30

Czy Japonia nie zrewolucjonizowała nam znów rynku gier?

„Japonia umarła”, „japońscy twórcy zostali 10 lat w tyle” i masa innych, podobnych haseł to w ciągu ostatnich kilku lat modne powiedzonka do zabłyśnięcia w towarzystwie związanym ze światkiem gier. No bo wiecie, Call of Duty, GTA, Battlefield, Assassin’s Creed – te i inne, najpopularniejsze marki na konsole obecnej generacji pochodzą przecież spoza Kraju Kwitnącej […]

„Japonia umarła”, „japońscy twórcy zostali 10 lat w tyle” i masa innych, podobnych haseł to w ciągu ostatnich kilku lat modne powiedzonka do zabłyśnięcia w towarzystwie związanym ze światkiem gier. No bo wiecie, Call of Duty, GTA, Battlefield, Assassin’s Creed – te i inne, najpopularniejsze marki na konsole obecnej generacji pochodzą przecież spoza Kraju Kwitnącej Wiśni. To już nie końcówka XX wieku, kiedy to na każdej, obowiązkowo japońskiej (pomijam niszowe produkty typu Jaguar), konsoli dominowały wyłącznie pozycje azjatyckie.

Ale jest jeszcze druga strona całej sprawy. Otóż świat gier to już nie tylko konsole, to także nowe, świeżo narodzone segmenty wciągające do grania zupełnie nowe osoby. App Store, Facebook, anyone?

Właśnie. Przecież teraz w stronę szczytu wcale nie maszerują Xbox 360 ani PS3, tylko aplikacje mobilne czy też przeglądarkowe.

Pamiętam, gdy w 2006 roku kupiłem w Japonii swój pierwszy telefon komórkowy, a następnie zalogowałem się do ichniejszego sklepu z aplikacjami. Uderzyła mnie przede wszystkim masa tytułów znanych mi z konsol domowych. Czym prędzej, za jakieś grosze, pobrałem Devil May Cry (zakup jednym przyciskiem jadąc pociągiem) i doznałem kolejnego szoku. JAK TO WYGLĄDA?! Było kapitalne. Płynne. I średnio grywalne, jak dzisiejsze gry akcji na smartfonach.

Przypominam, mamy rok 2006. O iPhone nikt poza Apple jeszcze nie słyszał (jeśli w ogóle), zaś na portalach poświęconych telefonii komórkowej można odnaleźć takie kwiatki, jak np.:

Wysoka cena zaawansowanych technologicznie smartfonów predestynowała je przez długi czas do użytku wyłącznie przez stosunkowo niewielką grupę odbiorców. Według najnowszego raportu ABI Research bieżący rok przyniesie jednak diametralną zmianę w procentowym udziale smartfonów na ogólnym rynku telefonów komórkowych. (…) W raporcie mocno zaakcentowano również zauważalne zmiany w rodzaju instalowanych systemów operacyjnych, przeznaczonych dla telefonów komórkowych. Marginalnym zainteresowaniem cieszy się Palm OS, triumfy zaczyna święcić zaś Linux, który znalazł poparcie wśród takich dostawców, jak Motorola, Samsung, NEC czy Panasonic. W smartfonach coraz częściej instalowany jest także system Windows Mobile OS (Microsoft).

Pamiętacie jeszcze? A to zaledwie 5 lat temu.

Dlaczego o tym piszę? Wpadła mi w oko wypowiedź prezesa Gree – Yoshikazu Tanaki, największego, społecznościowego, przynoszącego ogromny zyski serwisu służącego m.in. do dystrybucji gier. Największego w Japonii. Dotyczy ona rynku gier mobilnych, wielkiego odkrycia ostatnich lat na Zachodzie:

Model zapoczątkowany przez Japonię otwieramy na świat. Od teraz będzie on rósł także poza Japonią.

Właśnie! Wielu analityków i znawców tematu, ba, nawet Japończyków, wszech i wobec głoszą, że Japonia jest martwa. A tak naprawdę to oni rozpoczęli rewolucję, za którą i my obecnie idziemy jak pędzące stado owiec. Ten kraj co prawda nie może odnaleźć się na współczesnym rynku konsolowym (chociaż są chlubne wyjątki), ale działa na zupełnie innym polu. To co odkryło kilka lat temu Nintendo, a później cała reszta (gracz casualowy) to zasługa w dużej mierze właśnie Japonii. W tym kraju rozpoczęło się sensowne przenoszenie najbardziej znanych marek z dużych sprzętów na te najmniejsze, podręczne. Rewolucja, a raczej ewolucja trwa do dzisiaj. Póki co konsole przynoszą zyski jak nigdy wcześniej, ale wciąż podgryzają je słuchawki.

Podobna sytuacja była zresztą z fenomenem gier muzycznych. W latach dziewięćdziesiątych Konami stworzyło już cały zestaw instrumentów do swoich tytułów takich, jak Guitar Freaks czy Drummania, nie mówiąc o bardziej pojechanych pomysłach (Beatmania). Słyszeliście o nich? No właśnie. Dopiero gdy Zachód przejął pomysł i wydał Guitar Hero i Rockband, to zapanowało szaleństwo. KKW nie potrafił się sprzedać.

Zbyt łatwo zapominamy (lub wcale nie wiemy), gdzie tkwią korzenie niektórych pomysłów. Miłośnicy gier AAA pewnie się zgodzą, że na konsolach Japonia się pogubiła, ale pamiętajmy, że w tym czasie od dołu tworzyli fundamenty dla innej rewolucji na rynku gier. I chociaż ani iOS, ani Android nie mają japońskich korzeni, to ich rozbudowane usługi mobilne wraz z grami na pewno w dużej mierze przyczyniły się do zaistnienia okoliczności, które mamy dzisiaj. Chociaż sam mam do produktów rodem z Japonii jak i polityk niektórych tamtejszych firm wiele do zarzucenia, to szacunek się należy. Mistrzami handlu może nie są, ale nosa do trendów mają świetnego.