29

Czas na nowego Kindle – Kobo Aura One zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko

Pomimo tego, że z wielu powodów uwielbiam tradycyjne książki, to komfort czytania na e-czytniku jest czymś, z czego zrezygnować nie potrafię. Najnowszy Kindle Oasis sprawił, że czytałem wygodniej, szybciej i więcej, a wszystko dzięki nietuzinkowej, bo asymetrycznej konstrukcji urządzenia. Amazon naprawdę postarał się, by czytnik 8. generacji był czymś wyjątkowym. Tymczasem Kobo ze swoim nowym modelem Aura One sprawiło, że nie mogę doczekać się riposty firmy Jeffa Bezosa.

Sześciocalowe ekrany Oasis, Voyage czy Paperwhite odpowiadają większości użytkowników czytników Kindle. Wysoka rozdzielczość wyświetlacza pozwala na wybranie jednej z mniejszych rozmiarów tekstu, dzięki czemu na ekranie można pomieścić więcej treści, lecz jest kilka przypadków, w których możliwość skorzystania z delikatnie większego ekranu byłaby wybawieniem. Przyznam, że polityka Amazonu mnie odrobinę zadziwia, gdyż niezmiennie od wielu, wielu lat nie otrzymujemy opcji wyboru czytnika z ekranem o przekątnej wiekszej niż 6 cali, podczas gdy konkurencja taki wybór oferuje. Tablety z serii Fire znajdziemy w tak wielu rozmiarach, że aż trudno nadążyć za regularnie aktualizowanym portfolio – w świecie Kindle nic się w tej kwestii nie zmienia. A wielka szkoda, ponieważ Voyage czy Oasis mogłyby istnieć także w wersji XL.

Firma Kobo, której czytnik w wersji mini testowałem na łamach Antyweb, przygotowała ciekawą alternatywę dla produktów Amazonu. Aura One jest czytnikiem z ekranem o przekątnej 7,8 cala przy współczynniku PPI na poziomie 300 – to czyni go najbardziej szczegółowym wyświetlaczem na rynku. To nie sprawiło, że czytnik zyskałby na wadze czy wymiarach – jego grubość to zaledwie 6,9mm i waży tylko 230 gram. Aha, prawie zapomniałem, czytnik jest oczywiście wodoodporny, a doprecyzowując – mówimy o standardzie IPX8. Zanurzenie czytnika nawet do dwóch metrów nie będzie dla niego szkodliwe.

Kobo wykonało także trochę pracy w kwestii koegzystencji oprogramowania i sprzętu, czego rezultatem jest ekran dostosowujący swoją jasność i temperaturę barw do otoczenia, w którym się znajduje (podobnie jak wyświetlacz TrueTone w nowym iPadzie Pro 9,7 cala). To bardzo fajny i przydatny dodatek. Urządzenie pozbawione jest przycisków fizycznych poza jednym, odpowiedzialnym oczywiście za włączenie i wyłączenie czytnika. Przewracanie stron i nawigacja po interfejsie odbywa się za pomocą ekranu dotykowego, do czego zdążyliśmy już przywyknąć.

W sklepie wbudowanym w czytnik nie znajdziemy książek w naszym ojczystym języku, dlatego jedynym wyjściem jest kopiowanie ich do pamięci urządzenia (wspierane są pliki epub). To, czego brakuje mi w Kindle jest jedną z najważniejszy zalet czytników Kobo – bezpośredni dostęp do treści zapisanych w usłudze Pocket. Za wadę muszę uznać brak opcji synchronizacji dowolnych plików oraz postępu w ich czytaniu pomiędzy urządzeniami i aplikacjami – ta funkcja zarezerwowana jest jedynie dla książek zakupionych w Kobo Store.

Na dzień dzisiejszy wiemy, że Kobo Aura One trafi na rynek amerykański jak i europejski, jednak nie możemy liczyć na oficjalną sprzedaż czytnika w naszym kraju. Nowy produkt wyceniono na 229 dolarów.

Źródło, zdjęcia: The Verge.