20

Czy pan Czechowicz przegra zakład?

Autorem tego wpisu jest Krzysiek Balcerzak Dla przypomnienia: w październiku 2006 panowie Tomasz Czechowicz (MCI) i Dariusz Wiatr (Helix) podjęli zakład (za Gazeta.pl): Czechowicz: „Znanej na całym świecie polskiej spółki wysokich technologii, porównywalnej ze Skype’em doczekamy się już do końca 2008 r.” Wiatr: „To nieprawdopodobne” „Stawką zakładu jest butelka kalifornijskiego wina Opus One.” „I jeszcze […]

Autorem tego wpisu jest Krzysiek Balcerzak
Dla przypomnienia: w październiku 2006 panowie Tomasz Czechowicz (MCI) i Dariusz Wiatr (Helix) podjęli zakład (za Gazeta.pl):
Czechowicz: „Znanej na całym świecie polskiej spółki wysokich technologii, porównywalnej ze Skype’em doczekamy się już do końca 2008 r.”
Wiatr: „To nieprawdopodobne”
„Stawką zakładu jest butelka kalifornijskiego wina Opus One.”

„I jeszcze warunki zakładu: firma miałaby działać w szeroko pojętej branży high-tech, czyli m.in. takich dziedzinach jak: internet, technologie mobilne, informatyka, software, biotechnologia, zaawansowane technologie medyczne. Powinna zaliczać się w swojej branży do pierwszej trójki w Europie pod względem popularności marki, liczby użytkowników (klientów) lub udziału w rynku. Sukcesem byłoby także pozyskanie przez taką firmę inwestora z absolutnej czołówki światowych funduszy venture capital (typu Benchmark Capital, Sequoia czy Kleiner Perkins). Spełnienie powyższych warunków w jakimkolwiek kraju naszego regionu daje remis.”

Ciekawy temat, którym nikt się nie zajmuje, pomimo zbliżającego się terminu rozstrzygnięcia. Ciekawe, czy pan Czechowicz będzie musiał kupić to luksusowe wino. Jeśli ograniczyć warunki tego zakładu do obszaru Internetu, to na pewno tak. Warto by się zastanowić dlaczego tak się stało. Dlaczego nie jesteśmy zdolni aby takie projekty, a w konsekwencji firmy, tworzyć. Temat wydaje się ciekawy. Jeszcze ciekawsze powinny być opinie środowiska, a w szczególności ludzi piszących na temat rynku internetowego. Dlatego też prosiłbym, jako stały czytelnik kilku bogów o zajęcie się tematem. Myślę, że będzie to niezła chwilowa odskocznia od opisów kolejnych serwisów i aplikacji, która ożywi trochę dyskusję, a może i kogoś zainspiruje do twórczego myślenia.

W nadziei na rozpoczęcie dyskusji, pozwolę sobie przedstawić moje przemyślenia i wynikające z nich wnioski.

Po pierwsze w pewnym stopniu, pośrednio za swoją przegraną pan Czechowicz jest odpowiedzialny. Oczywiście on jak i inni jemu podobni, jako właściciele (fundatorzy), nie zajmują się rozmowami we wstępnych etapach, gdzie przedstawiane są projekty, tyko zatrudniają do tego odpowiednio przygotowanych ludzi. I jeśli idzie o to przygotowanie, to nie jest niestety dobrze. Nie sposób odmówić tym osobom wiedzy i doświadczenia. Krzywdzące byłoby zarzucić im brak zaangażowania w wykonywaną pracę. Dlaczego więc nie jest dobrze? Najlepiej oddadzą to słowa XVIII-wiecznego filozofa: „ Doświadczenie ma znaczenie o ile jest przydatne”. Jeśli odniesiemy to stwierdzenie również do wiedzy, to bardzo łatwo znajdziemy przyczynę takiego stanu rzeczy na naszym rynku. Zdecydowana większość osób zajmujących się na tym poziomie tematem, w ograniczony i co gorsza szkodliwy sposób posługuje się swoją wiedzą i doświadczeniem. Wykorzystuje je w sposób bezrefleksyjny, stawiając siebie w roli „autorytetu”. Niepotrzebnie, bo z natury rzeczy w kontaktach fundusz -twórca projektu, hierarchia jest ustalona. „Mnie w dużym portalu się nie udało, to nie ma szans aby było to możliwe”, to jeden z wielu podobnych zapamiętanych przeze mnie zwrotów.

Gdzie tu refleksja, gdzie analizowanie przyczyn, gdzie „mądrość”, którą powinny kształtować: wiedza i doświadczenie? Gdzie sens wykonywanej pracy – poszukiwanie nowych innowacyjnych rozwiązań? Poszukiwanie w pracy w/w osób przestało być czynnością najważniejszą, dlatego nie są one w stanie znaleźć projektów, które pozwalałyby spełnić kryteria zakładu. Dzieje się wręcz rzecz odwrotna. Działalność pracowników funduszy czyni nasz Internet coraz bardziej wtórnym. Ma to ogromny wpływ na twórców, którzy starają się dostosować do wyznaczanych trendów. W konsekwencji „nasz internet” roi się od „polskich wersji” różnego rodzaju serwisów. „Serwis społecznościowy ma możliwość zarabiania na reklamach i pozyskując przychody od użytkowników, nie ma innych możliwości”, „Portale w ostatnich latach się nie rozwijają w przeciwieństwie do serwisów, co pokazuje wykres..”, „To już jest robione przez serwis X” – to tyko niektóre przykłady stwierdzeń kończących prezentowanie danego elementu projektu. Dodam, że stwierdzenia niniejsze kończą prezentację już po pierwszym zdaniu lub nawet w jego trakcie. Może w taki sposób skreślono projekt, dzięki któremu pan Czechowicz mógłby zakład wygrać.

Pan Czechowicz byłby w stanie wygrać gdybyśmy my, ludzie tworzący projekty lub próbujący je tworzyć, zamiast „kopiować” pomysły z innych rynków, tworzyć konkurencję dla już istniejących serwisów, poszukali sobie innych inspiracji. Oczywiście nie ma nic złego w takich działaniach, ale zakładu szefowi MCI nie pomogą one wygrać.

Przykładem „kopalni” inspiracji jest historia „wynalezienia” (choć w rzeczywistości był to rozbój) przez Google systemu reklamy kontekstowej. Trzeba tylko wyzwolić się z sideł postrzegania tej firmy jako największej i najlepszej (co jest oczywiście prawdą), bo to paraliżuje wyobraźnię. Popatrzmy na jej sukces przez pryzmat niepowodzeń, bo takie mieli. Jest ona w obecnym miejscu bo założyciele potrafili uwolnić się od obowiązujących w tamtym czasie dogmatów, co widać szczególnie w sposobie postrzegania reklamy internetowej. Inspiracji można szukać również w sposobie w jaki Apple buduje dla swoich produktów rynki, czy w całej historii związanej z próbami wprowadzania reklamy targetowanej behawioralnie.

Nasza-klasa i Fotka w Polsce oraz Facebook na świecie, działają na wyobraźnię, a szczególnie informacje o ich wycenie. Mają one jednak duże ograniczenia, co widać jak się dobrze przeanalizuje ich historię i model biznesowy. Jak się dobrze „pokombinuje”, to zauważyć można także, że zostawiają one do zagospodarowania pokaźny rynek (w odniesieniu do produktów reklamowych). Żeby to dostrzec, używać należy wiedzy, doświadczenia i przede wszystkim wyobraźni.
(…)

Fot. Aleksander Prugar / AG