42

Czy to czas pożegnać iPoda?

Kilka tygodni temu opublikowałem tekst poświęcony mojemu ulubionemu odtwarzaczowi muzyki. Jest nim iPod shuffle i choć nadal korzystam z jego drugiej generacji, to od pewnego czasu przymierzam się do inwestycji w najnowszą wersję “szufelki”. Wiele wskazuje na to, że z podjęciem decyzji będę musiał się pospieszyć, bo już niedługo tak tradycyjne urządzenie jak odtwarzacz muzyki […]

Kilka tygodni temu opublikowałem tekst poświęcony mojemu ulubionemu odtwarzaczowi muzyki. Jest nim iPod shuffle i choć nadal korzystam z jego drugiej generacji, to od pewnego czasu przymierzam się do inwestycji w najnowszą wersję “szufelki”. Wiele wskazuje na to, że z podjęciem decyzji będę musiał się pospieszyć, bo już niedługo tak tradycyjne urządzenie jak odtwarzacz muzyki może przestać być oferowany w sklepie Apple.

Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, sprzedaż modeli shuffle, nano i classic leci na łeb na szyję. I choć nadal jest wielu entuzjastów zwykłego odtwarzacza muzyki, to jednak ilość użytkowników/klientów wybierających rozwiązania “wiele w jednym” jest przeważająca. Skoro smartfony i tablety równie dobrze sprawdzają się w tej roli, to jaki sens będzie miało zabieranie ze sobą kolejnego gadżetu? Jedni na to pytanie znajdują odpowiedź, inni nie. Tych drugich jest znacznie więcej i wcale się temu nie dziwię.

Wpływ na taką sytuację ma wiele czynników. Jeden z nich został wymieniony powyżej, zaś następnym w kolejce będzie zapewne zmiana modelu dystrybucji muzyki. Pobieranie, kopiowanie i synchronizowanie – tych czynności już nikomu po prostu nie chce się wykonywać. Muzyka (jak i inne multimedia) mają być na wyciągnięcie ręki. To dlatego serwisy streamingowe w kategoriach muzyki i filmów oraz seriali szturmem zdobywają ogromną popularność. Wpisuję czego chcę i klikam odtwórz. Miesięczna opłata, znacznie mniejsza aniżeli kwota, którą musiałby wyłożyć w przypadku chęci zakupu wszystkich treści pojedynczo to główny argument. W ten trend iPody nie wpisują się poza jednym małym wyjątkiem – iPhone’a bez telefonu, czyli iPoda touch. Dostęp do App Store i aplikacji wszelakich usług pozwala utrzymać ten model przy życiu i dzięki temu może być cały czas na bieżąco, dostosowywać się do zmian na rynku.

Przez moje ręce przewinęło się kilkanaście modeli iPodów. Rozumiem że nie wszyscy przekonani są do produktów z tej linii, lecz dla mnie zawsze każdy z nich miał w sobie to coś i z ogromną przyjemnością mi się z niego korzystało. Mam w sobie coś z kolekcjonera, więc pomimo tego że niesamowicie doceniam asortyment m.in. Spotify, to jednak lubię mieć na dysku lub półce zakupiony produkt czy plik. Kolejną sprawą jest “niezależność energetyczna” odtwarzacza od smartfonu – po dłuższej podróży nie chcę biegać z ładowarką w rękach w poszukiwaniu kontaktu. Jeżeli iPod się rozładuje, to nie tracę “łączności ze światem”, czego niejednokrotnie byłem świadkiem.

We wrześniu tego roku miną dokładnie dwa lata od momentu premiery ostatnich generacji iPodów nano oraz touch. Shuffle doczekał się jedynie odświeżenia palety dostępnych kolorów, zaś obecność classica w ofercie zaczyna zadziwiać coraz większą liczbę osób. Po cichu liczę, że Apple nie zdecyduje się zakończyć na tym historii tych urządzeń, lecz za pewien czas może do tego dojść. Dosyć prawdopodobnym scenariuszem jest rozwijanie iPod touch i prezentowanie kolejnych jego generacji, podczas gdy pozostałe modele będą dostępne w obecnej postaci w sprzedaży przez dokładnie określony okres, po czym znikną z półek. Być może nano stanie się “mniejszym touchem”, a classic zostanie utrzymany w ofercie dla samego sentymentu. Wróżenie z fusów w tym wypadku nie jest najlepszym rozwiązaniem, lecz ruch Apple w tej kategorii urządzeń jest moim zdaniem jeszcze mniej przewidywalny niż dwa, trzy czy cztery lata temu. Należy pamiętać, że iTunes Store jest wciąż numerem jeden jeżeli chodzi o tego typu sklepy online. Umowy z wytwórniami i wykonawcami pozwalają na wprowadzanie do oferty ekskluzywnych treści, których próżno szukać u konkurencji. W całej tej sytuacji nieco „zamieszania” może wprowadzić przejęcie przez Apple marki Beats z Iovinem i Dre na czele.

Ipod_sales_per_quarter.svg

Obstawiam jednak, że taka współpraca może przynieść wiele dobrego, dlatego mam nadzieję, że co kilkanaście miesięcy będziemy oglądali premierę kolejnej generacji iPoda touch, a biorąc pod uwagę ostatnie dokonania Apple w związku z nano, można przypuszczać że touch doczeka się mniejszego “brata” o podobnej funkcjonalności. Mało prawdopodobne? Liczę na to już od pewnego czasu – synchronizacja poprzez Wi-Fi i dostęp do iTunes Store bezpośrednio z odtwarzacza są niezbędne, by nano był nadal ciekawym i atrakcyjnym urządzeniem. Ciągłe podłączanie odtwarzacza do komputera jest czynnością nie z tej epoki (technologicznej), więc Apple musi z tym skończyć. Obecność systemu iOS to być może zbyt wysokie progi, ale wbudowanie w iPoda nano usługi Beats Music byłoby rozsądnym posunięciem. iPod classic mógłby zostać poddany delikatnemu faceliftingowi – dysk HDD zastąpić powinna pamięć flash, dzięki czemu cała konstrukcj mogłaby zostać jednocześnie znacznie odchudzona. Reszta cech urządzenia musi pozostać niezmieniona i wierna pierwotnej idei. iPod shuffle? Tutaj Apple mogłoby pozwolić sobie na nieco więcej fantazji i zaryzykować czymś naprawdę odważnym. Podobnie jak w przypadku iPoda nano, “szufelka” mogła by wspierać tryb offline usługi Beats Music – zarządzalibyśmy nią z poziomu iTunes.

Fundamentalnym pytaniem jest jednak to, czy Apple za wszelką cenę będzie starało się walczyć o przyszłość marki iPod. Jak swego czasu przyznał sam CFO Apple, kanibalizm w przypadku produktów tej firmy jest czymś normalnym i tak naprawdę jedną z przyczyn powstania iPoda touch czy iPhone’a było “pożarcie” ich poprzedników. W ten sposób to Apple wciąż pozostaje na topie. Ale czy marka będąca synonimem dla odtwarzacza muzyki nie jest zbyt cenna, by z niej tak łatwo rezygnować?

Grafiki.