12

Czy do oglądania Mundialu potrzebny jest nowy telewizor?

Dzisiaj startuje Mundial – na ten moment czekało wielu fanów futbolu, wypatrywały go również liczne firmy. W gronie tych ostatnich wystarczy wymienić producentów piwa, wszelkiego typu przekąsek oraz elektroniki – zwłaszcza telewizorów. Jeśli już oglądać święto futbolu, to najlepiej na wielkim ekranie, wspomaganym przez solidny zestaw audio, z którego popłyną kolejne kwiatki pana Szpakowskiego. Bo […]

Dzisiaj startuje Mundial – na ten moment czekało wielu fanów futbolu, wypatrywały go również liczne firmy. W gronie tych ostatnich wystarczy wymienić producentów piwa, wszelkiego typu przekąsek oraz elektroniki – zwłaszcza telewizorów. Jeśli już oglądać święto futbolu, to najlepiej na wielkim ekranie, wspomaganym przez solidny zestaw audio, z którego popłyną kolejne kwiatki pana Szpakowskiego. Bo na starym telewizorze zdobyta bramka nie wygląda już tak dobrze…

Nie jest żadną tajemnicą, że duże imprezy sportowe podnoszą sprzedaż produktów z kategorii RTV. To nie tylko telewizory, ale też zestawy kina domowego, czy projektory – jak już kupować, to z przytupem. Startujące dzisiaj mistrzostwa nie są tu żadnym wyjątkiem – także i one pozwolą producentom elektroniki oraz sklepom podkręcić sprzedaż. Dotyczy to również Polski – chociaż nasza reprezentacja nie wystąpi w Brazylii (cieszmy się z tego – po co przeżywać kolejne porażki i ciskać gromami w przestrzeń), to Polacy zapewne będą oglądać imprezę i kibicować innym drużynom. Ja będę i to przez calutki miesiąc.

Wczoraj czytałem, że nasi rodacy ruszyli do sklepów głównie po telewizory o pokaźnej przekątnej – 50 cali i ciut mniejsze. Część pewnie planowała ten zakup od dłuższego czasu i powtarzała, że na Mundial trzeba kupić nowy sprzęt, część musiała to zrobić, bo nowy model kupił sąsiad/kolega z pracy/szwagier (śmiejcie się, ale ja znam takie przypadki i nie odnosi się to wyłącznie do telewizorów), jeszcze inni podjęli decyzję spontanicznie po obejrzeniu jakiejś reklamy albo w wyniku zapoznania się z promocją któregoś sklepu. A tych nie brakuje – jesteśmy nimi bombardowani na każdym kroku.

Sklepy przygotowały przeróżne akcje promocyjne, by przyciągnąć do siebie klientów. Pamiętam z poprzednich lat, że jakaś sieć oferowała zakupiony telewizor w prezencie, jeśli wytypowało się zwycięzcę imprezy. Nie wiem, czy w tym roku zorganizowano podobną akcję, ale można podać przykłady innych „lepów na klientów”. Media Markt wystartował z kolejną odsłoną akcji „Ustrzel darmowe zakupy”. Zasady są w miarę proste: po zakupach można spróbować swoich sił w trafianiu do celu i w przypadku sukcesu liczyć na zwrot wydanych pieniędzy.

Każdy klient, który dokona danego dnia zakupów w sklepie Media Markt, może oddać tylko jeden strzał. Trafienie będzie potwierdzane przez pracownika Media Markt, a następnie szczęśliwy strzelec otrzyma zwrot pieniędzy za kupiony sprzęt. Wyzwanie będzie można podejmować przez cały czas w godzinach otwarcia marketu. Szczegółowe informacje na temat akcji można znaleźć w regulaminie dostępnym w sklepach Media Markt oraz na stronie internetowej www.mediamarkt.pl. [źródło]

MM

Głośno zrobiło się także o akcji Saturna – firma przez krótki czas prowadziła akcję, w której zachęcała ludzi do kupowania telewizorów i umożliwiała im zwrot sprzętu po mistrzostwach, gdyby uznali, że nie odpowiada im ten zakup. Pewnie wielu kibicom zaświeciły się oczy na myśl o takim bonusie – kilka tygodni oglądania święta futbolu na świetnym tv i to bez konieczności kupowania urządzenia (przynajmniej nie na zawsze). W Sieci pojawiły się jednak teksty przestrzegające przed bonusami tego typu, przypominano, by dokładnie przeczytać regulamin (to akurat zawsze należy robić), bo znajdują się w nim ciekawostki, które po imprezie, przy ewentualnym zwrocie mogą zaskoczyć kupującego. I przywiązać do niego telewizor na dłużej. Sprawie przyjrzał się bliżej m.in. pan Maciej Samcik:

Do tej pory w porządku. Wątpliwości me wzbudził dopiero punkt 10. paragrafu 6. regulaminu. Są tam opisane warunki przyjęcia towaru w ramach zwrotu. Czegóż tam nie ma? Żeby dostać kasę z powrotem i pozbyć się telewizora, trzeba mieć dowód zakupu (to akurat pikuś). Ma on być czytelny, więc warto zadbać o to przy kasie, gdy kupujemy sprzęt). Telewizor nie może mieć ostemplowanej karty gwarancyjnej (o tym też warto pamiętać przy zakupie – żeby z rozpędu nie podbić gwarancji). Telewizor musi być sprawny (też naturalne), wraz z „kompletem wydanych łącznie z towarem przy zakupie akcesoriów (w szczególności pilot, baterie, zestaw zamocowań, instrukcja obsługi”). A więc nie zjadamy instrukcji obsługi. Też nic dziwnego. Ale im dalej w las, czyli w regulamin… Telewizor musi być „bez śladów użytkowania” (oj, będą oglądać pod lupą każdy zwracany telewizor w poszukiwaniu jakiejś rysy ;-)), bez śladów mocowania do uchwytów ściennych. I najważniejsze: telewizor musi wrócić do sklepu „razem z oryginalnym opakowaniem, kompletnym, nieuszkodzonym (w szczególności folie ochronne, wypełniacze opakowania)”. [źródło]

Na klientów polują sklepy, sprzedaż podkręcają też serwisy internetowe, które od pewnego czasu prześcigają się w tekstach poświęconych RTV. To wszelkiej maści poradniki, zestawienia, raporty. Trudno się dziwić ich wysypowi: jest popyt, jest i podaż. I na ten element warto zwrócić szczególną uwagę. Bo nie jest tak, że za wysoką sprzedażą sprzętu przed dużą imprezą stoją tylko producenci i sklepy stosujące przeróżne sztuczki oraz idące z nimi pod rękę media. Jasne, firmy pomagają sobie na wszelkie możliwe sposoby, ale ich wysiłki przynosiłyby znacznie gorsze efekty, gdyby klienci podejmowali racjonalne decyzje zakupowe. A z tym jest już gorzej – nagle okazuje się, że do przeżywania sportowych emocji potrzebny jest 50-calowy (nowy) telewizor albo dobrej klasy projektor.

Nie będę nikogo zniechęcał do zakupu nowego sprzętu, bo to nie moje pieniądze. Napiszę jednak, iż dziwi mnie trochę sytuacja, w której ktoś decyduje się na inwestycję w telewizor, chociaż posiada sprawny model. I nie chodzi mi tu o przypadki, w których ktoś kupuje nowy odbiornik, by zastąpić nim „dinozaura” sprzed 3-4 dekad. To wydaje się zrozumiałe. W ten sam sposób nie odbieram już wysyłania na emeryturę sprzętu sprzed kilku lat. Czy piłka naprawdę będzie tak słabo widoczna na tym starszym produkcie? Czy nie zauważy się tam faulu albo gola?

Intel partnerem technologicznym AntywebNiektórzy mogą stwierdzić, że takie spojrzenie na sprawę (nie kupuję nowego telewizora bo stary jest sprawny) to głupie podejście – gdybyśmy je cały czas stosowali w różnych sferach naszego życia, pewnie do dzisiaj mieszkalibyśmy w jaskiniach. Bo po co z nich wychodzić, skoro w miarę bezpieczne i deszcz nie pada na głowę? W takim ujęciu kupowanie nowego sprzętu to nakręcanie innowacji i zmuszanie producentów do wytężonej pracy. Dzięki temu mamy dzisiaj inteligentne, wielkie telewizory 4K. I fajnie, trzeba się cieszyć z tego osiągnięcia. Jeśli ktoś czuje potrzebę posiadania takiego urządzenia i patrzy na swój kilkuletni telewizor z obrzydzeniem, to nie pozostaje nic innego, jak zainwestować i sprawić sobie przyjemność. Jednocześnie jednak powinniśmy się zastanowić, czy można wieszać psy na producentach/sklepach za ich akcje promocyjne (nierzadko kontrowersyjne), podbijanie sprzedaży na różne sposoby i wciskanie ludziom lekko podrasowanych produktów anonsowanych jako rewolucyjne rozwiązania? Czy można mieć do nich „żal” za rozbuchany marketing i nakręcanie machiny sprzedażowej? Przecież oni wyciągają rękę do klienta…

Firmy po prostu odpowiadają na potrzeby klientów (prawdziwe lub wyimaginowane) i pozwalają im spełnić marzenie o posiadaniu większego telewizora, niż kupił sąsiad, bardziej rozwiniętego projektora, niż ten, jakim chwalił się podczas Euro kolega z pracy. Ludzie chcą „igrzysk”, także w zakresie wyposażenia swojego domu i je dostają. Czy jest w tym coś nagannego? Czy kupujący powinni puknąć się w głowę i opamiętać? Niekoniecznie – na ten sprzęt trzeba było zapracować i jeśli sprawia on radość, to każda strona transakcji może ogłosić zwycięstwo. Dodam jednak, że osoba, która nie kupiła nowego TV też wygrywa – na starym urządzeniu może zobaczyć mecze, które i tak wywołają wielkie emocje, a w kieszeni zostaje kilka tysięcy złotych. Taką opcję warto wziąć pod uwagę. Sam Mundialu raczej nie zobaczę na wielkim ekranie (chyba, że trafię do jakiegoś baru), ale podejrzewam, że i tak będę się świetnie bawił. I Wam życzę tego samego – mamy święto (futbolu) i trzeba je celebrować.

photo credit: stevendepolo via photopin cc