126

Czy Polacy mają technologiczne kompleksy? Na moje oko tak i to spore!

Dawno nie byłem tak zdenerwowany przeglądając wypowiedzi użytkowników Facebooka na temat urządzeń naszych rodzimych producentów. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, iż Polacy tak źle oceniają polskie smartfony. Jak znam życie, to nigdy tych telefonów w rękach nie mieli i jedyne czym się kierują, to myśl, która w skrócie brzmi: „skoro Polskie, to do dupy”. […]

Dawno nie byłem tak zdenerwowany przeglądając wypowiedzi użytkowników Facebooka na temat urządzeń naszych rodzimych producentów. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, iż Polacy tak źle oceniają polskie smartfony. Jak znam życie, to nigdy tych telefonów w rękach nie mieli i jedyne czym się kierują, to myśl, która w skrócie brzmi: „skoro Polskie, to do dupy”. Za wszelkim przeproszeniem.

Nie!

Już pomińmy fakt, gdzie te smartfony są produkowane/składane/projektowane. Marka jest polska, niech i smartfon będzie polski. Trudno, żeby u nas którakolwiek taka firma postawiła sobie pośrodku ugoru fabrykę, sprowadziła tam maszyny, zatrudniła pracowników i ruszyła z produkcją. Bezpieczniej i taniej jest zlecić wykonanie telefonu w Chinach, po czym sprowadzić odpowiednią ilość sztuk do Polski. To już mamy wyjaśnione, prawda?

mpluna1

No, ok. Polskie smartfony kojarzą nam się raczej z propozycjami tanimi, dla biedoty i obszarpańców. Nie? A tak mnie się wydaje czytając posty z portali społecznościowych. „Rozwali się po miesiącu”, „tanie gówno”, „słaba chińszczyzna”. A zaglądnij jeden z drugim, gdzie składano Twojego smartfona. Ups, w Chinach? Idąc Twoim tokiem rozumowania – odłóż go lepiej, albo najlepiej zakop w ziemi. Jeszcze się rozleci, a bateria Ci wybuchnie. W dodatku, telefon był tani? Psiocz, że „tanie gówno”.

powyższy monolog nie jest skierowany do Ciebie, Drogi Czytelniku

Wstyd wyjść na ulicę

Rozmawiałem na ten temat z kolegami, którzy z technologiami stykają się nieco rzadziej niż ja. Podpytując ich w temacie polskich smartfonów powiedzieli mi, że zwyczajnie wstydziliby się pokazać z takim telefonem na ulicy. Większość z nas ma przecież Samsungi, Nokie, iPhone’y – urządzenia należące do technologicznego mainstreamu. To trochę jak z pokazaniem się z puszką Coca-Coli w sklepie. Dziewczynka chodzi sobie z napojem między półkami, przegląda, porównuje – pach do koszyka, łyczek, dwa coli.

Wstydem i bestialstwem przeciw obyczajom jest pokazanie się z puszką tańszego, może mniej smacznego, ale polskiego napoju – jakiegokolwiek. Dusigrosz, prostak, dziwak. Coli by się napił, lepsza jest, fajniejsza, no i każdy ją pije. Nie będę się w tym tekście zabijał o wyższość napoju A nad napojem B. Prawda jest taka, że każdy z nich to napompowany cukrem i konserwantami wszelakimi żywieniowy szlam. Najgorsze jest to, że i ja to piję – bo jest smaczne, bo to się pije… i bo jest fajne. No właśnie.

Nie inaczej jest z tymi nieszczęsnymi (hehe) smartfonami. Samsung, LG, HTC, cokolwiek znanego na obudowie i jesteśmy szczęśliwi, tak? I choćby był to telefon działający jak dorżnięty przez los i czas odkurzacz Zeptera, choćbyśmy płakali co miesiąc przy opłacaniu faktury za abonament (bo operator to bezczelny złodziej jest!), to dobrze działający, polski telefon i tak będzie rozlatującym się po miesiącu gównem. Argument? Argumentów brak. Są dwie zasadnicze różnice – nie jest znany i jest polski.

Nie znam się, to się wypowiem

W wypowiedziach osób jak widać niezbyt zaznajomionych z tematem cebula jest tak mocna, że aż oczy szczypią, krwawią i wychodzą na wierzch. Jestem pewien, że wspomniane przeze mnie osoby telefonu w ręce nie miały, a jedynie podeszły w Biedronce do gablotki na kluczyk, rzuciły okiem i triumfalnie orzekły: „gówno”. Powiem Wam, że owe „gówno” połknie większość budżetowych telefonów kupowanych na abonament w Polsce. A mówił wykwalifikowany konsultant w salonie, że tani i dobry… Nie. Uwierzcie mi, że ci ludzie często nie bardzo wiedzą, co mówią. A mówią, bo coś trzeba mówić, klient chce coś usłyszeć. Najczęściej właśnie to, czego by sobie życzył. Co biedny pracownik salonu zrobi? Sami wiecie.

luna

Czy to, że telefon jest sprzedawany w Biedronce komukolwiek przeszkadza? Ups, no jest taka grupa – wzorująca się chyba na szanownym, byłym Premierze Kaczyńskim, który niczym znawca orzekł, iż Biedronka jest sklepem dla biedoty. Odnieśmy się do czasów, w których owe stwierdzenie padło – biedota na pewno kupi pistacje za około 40 złotych za kilogram. Wróćmy szybciutko do 2014 roku – startery telefoniczne, telefony komórkowe, drukarki, zabawki, sery pleśniowe, łosoś. Nie ma co, biedota w Polsce nieźle się bawi. Aż chce się być poniżej wskaźnika skrajnego ubóstwa!

A teraz powiedz, Jakub – złe te telefony?

Te, z którymi miałem styczność – nie. Jak na razie myPhone Luna, Kruger&Matz MIST i inne tego typu propozycje zrobiły na mnie świetne wrażenie. Uwierzcie mi, Lunę mam do dzisiaj i naprawdę nie czuję, żebym nosił w kieszeni „gówno, które po miesiącu się rozleci”. Dla mnie to pełnoprawny smartfon, z którego zadzwonię, przejrzę Antyweba, kilka innych serwisów w Internecie, zatweetuję, pogadam w Messengerze, powałęsam się po Facebooku, a wieczorami „dobiję się” w łóżku głupotami z Internetu. Luna szczególnie mi się przydaje wtedy, gdy akurat 1320 wyjechała na wakacje do serwisu.

Mielzynski_pod_Wiedniem

Kto nie wierzy, że jest dobrze – odsyłam do tej recenzji. Jestem przyzwyczajony do bardzo dobrej jakości wykonania telefonu – ma nie trzeszczeć, być ładny* i działać. Tak, człowiek przywiązany do nowych technologii jak dżihadysta do trotylu, na co dzień z Nokią w kieszeni i Samsungiem na biurku nie wstydzi się pokazać na ulicy polskiego urządzenia i jeszcze podkreślić to, że JEST POLSKIE i że JEST TANIE. A na koniec triumfalnie dodać, że JEST DOBRE.

Życzę Wam dobrych przemyśleń, mniej kompleksów i satysfakcjonujących wyborów.

* – ładniejszy od Lumii 1320 (to akurat nietrudne)

Grafika: 1

Obraz: W. Kossak „Rotmistrz Mielżyński przyprowadza Janowi III chorągiew husarską pod Wiedeń” 1925