31

Czym się różni „blog w chmurze” od zwykłego bloga?

Ostatnimi czasy pojęcie chmury jest powtarzane do znudzenia. Chmurą są wszelkiego rodzaju dyski internetowe, platformy gier przeglądarkowych, hostingi zdjęć itp. Dochodzi wręcz do sytuacji, że serwisy, które kilka lat temu nazwalibyśmy w zupełnie inny sposób tytułują się „chmurami”, bo tak jest modnie. Odnoszę wrażenie, że nie inaczej jest w przypadku usługi Cloudblog, której reklamę znalazłem […]

Ostatnimi czasy pojęcie chmury jest powtarzane do znudzenia. Chmurą są wszelkiego rodzaju dyski internetowe, platformy gier przeglądarkowych, hostingi zdjęć itp. Dochodzi wręcz do sytuacji, że serwisy, które kilka lat temu nazwalibyśmy w zupełnie inny sposób tytułują się „chmurami”, bo tak jest modnie. Odnoszę wrażenie, że nie inaczej jest w przypadku usługi Cloudblog, której reklamę znalazłem niedawno w swojej skrzynce mailowej.

Otwierając skrzynkę ze spamem znalazłem żarliwą reklamę rewolucyjnej usługi w… chmurze. Byłem przekonany, że już raczej niewiele rzeczy może mnie zaskoczyć pod tym względem, ale gdy okazało się, że chodzi o chmurowego bloga, kliknąłem z czystej ciekawości.

Postanowiłem zostać zatem blogerem XXI wieku i utworzyć cloudbloga. Co się okazało, nie było to takie proste… Aby skorzystanie z usługi było możliwe, musimy utworzyć konto w serwisie domeny.pl, podając wszystkie swoje dane kontaktowe – łącznie z numerem PESEL i adresem i nr telefonu. Im dalej w las, tym więcej drzew. Otóż po utworzeniu konta, musimy wykupić domenę, pod którą blog będzie działał. I tutaj zaczyna się prawdziwy cyrk. Proces kupna domeny (przez pierwszy rok możemy sobie wybrać jeden z dwóch adresów drugiego poziomu za darmo) wygląda mniej więcej tak, że przechodzimy przez kilka kroków, a na każdym próbuje się nam wcisnąć pakiet usług dodatkowych, który już, jak nietrudno się domyślić, darmowy nie jest. I tak do domeny możemy dokupić serwer, certyfikat domeny, jakąś niezwykłą usługę chroniącą prywatność itd. Szczerze powiedziawszy gdzieś w połowie kompletnie mi się odechciało cloudbloga

Ale czego się nie robi z ciekawości. Okazało się, co też wcześniej przypuszczałem, że blog w chmurze to mrzonka. Utworzona w ten sposób strona na pierwszy rzut oka nie różni się w żaden sposób od bloga postawionego na WordPressie. Co więcej, w wersji darmowej otrzymujemy całkowite minimum funkcji – bez statystyk, dostępu do Google Analytics, a nawet ze śmiesznym limitem transferu w wysokości 1 GB/miesiąc. Oczywiście za pełnię możliwości musimy dodatkowo zapłacić.

Usługodawca promuje Cloudbloga, jako platformę, do której możemy mieć dostęp z każdego komputera, smartfona lub tabletu. Mało tego, fakt korzystania z „chmury” to gwarancja „niezawodności i elastyczności wykorzystywanych przez nas usług, które są umieszczone na wysokiej klasy serwerach”. Najwyraźniej wszystkie platformy, które nie mają słówka „chmura w tytule, nie oferują takich superlatywów. Pozostaje zatem zadać sobie pytanie – czy umieszczenie bloga w chmurze, na wielu serwerach ma jakikolwiek sens?

Co przemawia za korzystaniem z Cloudbloga? W mojej opinii właściwie nic. Znacznie taniej i efektywniej możemy to zrobić stawiając na własnym serwerze WordPressa, albo, jeżeli takowego nie mamy, rejestrując się za darmo na platformach takich, jak Blogger, WordPress.com itp. Efekt będzie podobny, możliwości i parametry usługi lepsze. Szkoda tylko, że wtedy nie będziemy mogli nazywać siebie blogerami XXI wieku… No ale chyba każdy powinien to jakoś przeżyć.