8

Cyberchondria, czyli sieć źródłem chorób

Na początku tygodnia Microsoft opublikował wyniki swoich ostatnich badań. Były to badania, które można określić mianem „Amerykanie się nudzą, mają pieniądze i chcą je wydać, żeby sprawdzić coś, co nikomu nie przyniesie za dużo korzyści, ale czegoś się tam dowiemy”. Czego się zatem możemy dowiedzieć z tychże badań? Ich tematem były zdrowotne poszukiwania internautów. Okazuje […]

Na początku tygodnia Microsoft opublikował wyniki swoich ostatnich badań. Były to badania, które można określić mianem „Amerykanie się nudzą, mają pieniądze i chcą je wydać, żeby sprawdzić coś, co nikomu nie przyniesie za dużo korzyści, ale czegoś się tam dowiemy”. Czego się zatem możemy dowiedzieć z tychże badań? Ich tematem były zdrowotne poszukiwania internautów. Okazuje się, że współczesny internauta czując ból w lewej kostce udaje się do najbliższej wyszukiwarki, żeby dowiedzieć się co mu dolega. Z badań Microsoftu wynika, że taka samo-diagnoza prowadzi często do skrajnych wniosków, czyli identyfikacji groźnych chorób, na które wspomniany internauta nie cierpi. Zjawisko to zostało w raporcie nazwane cyberchondrią (termin powstał w 2000 roku).

Powodem cyberchondrii jest szybka i często pobieżna analiza wyników wyszukiwania (internet rzeczywiście zmienił nasz mózg). Internauci patrzą zazwyczaj tylko na pierwsze pozycje. Jeśli zobaczą tam np. raka czy objawy zawału serca to przestają sprawdzać dalsze wyniki i rozpoczynają poszukiwania skutków „zdiagnozowanej” u siebie choroby.

Impulsem do rozpoczęcia wspomnianych badań była chęć ulepszenia microsoftowej wyszukiwarki Live Search. Ambicją firmy jest stworzenie narzędzia doradczego, a nie tylko maszyny do wyciągania informacji. Idea jest jak najbardziej słuszna, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się rezultatom badania Microsoft.

Wyszukiwarki wyświetlają wyniki na podstawie wielu różnych czynników. Jest nim też stopień zgodności ze złożonym zapytaniem. Niestety opiera się on na zgodności słownej, a nie merytorycznej. Częściej zostaniemy skierowani na strony nt groźnych chorób niż odwrotnie, mimo iż te groźne nie występują tak często. Np. dla zapytania o ból głowy znajdziemy taką samą liczbę linków nt guza mózgu jak nt odstawienia kofeiny. A guz mózgu występuje znacznie rzadziej.

Moim zdaniem powodem tego są trudności w pokonywaniu tych groźnych chorób. Chodzi mi o to, że choroby te są często nieuleczalne. Jak tylko lekarze odkryją coś nowego nt danego schorzenia pojawia się jakiś artykuł w internecie. O chorobach, z którymi ludzkość daje sobie radę aż tyle się nie pisze.

Powodów cyberchondii jest znacznie więcej. Zaliczyć można do nich m.in. niepoprawność informacji medycznych (dotyczy to na szczęście drobnego procenta treści), ich niekompletność (to dotyczy już sporej liczby informacji) oraz brak weryfikacji tych informacji przez internautów (rzadko sprawdza się źródło publikacji, czy jej datę). Nie można też zapomnieć o tym, że skłonność do wyciągania „czarnowidczych” wniosków jest zwyczajnie zgodna z ludzką naturą.

Swoją drogą ciekawe ile w naszym otoczeniu jest takich cyberchondryków. Mnie się jeszcze nie zdarzyło szukać w internecie choroby na podstawie objawów. W każdym bądź razie ciekawa jestem jakie nowe funkcjonalności doda Microsoft do wyszukiwarki, żeby ułatwić wyszukiwanie tych informacji, które nas interesują i które będą najbardziej wiarygodne. Bo rozumiem, że zrobią to bez Yahoo, prawda…

Wyniki badania są dostępne na stronach Microsoftu. Warto zajrzeć też do działu Publications. Jest tam sporo ciekawych opracowań, nie tylko na temat zdrowia.

Zdjęcie pochodzi ze strony eHow.