76

Czy kiedykolwiek przerywacie płacenie abonamentów?

maszyna do pisania cancel
O tym że abonamenty potrafią zrujnować nasze budżety — wszyscy wiemy. Tu kilkadziesiąt złotych, tam kilka, to znowu kilkanaście — i przebicie magicznej bariery kilkuset (!) złotych w skali miesiąca nie jest wcale takie trudne. I nie mam tu na myśli tylko rozrywki — choć wiadomo, kolejne VOD zawsze kusi. Narzędzia z których korzystamy na co dzień na smartfonach i komputerach też nie są darmowe — i wielu producentów przeskoczyło w świat niewielkich opłat abonamentowych. Daleko nie trzeba szukać: Adobe. Jeżeli "pełny", to tylko stara wersja. Wszystkie aplikacje w najnowszym wydaniu są dostępne wyłącznie w wersji abonamentowej. Niby łatwiej jest wydać kilkadziesiąt złotych miesięcznie niż jednorazowo przepuścić kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale wszyscy chcieliby mieć wybór, wiadomo. Ale ja dziś nie o tym, a o... kwestii wstrzymywania subskrypcji na kilka tygodni.

Na co dzień opłacam abonamenty za oprogramowanie (3), muzykę (1), filmy i seriale (3) oraz gry (2). I próbując ostatnio zejść z miesięcznych kosztów… szybko się poddałem. W muzyce nie ma co wybrzydzać — nie będę robił skoków w bok i kusił się na żadne promocje, jeżeli już miałbym się przesiąść, to na całego — ze Spotify na Apple Music. W przypadku oprogramowania o wstrzymaniu na kilka tygodni właściwie nie ma szans — kilka razy miałem już zryw w ramach którego próbowałem przestać opłacać haracz Adobe i chciałem zacząć korzystać z produktów konkurencji. Poddałem się szybciej, niż mi się wydawało.

U mnie najprościej sprawa wygląda w przypadku gier wideo. Abonament u Nintendo zapłaciłem na rok z góry — pierwszy raz i… raczej nigdy więcej tego nie zrobię. Drugim abonamentem który opłacam jest ten za Xbox Game Pass — ale staram się zawsze korzystać z promocji, a tych od samego początku istnienia usługi jest multum. Pełną kwotę zapłaciłem dosłownie raz, za miesiąc, bo później nadarzyły się kolejne okazje i udało się za ułamek wartości przedłużyć abonament na kilkanaście kolejnych tygodni. Jako że nie gram online — ani Xbox Live Gold, ani tym bardziej PlayStation Plus, nie są mi do szczęścia potrzebne. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia, więc co: żonglujecie abonamentami między konsolami, po miesiącu? ;-)

Najbardziej skomplikowana jest, oczywiście, sytuacja z VOD. W tym momencie opłacam trzy — przez fatalne aplikacje Amazonu, Playera i Crunchyrolla zrezygnowałem z nich na amen. Dopóki usługi nie doczekają się lepszych jakościowo treści, wracać nie zamierzam. Mimo że na Netflixa ostatnio w ogóle nie zaglądam, traktuję go trochę tak, jak wielu ludzi dostęp do podstawowych kanałów w telewizorze. Właściwie można powiedzieć, że to są moje podstawowe kanały w telewizorze, gdyż żadnej innej anteny nie mam, kiedy więc naszłoby mnie na oglądanie telewizji na żywo, to pozostaje mi wykupienie do nich dostępu online. Niemniej — z czystego lenistwa nie rezygnuję, bo może coś się trafi, a może znów będę chciał odpalić do snu Przyjaciół czy IT Crowd. Wiem też, że nawet kiedy skończy się darmowa (roczna) subskrypcja Apple TV+ — płacić będę. Dystrybucja seriali „co tydzień” zmusza do stałego abonamentu, jeżeli chce się być na bieżąco — a przecież zbliża się premiera Fundacji. Z HBO Go zresztą jest ta sama historia.

Z części abonamentów wyplątać się nie mogę. Z innych — dla własnego spokoju, nie chcę (tak, mowa o Spotify). Teoretycznie najprościej jest z VOD — bo przecież mógłbym skupić się na jednym miesięcznie — wyciągnąć z niego jak najwięcej, wracać przy okazji dużych premier czy wrzutek. No niby bym mógł, ale łatwiej jest kliknąć Przyjaciół na Netflixie, niż wstać po płyty BD. A przecież to tylko X złotych miesięcznie. W ten sposób boli mniej, niż kiedy pomyślę ile to jest w skali roku. Z drugiej strony: nie po to opłacam, by budować strategię efektywnego oglądania. Sięgam po to, na co mam akurat ochotę — a że nie tak często jakbym mógł, to już zupełnie inna bajka.