięki rewelacyjnemu debiutowi. Teraz produkcja HBO wraca po ponad trzech latach i 3. sezon Detektywa zdecydowanie wynagradza to oczekiwanie.

Do dziś wspominam nieprzespane noce spowodowane maratonem Detektywa – postanowiłem wyczekać do premiery ostatniego odcinka sezonu, by móc za jednym razem zanurzyć się w tę świetnie zapowiadającą się historię po pierwszym epizodzie. Serial zrobił na mnie kolosalne wrażenie, dlatego nic dziwnego, że kolejne serie pod szyldem brzmiącym w oryginale True Detective wzbudzają tak duże emocje. Drugi sezon był próbą zaoferowania nam czegoś innego, co nie do końca spodobało się widzom. HBO wykonało krok w tył, odczekało trochę czasu i na początek 2019 serwuje nam 3. sezon Detektywa utrzymany w klimacie debiutanckiej serii.

3. sezon Detektywa to nowi bohaterowie i nowa sprawa

Detektyw to serial antologia, dlatego w każdym sezonie śledzimy innych bohaterów i niepowiązane ze sobą historie. Tym razem w roli głównej oglądamy Mahershala Aliego, jako detektywa Wayne’a Haysa. Jego partnerem jest Roland West grany przez Stephena Dorffa. Obydwaj panowie liczą na spokojną służbę, ale w trakcie patrolu otrzymują wezwanie do pozornie prostej sprawy – zaginięcie dwójki dzieci. Akcja rozgrywa się w stosunkowo niewielkim miasteczku w hrabstwie Ozark w Arkansas. Dosyć szybko okazuje się, że detektywi będą mieli do czynienia ze znacznie bardziej skomplikowaną i makabryczną zbrodnią, aniżeli sobie zdawali. Otoczenie wcale nie ułatwia im prowadzenia śledztwa, a to, jak wpłynęła na nich ta sprawa pokazują wydarzenia następujące kilka i kilkadziesiąt lat później.

W 3. sezonie Detektywa, podobnie jak wcześniej, mamy okazję śledzić zmagania i rozterki głównego bohatera w trzech okresach, a to wymaga pełnej uwagi widza. Przeskoki w czasie są nagłe i zaskakujące, a czasem tylko na kilka minut, by podrzucić nam jakiś kąsek wiedzy, który może przydać się później przy składaniu historii w całość. Od samego początku kładziony jest nacisk na postać detektywa Haysa, który znajduje się w centrum wydarzeń –  nie interesuje nas tylko rozwiązanie sprawy, ale i losy samego detektywa, bo choć mamy możliwość ujrzeć, jak wygląda jego życie dekady później, to nie jesteśmy pewni, do czego doprowadziły wydarzenia, o których opowiada przed kamerą z siwizną na głowie. Dialogi to bez wątpienia jedna z największych zalet nowej serii – są pełne autentyczności i emocji, przez co traktujemy je nie tylko jako wiarygodne, ale i poruszające. Przeżywamy każdy wzlot i upadek razem z bohaterami. Owszem, dzieje się to wszystko w dość powolnym tempie, co niektórych widzów może irytować, ale mam nadzieję, że będziecie w stanie docenić tak rozłożone akcenty.

Oglądając po prostu wiemy, że to nie może być inny serial niż Detektyw

Oprawa audiowizualna nowego Detektywa przypomina na każdym kroku pierwszy sezon. Nic dziwnego, skoro w dużej mierze scenariusz i reżyseria są dziełem Nica Pizzolatto odpowiedzialnego za scenariusze wcześniejszych serii. Ewidentnie widać, że debiutancki sezon Detektywa był tu największą inspiracją, ale to wcale nie oznacza, że dostajemy powtórkę z rozrywki. Zabiegi techniczne uzmysławiają nam, że mamy do czynienia z bliźniaczą produkcją, lecz 3. sezon ma swój własny charakter, głównie dzięki dobrze napisanym i zagranym postaciom. Mogłoby się wydawać, że Mahershala Ali będzie grać pierwsze skrzypce po to, by inni mogli stać się dla niego tłem, ale nawet poboczne postacie potrafią dać coś od siebie, a największym zaskoczeniem są występy Stephena Dorffa i Carmen Ejogo, którzy nie są tylko statystami dającymi szansę błysnąć Aliemu.

Po seansie 5 odcinków 3. sezonu Detektywa nie potrafię spodziewać się słabego zakończenia. Mam przeczucie, że ostatnie 3 epizody będą równie dobre lub jeszcze lepsze od tych, które widziałem. Sami będziecie mogli przekonać się o tym już 14 stycznia, gdy nowy sezon zadebiutuje na HBO i HBO Go w Polsce.