Maciej Cegłowski, autor Pinboard, serwisu pozwalającego trzymać zakładki on-line, umieścił na blogu bardzo ciekawy wpis na temat niebezpieczeństw jakie czyhają na użytkowników darmowych serwisów, które nie potrafią zarobić na usłudze, którą oferują. Mówiąc wprost, stawia tezę, że darmowe serwisy nie są niczym dobrym i ma solidne argumenty na jej poparcie. Sam Pinboard oferuje podstawowe konto, którego aktywacja jest płatna jednorazowo i kosztuje obecnie […]

Maciej Cegłowski, autor Pinboard, serwisu pozwalającego trzymać zakładki on-line, umieścił na blogu bardzo ciekawy wpis na temat niebezpieczeństw jakie czyhają na użytkowników darmowych serwisów, które nie potrafią zarobić na usłudze, którą oferują. Mówiąc wprost, stawia tezę, że darmowe serwisy nie są niczym dobrym i ma solidne argumenty na jej poparcie. Sam Pinboard oferuje podstawowe konto, którego aktywacja jest płatna jednorazowo i kosztuje obecnie 10$. Dodatkowo istnieje wersja premium kosztująca 25$ rocznie. Autor jest przekonany o tym, że płatne konto jest zaletą dla użytkowników, ponieważ gwarantuje i usługę wysokiej jakości, na której mogą polegać.

Im popularniejszy jest darmowy serwis, tym więcej traci, ponieważ każdy dodatkowy użytkownik kosztuje dodatkowe pieniądze wydane na infrastrukturę konieczną do utrzymania strony o rosnącej popularności. Z drugiej strony, płatny serwis im bardziej staje się popularny, tym więcej zarabia, a więc jego nagłe zamknięcie, spowodowane wykupieniem przez kogoś wyżej postawionego w sieciowym łańcuchu pokarmowym staje się mniej prawdopodobne.

Maciej przypomina serwisy takie jak: GowallaDodgeballTrunk.ly,  NextstopAardvarkEtherPad i I Want Sandy, które swojego czasu były popularne, ale zostały wykupione przez większych graczy (często przez Facebook i Google), a następnie zamknięte. Twórcy serwisu zgarniają pieniądze, kupujący zgarnia dobrych inżynierów, natomiast użytkownicy zostają z niczym. Dlatego dla użytkowników nie ma większego znaczenia, czy przejęcie zostało dokonane w dobrej wierze, czy od początku jedynym celem było zamknięcie konkurencji.

Według autora, chociaż wymienione serwisy są różne, dynamika zmian jest taka sama: ktoś tworzy fajną, darmową usługę, która zdobywa popularność. Owa popularność przyciąga kupca. Po zamknięciu transakcji autorzy serwisu piszą jak bardzo podnieceni są połączeniem i synergią z nowym nabywcą i na tym historia się kończy. Rosnące koszty utrzymania przedsięwzięcia, które nie przynosi zysków, oraz bardzo opłacalna możliwość sprzedaży przesądza sprawę, dobro użytkowników nie mieści się w tym zestawieniu.

Jak uniknąć takiego scenariusza? Autor doradza, aby unikać darmowych serwisów. Co więcej, proponuje, aby zachęcać deweloperów darmowych serwisów, które uważamy za szczególnie dla nas atrakcyjne do tego, aby wypracowali biznesowy model pozwalający zarabiać na każdym nowym użytkowniku, w celu uniknięcia kolejnego przejęcia zostawiającego wszystkich użytkowników na lodzie. Może to być płatne konto, mogą to być reklamy, najważniejsze, żeby utrzymanie serwisu było bardziej opłacalne niż jego sprzedaż.

W innym przypadku pokusa sprzedania swojego projektu, który nie generuje dużych przychodów, lub wręcz generuje same straty, jest po prostu zbyt duża, aby twórcy serwisu się jej oparli. Sprawa ma się zupełnie inaczej, jeśli chodzi o serwisy, które mają od samego początku wypracowany model biznesowy.

Jako ilustracje tego o czym pisze Maciej mogę przedstawić Dropbox, o którym niedawno pisał Grzegorz Marczak, podając go jako przykład dla młodych przedsiębiorstw. Dropbox odrzucił ofertę złożoną przez Apple i dalej sam rozwija swoją usługę. Jest to bardzo dobra wiadomość dla wszystkich użytkowników tego serwisu. Po przejęciu prze Apple wszystkie wysiłki skoncentrowałby się na rozwoju usługi dla ekosystemu OS X i iOS. Nawet gdyby klient dla systemów Windows i Linux nadał był rozwijany, co nie jest takie oczywiste, niewątpliwie spadłby na dalsze pozycje. Jednym słowem, wszyscy obecni użytkownicy Dropbox, którzy są zadowoleni z jego usługi mogą dalej z niego korzystać, ponieważ Dropbox zarabia na tyle dużo, że nie dał skusić się ofercie Apple. Wszystko to zasługa inteligentnego połączenia darmowej formy usługi z wersją premium, która istniała od samego początku. O innych przyczynach sukcesu Dropbox pisze Grzegorz we wspomnianym tekście.

Dlatego uważam, że argumenty Cegłowskiego, który krytykuje darmowe serwisy, mają uzasadnienie z obu stron, zarówno tych którzy się sprzedali, jak i tych, którzy oparli się propozycjom „nie do odrzucenia”.

Reszta zależy od nas, użytkowników usług które sobie naprawdę cenimy. Czy wolimy korzystać z darmowych rozwiązań, licząc się z sytuacją, że w każdej chwili możemy bezpowrotnie utracić do nich dostęp, czy może zdecydujemy się wysupłać kilkanaście dolarów rocznie na wsparcie tych usług, na których nam najbardziej zależy.

Jeśli ktoś planuje argumentować, że przecież darmowe oprogramowanie ma się świetnie, przynajmniej w niektórych przypadkach, autor wpisu na blogu Pinboard zwraca uwagę, że jednak są istotne różnice między darmowym oprogramowaniem i darmowym serwisem WWW. Otóż darmowe oprogramowanie wraz ze zdobyciem popularności zyskuje nowe środki w postaci nowych deweloperów, testerów oraz chętnych przekazać dobrowolną darowiznę. Dla odmiany nagły wzrost popularności serwisu WWW generuje przede wszystkim większe koszty w postaci chociażby kosztów utrzymania znacznie szybszych serwerów na lepszych łączach, w efekcie taki serwis traci zasoby zamiast je zyskiwać. Koncentruje się na tym jak przetrwać, a nie na tym jak się rozwijać.

Co zyskujemy w takim razie, decydując się wykupić konto w Pinboard, w zmian korzystania z darmowych rozwiązań, jakich nie brakuje, oprócz znacznie mniejszego ryzyka przejęcia przez większych graczy? Odpowiedź znajdziemy w FAQ serwisu, gdzie wyliczone są zalety. Przede wszystkim całkowite pozbawienie reklam, oraz pełna prywatność. Użytkownicy anonimowi są mile widziani. Do ich zakładek nie mają dostępu żadne zewnętrzne serwisy ani ich systemy gromadzenia treści i dopasowywania reklam. Serwis jest samo wystarczalny i nie musi odpowiadać przed zewnętrznymi inwertorami. Całość działa na bardzo szybkim sprzęcie. To wszystko za jednorazową opłatą 10$. Osobiście całkowicie dałem się przekonać. Najlepiej podsumować to słowami Macieja:

It boils down to this: running a bookmarking site costs money. If you’re not paying for it, then someone else is, and their interests may not be aligned with yours.

Dodatkowo wersja premium Pinboard, pozwala zachowywać nie tylko same linki, ale również zwartość całej strony, wraz z grafikami. Możemy ją później zobaczyć, nawet jeżeli źródło przestanie być osiągalne, a nawet pobrać stronę w postaci PDF. Jedyne ograniczenie – jeden link nie może zawierać więcej niż 35 MB danych. Według Macieja, bardzo rzadko strony nie mieszczą się w tym przedziale, zwykle jedna na tysiąc zakładek. W związku z znacznie większymi kosztami przechowywania całych stron (ilość linków jest nieograniczona) konto premium kosztuje 25$ rocznie, jeśli natomiast dopiero co zdecydowaliśmy się wykupić konto w serwisie, opłata za pierwszy rok zostanie pomniejszona o jednorazową opłatę aktywacji konta, czyli w obecnej chwili konto premium kosztowałby 15$ dolarów za pierwszy rok.

Na wpis na blogu Pinboard trafiłem dzięki Emilowi Oppeln-Bronikowskiemu, który umieścił link, na swoim profilu G+, jak również odpowiedział na kilka moich pytań pomocnych w stworzeniu tego artykułu. Zachęcam również do śledzenia jego bloga, który sam czytam z przyjemnością.

Obraz przekazywania pieniędzy z ręki do reki pochodzi ze storny: http://smallbiztrends.com/2010/02/how-to-get-paid-like-michael-dell.html