8

Czy TransferJet od Toshiby, Sony i Olympusa wyprze NFC? Japończycy mają na to konkretny pomysł

NFC na dobre zagościło w naszych kieszeniach (smartfony) i portfelach (karty płatnicze). Technologia łączności bliskiego zasięgu okazała się strzałem w dziesiątkę i znalazła zastosowanie na wielu polach. Czy coś jest w stanie jej zagrozić? Toshiba wraz z innymi japońskimi producentami proponuje technologię TransferJet, która ma być pozbawiona ograniczeń NFC. TransferJet ma być rozwinięciem technologii NFC, […]

NFC na dobre zagościło w naszych kieszeniach (smartfony) i portfelach (karty płatnicze). Technologia łączności bliskiego zasięgu okazała się strzałem w dziesiątkę i znalazła zastosowanie na wielu polach. Czy coś jest w stanie jej zagrozić? Toshiba wraz z innymi japońskimi producentami proponuje technologię TransferJet, która ma być pozbawiona ograniczeń NFC.

TransferJet ma być rozwinięciem technologii NFC, a z czasem, jak wierzy Toshiba, stać się nowym standardem stosowanym na szeroką skalę. Kiedy jednak NFC służy do płatności, parowania urządzeń i przesyłania niewielkich ilości danych, rozwiązanie japońskiego producenta, jak wyraźnie sugeruje nazwa, ma służyć do transferu dużych ilości danych.

Nad rozwojem TransferJet pracują również inne japońskie firmy – Sony i Olympus. Technologia ta miałaby bowiem znaleźć zastosowanie w ich aparatach fotograficznych i posłużyć do szybkiego przesyłania zdjęć na dysk twardy peceta, do tabletu czy innego urządzenia mobilnego. Jak szybkiego? Toshiba mówi tutaj o nawet 375 Mb/s. A zatem przesłanie trwającego 20 sekund wideo w jakości HD powinno zająć… sekundę. Wydaje się to idealnym uzupełnieniem luki powstałej po ewolucji Bluetooth. Technologia ta jeszcze kilka lat temu pozwalała na transmisję danych z teoretyczną prędkością 40 Mb/s (wersja 3.1). Dziś głównie mówi się o niej jako standardzie łączności z akcesoriami – mobilnymi głośnikami, bezprzewodowymi klawiaturami i myszami czy słuchawkami.

2014-09-01_155957

Opracowanie atrakcyjnie wyglądającego na papierze standardu to tylko jedna strona medalu. Teraz Japończycy muszą przekonać producentów do jego implementacji. Aktualnie wygląda to dość biednie. TransferJet ma bowiem postać dwóch kluczy USB – jeden podłączamy do smartfona, a drugi do portu USB komputera. Nie jest to rozwiązanie ani użyteczne, ani praktyczne, szczególnie, że nie uświadczymy wsparcia dla iOS i OS X, a do tego niezbędne są sterowniki, które pobierzemy ze strony Toshiby. Cena takiego zestawu wynosi 59 euro, co też nie zachęca. Toshiba, Sony i Olympus oczywiście najchętniej widzieliby nowy standard w modułach łączności – tuż obok WiFi, Bluetootha i NFC. Sęk w tym, że producenci sprzętu wolą stawiać na kompatybilność wsteczną, a adaptowanie nowych rozwiązań nie jest dla nich szczególnie opłacalne.

Czy na rynku jest jeszcze miejsce na dodatkowy standard łączności? Nie jestem do końca przekonany, mimo atutów rozwiązania Toshiby. Być może o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby usprawnianie obecnych technologii i wykorzystywanie ich pełnego potencjału, zamiast inwestowania w nowe i wymagające zaadaptowania rozwiązania.