5

Czy E3 i inne targi gier są nam jeszcze potrzebne?

Kiedyś wielkie święto graczy, na które wyczekiwało się tygodniami. Co nowego pokażą? Jakie gry zapowiedzą? Czy będzie kontynuacja mojej ulubionej serii? A może ulubiony twórca ogłosi zupełnie nowy projekt? Teraz o nadchodzących produkcjach dowiadujemy się jeszcze przed samymi targami. Lata temu, kiedy internet brzmiał modemem, albo jeszcze wcześniej, relacje z targów były jednymi z najbardziej […]

Kiedyś wielkie święto graczy, na które wyczekiwało się tygodniami. Co nowego pokażą? Jakie gry zapowiedzą? Czy będzie kontynuacja mojej ulubionej serii? A może ulubiony twórca ogłosi zupełnie nowy projekt? Teraz o nadchodzących produkcjach dowiadujemy się jeszcze przed samymi targami.

Lata temu, kiedy internet brzmiał modemem, albo jeszcze wcześniej, relacje z targów były jednymi z najbardziej wyczekiwanych tekstów w magazynach o grach. Dzięki tym publikacjom orientowaliśmy się w najbliższej przyszłości, poznawaliśmy plany deweloperów i wydawców. Mało kogo było stać na samodzielny wyjazd na ECTS, czy Electronic Entertainment Expo, dlatego też spijaliśmy każde słowo z podsumowań tworzonych przez grupki szczęśliwców, zwanych też redaktorami pism o grach.

Czasy się jednak zmieniły. Technologia poszła do przodu, pikające modemy zastąpiły stałe łącza oferujące przepustowości, o jakich nam się nie śniło. Zwiastuny gier w kilka chwil lądują na YouTube, a transmisje online z konferencji gigantów branżowych pozwalają być nam na bieżąco. Najważniejsze wydarzenia śledzimy dosłownie na żywo i to bez ruszania się z domowego fotela.

Zmieniła się też sama branża gier. Z małych firm potworzyły się istne wydawnicze molochy, które na tworzenie swoich produkcji wydają ogromne sumy pieniędzy i liczą na równie wielkie zyski ze sprzedaży. Każdy kombinuje jak tu zostać zauważonym, jak sprawić, że to właśnie ich gra będzie szeroko omawiana w mediach społecznościowych. I tak dochodzimy do absurdalnej sytuacji, w której na kilka tygodni przed targami do sieci trafiają kolejne zwiastuny, zapowiedzi i „wycieknięte” nagrania z gier, o których nikt nie powinien nic wiedzieć.

Za niespełna tydzień targi E3 w Los Angeles. Kiedy jednak spojrzę na serwisy o grach wideo to odnoszę wrażenie, że trwają one w najlepsze od wielu dni. Co rusz pojawiają się informacje o nowościach. Poniżej mały przegląd z ostatnich kilku tygodni:

Mortal Kombat X – tej serii chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Sub Zero, Scorpion i reszta ekipy znów będzie łamać sobie ręce, szczęki oraz wyrywać głowy z kręgosłupem.

Homefront: The Revolution – kontynuacja dość chłodno przyjętej strzelanki opowiadającej o tym, jak to Korea Północna urosła w siłę i zaatakowała USA.

Metro: Redux – remake dwóch części serii Metro opartych na powieściach Dmitrija Głuchowskiego. Do poprawki poszła oprawa graficzna.

Oprócz tego dowiedzieliśmy się już m.in. o pracach nad Far Cry 4, Forza Horizon 2, czy Battlefield Hardline. Z pewnością pominąłem kilka pozycji, które także miały swoje mniej lub bardziej oficjalne ogłoszenia przed E3. Żeby było weselej, niektórzy zdążyli też poinformować graczy, że tym razem w Los Angeles niczego konkretnego nie pokażą, ale zapraszają na prezentację swojego tytułu w sierpniu podczas targów GamesCom.

Oczywiście każdy z wydawców zostawił jakiegoś asa w rękawie na swoją konferencję. Problem w tym, że tak wczesne pokazywanie części swojej oferty powoduje, że emocje związane z targami nie są tak duże jak jeszcze kilka lat temu.

To może zamiast wywalać kasę na tego typu wydarzenie lepiej jest np. ogłosić czerwiec miesiącem trailerów i zapowiedzi? Każdy z wydawców zrobiłby sobie transmisję z prezentacji (coś na wzór Nintendo Direct), a resztę materiałów rozpuścił w sieci. Ludzie na całym świecie i tak by się tym interesowali, a zaoszczędzone w ten sposób środki można przeznaczyć na robienie lepszych gier?