14

Nigdy wcześniej nie byłem tak rozdarty – YouTube Premium to najtrudniej wydane 24 zł

Dwukrotnie dawałem do zrozumienia, że nieobecność w Polsce YouTube Music, a przede wszystkim YouTube Premium, jest dla mnie sytuacją kuriozalną. Byłem przekonany, że gdy tylko pojawi się w naszym kraju, bez chwili zastanowienia włączę subskrybcję i jej nie wyłączę. Na papierze wszystko wyglądało tak różowo, że nie miałem żadnych wątpliwości, co do słuszności swoich planów. Po dwóch tygodniach te wątpliwości się pojawiły.

Jakie są argumenty…

przeciwko i za subskrybcją YouTube Music? Sytuacja stała się dla mnie jasna dość szybko. Błyskawicznie doceniełem niektóre cechy oferty, solidnie kląc pod nosem na inne, które sprawiają, że te 24 złote nie wydają się już tak dobrze zainwestowanymi pieniędzmi. Użycie słowa zainwestowanymi nie jest przypadkowe, ani nie jest nadużyciem, ponieważ w pierwszej kolejności myślę o ofercie YouTube Premium, która wyłącza wszelkie reklamy przed i w trakcie oglądania oraz pozwala zapomnieć o kombinowanych metodach zabierania ze sobą filmów z YouTube w miejsca bez dostępu do sieci. Na to czekałem najbardziej i w mgnieniu oka do tego przywykłem. Tak bardzo, że… ale o tym napiszę na końcu tekstu. Zob

Teraz przyjrzymy się YouTube Music, czyli jednemu z rywali Spotify, Tidal, Apple Music czy Deezera (o którym zrobiło się ostatnio tak cicho, nie wiedzieć czemu).

Przeciwko subskrybcji YouTube Music:

  • jakość audio
    • jako użytkownik Tidal Hi-Fi spodziewałem się, że różnica pomiędzy jakością muzyki pomiędzy YouTube Music i Spotify czy Apple Music będzie słyszalna, ale nie podejrzewałem, że w niektórych przypadkach aż tak bardzo. Jestem zaskoczony, jak duży stopień kompresji został zastosowany w przypadku usługi muzycznej Google – na niektórych modelach słuchawek wybrane utwory brzmią mało zachęcająco i choć nie uważam się za (zaawansowanego i profesjonalnego) melomana, o tyle tę różnicę jestem w stanie dosłyszeć i mi to po prostu przeszkadza
  • jakość wideo
    • (niemiła) niespodzianka numer dwa. otwierając YouTube Music w przeglądarce nie dysponujemy możliwością zmiany jakości klipu, co oferuje strona internetowa . Gdy mam ochotę zanurzyć się w koncercie lub teledysku, jestem skazany na automatyczną jakość obrazu, która nie jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom. To bardzo duże zaskoczenie i kompletnie nie rozumiem, dlaczego podjęto taką decyzję i pominięto coś takiego
  • brak aplikacji desktopowej
    • przywykliśmy do YouTube’a w przeglądarce i nikomu nawet nie przejdzie przez głowę myśl o wymaganiu od Google aplikacji dla komputerów (a szkoda, bo to byłaby szansa na tryb offline na laptopach), ale w przypadku YouTube Music firma mogłaby pokusić się o jej przygotowanie, między innymi dlatego, że sterowanie multimediami byłoby o niebo łatwiejsze i wygodniejsze. Czasami dzięki aplikacjom, czasami bez nich (gdy radzi sobie system), przyciski multimedialne na klawiaturze bywają niezastąpione i brak opcji kontrolowania odtwarzania w ten sposób totalnie mnie zniechęca.
  • katalog
    • o tym wspominam poniżej

Za subskrybcją YouTube Music:

  • katalog
  • katalog
  • katalog

Pod tym jednym, choć potrójnie zaznaczonym względem, YouTube Music nie ma konkurencji. Spotify czy Tidal mogą stale zabiegać o przychylność wykonawców, którzy przygotują specjalnie dla nich nowe wersje utworów lub zupełnie świeże kawałki, ale trafiające na YouTube – a w konsekwencji na YouTube Music – koncerty, teledyski, covery, etc. są czymś, czego żaden inny serwis muzyczny w najbliższym czasie nie zdoła dogonić. Przekonuję się o tym na każdym kroku, gdy chcę usłyszeć i/lub zobaczyć coś więcej, niż podstawowe wersje i wydania albumów oraz utworów. W chwili, gdy mogę zablokować ekran i słuchać dalej akurat tej wersji live, aż sam do siebie się szeroko uśmiecham.

Polecamy: Dlaczego powstał i jak działa YouTube Music? Wszystko wyjaśniamy

Istnieje też jednak druga strona medalu tej zalety. Z dnia na dzień niektóre treści mogą zniknąć, bo nie ma co się oszukiwać – niektóre klipy i nagrania nie są dodane przez osoby posiadające do nich prawa i choć niektóre wideo latami pozostają nietknięte, to nikt nie zagwarantuje nam ich obecności jutro, za tydzień czy za miesiąc.

Na początku tekstu napisałem, że tak bardzo przywykłem do braku reklam i trybu offline na YouTube, że… chyba będę skłonny wyciągnąć te 24 złote z portfela i zachować błogostan wynikający ze sprawnego i przyjemnego korzystania z YouTube’a. Przy okazji dostanę dostęp do klipów i koncertów w tej lepszej formie (bez wideo, przy zablokowanym ekranie), z czego od czasu do czasu będę korzystał. Ale muszę Wam przyznać, że chętniej sięgnąłbym nawet po te, na przykład, 9,99 zł, które przeznaczyłbym tylko na YouTube Premium bez oferty muzycznej. Ceny Tidala, Spotify czy Apple Music nie różnią się od siebie (poza ofertą Hi-Fi od Tidal), a przekonują mnie do siebie w znacznie większym stopniu niż YouTube Music, dlatego te dodatkowe koszta nie do końca mi się podobają.