7

Czy prywaciarz wyprzedzi NASA w powrocie na Wenus?

Dynamiczny rozwój prywatnych firma kosmicznych to znak naszych czasów. Nie ma chyba osoby, która nie zna SpaceX, większość kojarzy Blue Origin czy Virgin Galactic. Jednak poza tymi firmami na rynku mamy szereg mniejszych firm, próbujących odnaleźć swoją niszę na tym coraz większym rynku. Jedna z najciekawszych jest założony i startujący z Nowej Zelandii Rocket Lab. Jej twórca ma ambicje przeprowadzić pierwszą, całkowicie prywatną, misję międzyplanetarną. W 2023 r. chciałby dotrzeć na Wenus.

Wenus powraca

Kilka tygodni temu pisałem że na fali boomu kosmicznego, którego jesteśmy właśnie świadkami, powróciło zainteresowanie „piekielną” planetą, jaką jest nasza sąsiadka. Na jej orbitę chcą dotrzeć Hindusi z misją Shukrayaan-1, Rosjanie z Wenerą-D a Amerykanie przygotowują najbardziej skomplikowany z projektów, przewidujący lądowanie na powierzchni Wenus mechanicznego łazika.

Najwcześniej planowana jest misja hinduska, której start przewiduje się na 2023 r. Na ten sam rok swoją prywatną eskapadę planuje twórca Rocket Lab Peter Beck. Jak wypowiedział się na ostatnim Q&A, poza tym, że po prostu kocha Wenus ;), to ta planeta jest Ziemią, której spotkała klimatyczna katastrofa. Choćby z tego powodu warto się jej dokładne przyglądać, zrozumienie procesów tam zachodzących może pomóc określić, co dzieje się z naszą planetą.

Jednak w perspektywie misji, o której mowa, ciekawsza jest możliwość odnalezienia w jej atmosferze jakiejś formy życia pozaziemskiego. To właśnie ludzie z Rocket Lab chcą spróbować zrobić. Beck nie ukrywał też, że jest to po prostu świetny pomysł marketingowy, który pokaże wszystkim, że prywatne misje tego typu też są możliwe. Może to otworzyć zupełnie nowe możliwości na przykład dla różnych ośrodków naukowych.

Czym na piekielną planetę?

Do misji międzyplanetarnej Rocket Lab chce wykorzystać standardowego Electrona, ale wyposażonego w dodatkowy moduł Photon w wersji międzyplanetarnej. Photon jest trzecim stopniem rakiety, wyposażonym w silnik Curie, systemy kontroli lotu i komunikacyjne, z którym można zintegrować satelitę lub sondę. Występuje w wersji satelitarnej, pozwalającej wprowadzać je na wyższą orbitę ziemską oraz bardziej rozbudowanej międzyplanetarnej, która ma polecieć na Wenus.

Electron – rakieta inna niż wszystkie

Sam Electron jest niezwykle ciekawą i unikalną rakietą. W wersji dwuczłonowej mierzy 17 metrów, Pierwszy człon posiada zespół dziewięciu silników Rutherford zasilanych paliwem stałym. Drugi człon wyposażono w jedną, ale „próżniową” odmianę tego silnika. Same Rutherfordy też są unikalną konstrukcją, ponieważ wykorzystują system elektrycznie napędzanych pomp, które pozwalają mocno uprościć jego konstrukcję.

Rakieta zbudowana jest prawie w całości z materiałów kompozytowych, a większość elementów powstaje przy użyciu druku 3D. Pozwala to na niezwykle tanią i szybką produkcję rakiet. Dzięki temu wysłanie niewielkiego satelity wielkości 1U na niską orbitę ziemi może kosztować nieco powyżej 100 tys. dolarów (oczywiście w ramach misji łączonej). Ogólnie koszt startu Electrona szacowany jest na około 5 mln dolarów, a być może niedługo będzie jeszcze mniej. Firma pracuje nad systemem odzyskiwania pierwszego członu rakiety, który ma być… łapany przy pomocy helikopterów.

Zdecydowanie warto trzymać kciuki za Rocket Lab, pokazują ten sam poziom entuzjazmu, innowacyjności i nieszablonowego myślenia co SpaceX. Podobnie jak firma Muska są organizacją działającą, a nie odkurzaczem na kasę inwestorów. Udało im się stworzyć niszę i na chwilę obecną nie mają w niej specjalnie konkurencji. 53 wyniesione na orbitę satelity co prawda nie przyniosły im należytego rozgłosu, ale miejmy nadzieję, że misja na Wenus naprawi to niedopatrzenie.

Źródła: [1]