88

Czy antywirusy są dziś naprawdę niezbędne? – odpowiedź nie jest wcale taka oczywista

Program antywirusowy to dla mnie element, który niegdyś instalowałem jako jeden z pierwszych po świeżym postawieniu Windowsa. Obecnie już tak się do tego nie garnę. Wychodzę z prostego założenia – jeżeli nie robię niczego głupiego, uważam co robię, to raczej nic wielkiego mi nie grozi. Ufam własnemu doświadczeniu, opieram się na wiedzy – te jak […]

Program antywirusowy to dla mnie element, który niegdyś instalowałem jako jeden z pierwszych po świeżym postawieniu Windowsa. Obecnie już tak się do tego nie garnę. Wychodzę z prostego założenia – jeżeli nie robię niczego głupiego, uważam co robię, to raczej nic wielkiego mi nie grozi. Ufam własnemu doświadczeniu, opieram się na wiedzy – te jak dotąd mnie nie zawiodły. Zresztą, Windows ma jeszcze Defendera. Mnie wystarcza.

Popyt? Jest podaż

W ogromnym uproszczeniu można tak streścić sytuację, która obecnie panuje w środowisku nowych technologii. Skoro użytkownicy nie uważają, ściągają co popadnie i skąd popadnie, to ukrycie zagrożeń w cyberprzestrzeni wydaje się być „zasadne”. Bo przecież ktoś zawsze się złapie, znajdzie się osoba, która nie patrzy gdzie „stawia kroki” i wpadnie w sidła. Z takiego punktu widzenia zatem warto jest zainteresować się programem antywirusowym „w razie wu”. I rzeczywiście, gdy po raz enty przyszłaby do mnie osoba, która nainstalowała „szybernaście toolbarów”, po miesiącu od czystej instalacji Windowsa ten zachowuje się, jakby chciał pracować, a średnio mógł, na pulpicie dzieją się „rzeczy niestworzone”, to tak. Zabezpieczenie komputera choćby standardowym oprogramowaniem wirusowym może wszystkiego nie przefiltruje, ale może poinformować w niebezpiecznym momencie o tym, że coś złego może się stać. I naiwnie chciałbym wierzyć, że to wyrobi pewne nawyki, które w dalszej perspektywie uchronią człowieka przed cyberzagrożeniami.

Weźmy pod lupę niektórych moich znajomych. „Ściągnęła majtki na studniówce – ZOBACZ” – wieści post udostępniony przez Jasia. Jasio kliknął w link podobny i do komputera dostał się bliżej nieznany mi „wirus”. Nagłówek przyciągnął, Jasio był bardzo ciekawy, co znajdowało się pod majtkami opisywanej rzekomo pani. Ciekawość go zgubiła. Schemat wytarty, historia wymyślona. Niech żaden Jan nie poczuje się urażony.

padlock-597495_1280

Jednak to, co dzieje się u moich znajomych jest dla mnie świetnym wyznacznikiem. Ci lubią mnie zaskoczyć – pal licho, gdy jest to Facebookowa gra i zaproszenie do niej. Kilka klików i więcej takiego postu nie zobaczę. Co ciekawe, w takie pułapki łapią się nie tylko osoby, o których wiem, że „inteligencją nie grzeszą”, ale i ci, którzy uchodzą według mnie za osoby obyte. To dla mnie niezbyt odkrywcze – wszyscy operujemy na niskich instynktach i ciekawość jest jednym z tych mocniejszych.

Słowo – klucz: odpowiedzialność

Mniej obeznanych Internautów przyrównajmy do malutkiego dziecka na ulicy. Albo weźmie cukierka od nieznanego człowieka, albo przebiegnie przez jezdnię przyprawiając kierowców o zawał, albo wpadnie do studzienki kanalizacyjnej. Program antywirusowy łapie takie „dzieci” za rączkę, grzecznie przeprowadza przez pasy, uczula na czyhające na nie zagrożenia. Starsi już nieco Internauci, bardziej obeznani będą wiedzieć gdzie nie chodzić, jak się zachowywać, na co zwracać szczególną uwagę. Nie inaczej jest w repozytoriach z aplikacjami – tego nie pobierać, sprawdzać wydawcę aplikacji i recenzje – wśród nich może znaleźć się informacja o tym, że dana propozycja może „zaszkodzić”.

Odpowiedzialność – tak. Ale…

Ze smutkiem obserwuję trend, wedle którego obserwuje się gasnący szacunek do cyberzagrożeń. W tej kwestii zostaliśmy nieco rozleniwieni – mniej zwracamy uwagę na to co i gdzie robimy w Internecie. Kiedyś złapanie „wirusa” oznaczało zazwyczaj unieruchomienie systemu operacyjnego, jawne oznaki infekcji. To wywoływało strach, wtedy programy antywirusowe były jednymi z bardziej poszukiwanych pakietów. A obecnie? Cyberzagrożenia wręcz unikają bycia zauważonym, siedzą zaszyte głęboko i coś robią – byleby to się odbyło tak, by nie zauważył użytkownik. Wkradają się niepostrzeżenie i równie niepostrzeżenie na przykład wykradają dane. Albo wciągają maszynę do botnetu.

trust-440224_1280

Wniosek? Prosty

Jeśli nie czujesz potrzeby instalowania takiego pakietu – nie musisz tego robić. Ale nawet, jeśli go zainstalujesz – nic złego się nie stanie. To tak, jakby wziąć płaszcz przeciwdeszczowy na wakacje. Padać nie musi, sprawdzaliśmy prognozy, ale na wszelki wypadek będziemy chronieni. Nawet, jeżeli to tylko 3 dni. Natomiast, jeśli wiemy, że takie zagrożenia mogą nas jednak dotyczyć bardziej niż innych (miejcie na uwadze swoich „mniej technologicznych znajomych”, którym ogarniacie co jakiś czas komputery), to taki program warto instalować. Z drugiej strony, jeżeli ktoś idzie się kąpać w ubraniu i płaszczu przeciwdeszczowym, to i tak zmoknie – siłą rzeczy. Odpowiedzialność. W Internecie również jest ważna.

Grafika: 1, 2, 3