6

Cukiernik-informatyk? Można to pogodzić

Piekarz-tynkarz. Pamiętam, że w poprzedniej dekadzie, gdy rozmawiałem z kolegami o przyszłości i zastanawialiśmy się nad ścieżką zawodową, to padały propozycje podobne do tej wspomnianej przed momentem. Oczywiście były to żarty. Tymczasem dzisiaj urodziny obchodzi znany cukiernik-informatyk. Dowcipu w tym nie ma – mowa o człowieku, który połączył wspomniane profesje i w obu dobrze sobie […]

Piekarz-tynkarz. Pamiętam, że w poprzedniej dekadzie, gdy rozmawiałem z kolegami o przyszłości i zastanawialiśmy się nad ścieżką zawodową, to padały propozycje podobne do tej wspomnianej przed momentem. Oczywiście były to żarty. Tymczasem dzisiaj urodziny obchodzi znany cukiernik-informatyk. Dowcipu w tym nie ma – mowa o człowieku, który połączył wspomniane profesje i w obu dobrze sobie poradził. Profesor Andrzej Blikle kończy 75 lat.

Podejrzewam, że większość naszych Czytelników kojarzy cukiernie Blikle. Sieć związana głównie z Warszawą, ale w innych miastach też najdziemy lokale firmowane tym nazwiskiem. Przedsiębiorstwo może się pochwalić długą (jak na polskie warunki) historią: założono je w roku 1869, a dokonał tego Antoni Kazimierz Blikle (rodzina wywodzi się ze Szwajcarii, stąd niecodziennie brzmiące nazwisko). Lokal szybko zyskał na popularności i nie zmieniało się to przez kolejne dekady – kawiarnia przechodziła w ręce młodszych członków rodu, przed wojną biznesem zarządzał Jerzy Blikle. Ojciec profesora.

Andrzej Blikle urodził się w stolicy podczas kampanii wrześniowej. Rodzina przeżyła Powstanie Warszawskie, ponieważ wcześniej opuściła miasto. Cukierni wojenna zawierucha nie oszczędziła, ale Jerzy Blikle ją odbudował. Łatwo pewnie nie było, bo mówimy o prywatnym biznesie w czasach stalinizmu. Jakoś się jednak udało i lokal znów funkcjonował. Młody Andrzej zdobywał wówczas podstawowe wykształcenie: najpierw w dość prowizorycznych, powojennych warunkach, potem w bardziej sformalizowanej formie. Poszedł w ślady przodków i został cukiernikiem? Nie. Przynajmniej nie od razu.

Najpierw było liceum im. Tadeusza Rytana, a potem Wydział Matematyki i Fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Blikle ukończył studia na początku lat 60. XX wieku. Niecałą dekadę później był już doktorem habilitowanym. Mniej więcej w tym samym czasie uzyskał stopień czeladnika w rzemiośle cukierniczym. Kilka lat później podniósł swoje kwalifikacje i posiadał już stopień mistrza w tym zawodzie. Po zmianie ustroju został natomiast profesorem nauk matematycznych. Niezły zestaw. Smażenie pączków pewnie Was nie interesuje, więc warto rzucić okiem na to, czym profesor Blikle zajmował się na niwie matematyczno-informatycznej. Sam naukowiec wskazuje na syntaktykę i semantykę języków programowania, a temat rozwija w następujący sposób:

Za dwie najważniejsze dziedziny mojej pracy naukowej w matematycznych podstawach informatyki uważam:

Składnia języków programowania. Wprowadziłem tę tematyką na grunt krajowy i wydałem pierwsze w kraju, i na razie jedyne, a drugie na świecie, monograficzne opracowanie matematycznej teorii języków formalnych w postaci książki Automaty i Gramatyki; Wstęp do lingwistyki matematycznej, PWN, Warszawa 1971.
Semantyka języków programowania i matematyczne narzędzia inżynierii oprogramowania. Wspólnie z Andrzejem Tarleckim opracowaliśmy nową metodę tworzenia strukturalnych definicji semantyki języków programowania (tzw. naiwna semantyka denotacyjna).[źródło]

Specjalistą w tej materii nie jestem, nie wiem, jak na osiągnięcia i prace Pana Blikle zapatrują się fachowcy – mam nadzieję, że ktoś z Was napisze na ten temat więcej. Zakładam jednak, że tytułów nie zdobywał przez przypadek, a świadczą o tym zarówno stanowiska obejmowane w Polsce, jak i wykłady prowadzone na zagranicznych uczelniach. Profesor Blikle na pracy naukowej jednak nie poprzestał – zaczął się udzielać na innych płaszczyznach, a sztandarowym przykładem jest oczywisćie firma, którą zarządzał przez blisko dwie dekady. W tym czasie z jednej cukierni rozrosła się ona w sieć zatrudniającą kilkaset osób. Złoty biznes? Ostatnio chyba nie – artykuł z Wprost z poprzedniego roku wskazywał na problemy przedsiębiorstwa, brak zysków i konieczność zmian. Restrukturyzacją mają się już jednak zająć inni.

Cukiernia to też nie koniec tej opowieści. Profesor Blikle współtworzył Polskie Towarzystwo Informatyczne. Organizację powołano do życia w roku 1981, bohater wpisu przez kilka lat był jej prezesem. Instytucja ma wspierać działalność naukową na polu informatyki, pomagać swoim członkom, popularyzować wiedzę na temat tej dziedziny nauki. Więcej informacji dotyczących Towarzystwa znajdziecie na jego stornie pti.org.pl. Co jeszcze? Blikle działa np. w Radzie Języka Polskiego i przewodniczy tam Zespołowi Terminologii Informatycznej. Do tego można dodać działalność w Centrum im. Adama Smitha , Inicjatywie Firm Rodzinnych czy Fundacji Bankowej im. Leopolda Kronenberga. Na tym lista się nie kończy – po więcej informacji odsyłam na stronę profesora.

Warto wspomnieć o jeszcze dwóch rzeczach. Pierwsze to TQM, czyli zarządzanie przez jakość. Ciekawe zagadnienie, któremu można poświęcić więcej uwagi. To samo dotyczy tekstów profesora publikowanych np. na platformie blogowej NaTemat: andrzejblikle.natemat.pl. Z tezami i opiniami Autora nie trzeba się zgadzać, ale warto rzucić okiem i przeczytać przynajmniej jeden wpis. Chociażby dlatego, że to ciekawa postać, która w życiu chyba się nie nudzi i udowadnia, że jednocześnie można się zajmować naprawdę różnymi rzeczami.

Na koniec jeszcze jedna informacja, ale niezwiązana z bohaterem wpisu. Kiedyś pytaliśmy Was o propozycje nazwy dla serii wpisów, którą roboczo nazwaliśmy „Czy wiesz, że”. Jakiś czas temu Czytelnik o pseudonimie Feniks06 zaproponował Antypedię. Proste, dobre i zaakceptowane ;) Dziękujemy Autorowi pomysłu – będziemy korzystać. Niniejszy wpis to kolejny element naszej Antypedii.

Źródło grafiki: youtube.com