11

Dajcie już spokój z tymi uchodźcami – przecież są koty do obejrzenia

Pisałem niedawno o uchodźcach korzystających z nowych technologii w swojej wędrówce: smartfony, Internet, Facebook – wszystko to pomaga w drodze. Pod tematem wywiązała się dyskusja, która musiała oczywiście zejść na tory „przyjmować ich czy nie?”. To zagadnienie rozpala dzisiejszą Sieć, jedni bardzo angażują się w ten temat, drudzy tylko obserwują, a jeszcze inni mówią „dość, […]

Pisałem niedawno o uchodźcach korzystających z nowych technologii w swojej wędrówce: smartfony, Internet, Facebook – wszystko to pomaga w drodze. Pod tematem wywiązała się dyskusja, która musiała oczywiście zejść na tory „przyjmować ich czy nie?”. To zagadnienie rozpala dzisiejszą Sieć, jedni bardzo angażują się w ten temat, drudzy tylko obserwują, a jeszcze inni mówią „dość, nie chcę już o tym słyszeć/czytać”. Dla tej ostatniej grupy cyfrowa rzeczywistość ma być odskocznią, w której jest miło, sympatycznie i „po kociemu”.

Da się tu włączyć jakiś filtr?

Czy udzielam się w dyskusji dotyczącej uchodźców? Przyznam, że nie. Ale śledzę temat. Słucham głosów obu stron, staram się wyciągnąć maksymalnie obiektywne wnioski, rozumiem argumenty zwolenników przyjęcia tych ludzi w Europie, zdaję sobie sprawę z tego, jakie są zagrożenia i biorę pod uwagę opinie przeciwników. W gronie bliskich znajomych czy rodziny rozmawiam na ten temat. W Internecie raczej nie, odpuszczam dyskusje na Facebooku. Dlaczego? Bo to zawsze lub prawie zawsze kończy się jakąś kłótnią. W pewnym momencie ktoś uruchamia arsenał filmów z YT, demotów, wiedzy czerpanej z jakichś dziwnych źródeł i merytoryczna dyskusja umiera. Szkoda czasu.

Facebook-meme

Ale raz na jakiś czas zaglądam na tego nieszczęsnego fejsa, by sprawdzić, co nowego, kto już się określił i po jakiej stronie. Kto z kim zerwał znajomość, jakiej wunderwaffe użyto, by przekonać do swoich racji. Śledzę to także w mediach i staram się korzystać z różnych źródeł: i tych prawackich i tych lewackich. Pisząc krótko: nie uciekam od tematu w świecie cyfrowym, bo wiem, że to część rzeczywistości, w której funkcjonuję. Mogę udawać, że te kwestie nie istnieją, ale prędzej czy później pewnie się z nimi zderzę w realu. Są jednak ludzie, którzy nie zamierzają na to patrzeć w cyfrze.

Ostatnio kilka razy widziałem na fb pytanie w stylu „Czy są tu jakieś filtry, które zablokują mi temat uchodźców, polityki, wyborów i innego badziewia? Przecież w życiu są ciekawsze rzeczy”. Co to za tematy? Nie chcę generalizować, ale chodzi o informacje z życia znajomych i krewnych, zdjęcia z wakacji, śmieszne filmy z kotami czy pandami, dyskusje dotyczące sportu/mody/rozrywki/filmu. Pisząc krótko: rzeczy przyjemne. Albo przynajmniej takie, które nie denerwują, nie wymagają refleksji, nie wywołują brutalnej wymiany zdań.

Wchodzę do cyfry i chcę mieć spokój

Zastanawiając się nad tym, doszedłem do wniosku, że dla niektórych ta cyfrowa rzeczywistość nie funkcjonuje tak samo, jak real. Ona ma być odskocznią. Niczym serial oglądany wieczorem, typowy tasiemiec, w którym ludzie są ładni, bogaci, wypoczęci i uśmiechnięci. Świat może się tam zawalić bohaterowi na głowę, ale kilka odcinków później wszystko będzie już ok: firma wyjdzie na prostą, żona przytuli, przed garażem pojawi się samochód wygrany na loterii. W Internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych też ma tak być.

koty toy story

Ludzie wychodzą pewnie z założenia, że mają dość problemów w życiu codziennym, przez kilkanaście godzin na dobę próbują pchać swój wózek do przodu i czasem mają zwyczajnie dość, więc wchodząc do cyfrowego świata domagają się chwili wytchnienia od tej rzeczywistości. Przynajmniej przez godzinę chcą pożyć w świecie, gdzie facet dorobił się milionów na śmiesznym zwierzaku, gdzie miarą sukcesu jest liczba zebranych lajków, gdzie problem można rozwiązać klikając krzyżyk na zakładce w przeglądarce. Tak mają wyglądać internety.

Rozumiem, ale też zastanawiam się, co będzie dalej

Nie napiszę, że wspomniana grupa uciekająca od trudnych tematów w Sieci mnie irytuje, niepokoi czy razi. To ich spawa, częściowo ich rozumiem. Zwłaszcza, gdy ogląda się chamską wymianę zdań w Internecie, obelgi, które niewiele wnoszą do tematu. Jednocześnie zastanawiam się jednak, gdzie prowadzi takie rozdzielanie światów cyfrowego i rzeczywistego? W mojej opinii one tworzą spójną całość, uzupełniają się, trzeba ponosić odpowiedzialność za czyny w obu światach. Tymczasem dla niektórych (wielu?) osób cyfra pozostaje raczej zabawą, magicznym pokojem, do którego wchodzi się przez szafę.

Samsung Gear VR test (11)

Problem (o ile ktoś uzna to za problem) może się pogłębić, gdy ten cyfrowy świat będzie oferował coraz mocniejsze wrażenia pozostające ułudą. Rozwój np. rzeczywistości wirtualnej może doprowadzić do sytuacji, w której ludzie będą utożsamiać Internet z innym życiem, tym lepszym i wymarzonym. Tam nie będzie uchodźców, bezrobocia, biedy. Przynajmniej nie będzie ona dotyczyć użytkownika. Ludzie zaczną włączać kolejne filtry, by było miło. Sęk w tym, że później trzeba będzie wrócić do rzeczywistości. I co wtedy?