28

Czy twórcy przejmują się zdaniem graczy, a petycje i pozwy mają sens?

Zeszły rok był dla branży gier wideo szczególny. Pokazał na przykładzie afery wokół zakończenia „Mass Effecta”, jak wielka może być determinacja grupy ludzi skupionych wokół wspólnego celu. Nikt nigdy wcześniej nie żądał tak otwarcie zmiany fabuły gry, bo nie spełniała ona oczekiwań. Wtedy gracze posunęli się do pozwu, teraz zbierają popisy. Ćwierć miliona ludzi podpisało […]

Zeszły rok był dla branży gier wideo szczególny. Pokazał na przykładzie afery wokół zakończenia „Mass Effecta”, jak wielka może być determinacja grupy ludzi skupionych wokół wspólnego celu. Nikt nigdy wcześniej nie żądał tak otwarcie zmiany fabuły gry, bo nie spełniała ona oczekiwań. Wtedy gracze posunęli się do pozwu, teraz zbierają popisy. Ćwierć miliona ludzi podpisało petycję o „GTA V” na PC.

Przestańcie myśleć, że jesteście producentami i mówić nam, kiedy i gdzie powinniśmy tworzyć naszą zawartość.

Takimi właśnie słowami starała się rok temu bronić „Mass Effecta” była pracownica studia Bioware Christina Norman. Gwoli przypomnienia, zaraz po premierze trzeciej części tego kosmicznego shootera (celowo nie napisałem RPG) Internet zaroił się od głosów graczy rozczarowanych tym jak Kanadyjczycy zakończyli historię komandora Sheparda.

Wg wielu z nich Bioware nie spełniło wtedy obietnic poczynionych w czasie akcji promocyjnej tytułu, co stało się podstawą do wniesienia pozwu. Ostatecznie twórcy ugięli się pod naporem krytyki i obniżania ocen np. na Metacritic. Zmienili część swojej, jakby nie było, własności intelektualnej. Nastąpiło wydarzenie bez precedensu.

mass-effect-wallpaper

Teraz społeczność graczy skupiona wokół pecetów, chce wszelkimi dostępnymi sposobami wpłynąć na Rockstara, aby ten wypuścił swój hit także na komputerach. Na razie zbierają podpisy pod petycją. Jest ich 250 tysięcy. Czy to dużo i czy może wywrzeć choć marginalny wpływ na postepowanie developerów?

Analitycy rynkowi oceniali niedawno, że piąta część „GTA” sprzeda się 18 milionach egzemplarzy, a więc liczba podpisów stanowi niecałe 1,5 % tej liczby. Ciężko więc sądzić, że księgowi Rockstara nagle uderzą na alarm, że jakieś ogromne pieniądze leżą na „pecetowej ulicy”. Bardziej od cyferek liczy się tu bowiem sama idea akcji, która zauważona, przez szefostwo firmy może zostać wykorzystana na sposób marketingowy, gdyż „oto wielki Rockstar poszedł na rękę graczom, czującym awersję do konsol”.

Skoro udało się przekonać Bioware, to dlaczego Gwiazdy Rocka mają pozostać niewzruszone. Swoją droga wpadł mi teraz do głowy pewien pomysł wykorzystujący crowdfunding. Otóż Rockstar mógłby np. na Kickstarterze ogłosić zbiórkę na konwersję „GTA V” i wtedy po wyznaczeniu wymaganej kwoty, miałby święty spokój z opłacalnością wypuszczania gry na tej platformie.

Gracze za to mogą mieć i mają walny wpływ na to jak wyglądają gry od zera fundowane z ich funduszy. Twórcy już teraz często radzą się ich jak dokładnie mają być wydane ich pieniądze. Swoją drogą, znając niebezpieczeństwa jakie niesie ze sobą Kickstarter, tylko czekam aż gry, które dzięki niemu powstały staną się kością niezgody pomiędzy twórcami, a niezadowolonymi graczami.

Jak sytuacja się wtedy rozwinie? Przecież nabywca obrazu w sklepie nie ma prawa żądać zmiany tła obrazu tylko dlatego, że nie pasuje mu ono do koloru ściany. A co stanie się w sytuacji kiedy malarz od samego początku pracy opłacony został przez nabywcę? Ma przecież wtedy prawo podać go do sądu za brak wywiązania się z umowy.

Foto 1, 2