87

Wyszedł z więzienia po 44 latach i zderzył się ze zmianami technologicznymi. Ale ucierpieć można i bez wyroku

Spędzić ponad cztery dekady w wiezieniu i wyjść na wolność - to musi być przeżycie. I to z kilku powodów: samo odzyskanie wolności czy zmiana trybu życia zapewne są czymś olbrzymim. Ale jest coś jeszcze: podróż w czasie. To swoiste przeskoczenie z jednej epoki do drugiej. Gdy bohater wpisu trafił za kratki, na świecie panowała zimna wojna, rodziła się informatyka, a Chiny nie były "fabryką świata". iPhone istniał w wyobraźni garstki osób, Internet był pieśnią przyszłości, sztuczna inteligencja i roboty interesowały filmowców i pisarzy. Tak, dla więźnia to może być szok.

Cyfrowe wykluczenie nie jest pojęciem wymyślanym na siłę – to element naszej rzeczywistości. Element, który wbrew pozorom nie musi zanikać – on pewnie będzie się pogłębiał. Im szybszy rozwój technologiczny i postęp cywilizacyjny, tym większe ryzyko, że ktoś zostanei z tyłu. A przyczynią się do tego różne czynniki, jednym z nich jest wieloletnie więzienie.

Wyszedł po 44 latach

Ta historia chodzi za mną od kilku miesięcy, wczoraj do niej wróciłem, bo trafiłem na kolejny artykuł poświęcony pewnemu Amerykaninowi. Trafił do więzienia w wieku 25 lat, wyszedł, gdy miał 69. Spędził w zamknięciu ponad cztery dekady. Przyznam, że trudno to sobie nawet wyobrazić. Człowiekowi poświęcono krótki film, który pokazuje m.in. odnajdywanie się we współczesnym świecie. Szok przeżywa w sklepie spożywczym, gdy widzi, jak duży jest wybór produktów, nie może zrozumieć, dlaczego ludzie mówią do samych siebie na ulicy (rozmawiają przez telefon), dlaczego mają przewody w uszach, jak to możliwe, że patrzą ciągle w małe telefony podczas marszu i nie przewracają się…

Początkowo stwierdziłem, że życie takiego człowieka musi być teraz koszmarem – cyfrowe wykluczenie pewnie często daje o sobie znać. Coraz trudniej o automat telefoniczny, problem stanowić może otwarcie wielu par drzwi czy barierek, bo nie ma w nich klamki czy miejsca na monetę, człowiek ma kłopot z kupieniem biletu, zrobieniem zakupów (bo kasy są samoobsługowe) albo wypożyczeniem roweru. Znamy to z naszej rzeczywistości, ale dla większości z nas to nie problem, lecz codzienność. Podobnie jak obsługa smartfona czy korzystanie z Sieci.

Po jakimś czasie doszedłem jednak do wniosku, że ten szok byłego więźnia może być trochę naciągany – przecież nie trzymali go w całkowitym zamknięciu przez te 44 lata, musiał mieć kontakt z innymi ludźmi, słyszeć o tym, jak zmienia się świat. Przez blisko dekadę nie dowiedział się, że istnieją smartfony? Nie twierdzę, że powinien być zaznajomiony z obsługą tabletu, ale o jego istnieniu pewnie wie.

Potem znowu naszła mnie wątpliwości: skąd ja mogę wiedzieć, jak wygląda życie w amerykańskim więzieniu i jak przepływają tam informacje z zewnątrz? Zwłaszcza w przypadku osób osadzonych na długie dekady? Zresztą, czym innym jest usłyszeć, że ludzie chodzą dzisiaj wszędzie ze wzrokiem wbitym w smartfon i słuchawkami w uszach, a czym innym jest to zobaczyć w centrum Nowego Jorku. Dla takiego więźnia współczesny świat to prawdopodobnie wycieczka na inną planetę. Gdyby swój wyrok odsiedział w XVIII czy XIX wieku, nawet w pierwszej połowie poprzedniego stulecia, szok pewnie nie byłby tak duży – świat się zmieniał, lecz nie tak drastycznie. Ostatnie kilka dekad to już technologiczny cwał. A będące jego efektem ubocznym cyfrowe wykluczenie nie dotknie jedynie skazańców.

Cyfrowe wykluczenie zbierze swoje żniwo

Czy problem pokazany w filmie dotyczy lub będzie dotyczył tylko byłych więźniów? Nie – to zacznie się rozszerzać. A „ofiarami” nie staną się jedynie osoby starsze, spodziewam się i ludzi w średnim wieku i młodzieży. Wystarczy, że zderzą się z rozwiązaniem, z którego nie korzystają na co dzień i już może być kłopot. Przykład? Biletomat, w którym można płacić tylko kartą. Albo sklep samoobsługowy. Restauracja bez ludzkiej obsługi, wypożyczalnia rowerów, w której potrzebny jest np. smartfon albo dostęp do Internetu. Przykładów będzie przybywać, każdy rok przyniesie nowy pakiet nowinek i ułatwień, które nie dla wszystkich będą ułatwieniami. Coraz więcej osób może stać na środku ulicy i spoglądać na świat, którego nie potrafią zrozumieć. Niczym nasz skazaniec. Tyle, że ich to dotknie bez odsiadki.