crown
18

Są wygrani i przegrani. Nowa aplikacja twórców Tindera to prawdziwy turniej miłości

Twórcy Tindera nie zamierzają spocząć na laurach i tworzą kolejne aplikacje randkowe. Najnowsza z nich stawia na eliminacje, podczas których będziecie wybierać pomiędzy dopasowanymi przez algorytm profilami Waszych potencjalnych par.

Szydzenie z osób, które szukają swojej drugiej połówki na Tinderze jest moim zdaniem mocno przesadzone. Sposobów na poznanie „randki” jest wiele, to po prostu jeden z nich. W dzisiejszych czasach masa osób siedzi z nosami w swoich smartfonach, łatwo było więc przewidzieć, że prędzej czy później doczekamy się zalewu aplikacji randkowych. Jednocześnie szufladkowanie Tindera jako appki służącej wyłącznie do znajdowania szybkich przygód (tak zwanych „one night stand”) jest powielaniem obiegowej opinii, szczególnie przez osoby, które nie miały z tym programem nic wspólnego. Znam kilka osób, które poznały swoje pary właśnie przez Tindera i są ze sobą szczęśliwi.

Każda aplikacja ma swój czas i kiedyś się jednak nudzi, bo i ludzie szukają czegoś nowego. Firma Match Group, odpowiedzialna między innymi za Tindera, ma dla miłośników aplikacji randkowych nową propozycję, którą nazwała Crown. Nazwa nie jest przypadkowa, ale o tym za chwilę.

Im dłużej szukasz, tym większa szansa, że nikogo nie znajdziesz. To tak zwane przeciążenie poznawcze. Szukanie jest naturalną cechą człowieka, cały czas chce znaleźć coś lepszego. A przy tylu alternatywach i możliwościach odnalezienia lepszych znajomych w onlinowym świecie, bardzo łatwo się od tego uzależnić.

– mówi Dr Helen Fisher, doradca firmy Match Group.

Wygrasz z tą drugą, umówię się z Tobą na randkę

Nowa aplikacja twórców Tindera ma być czymś w rodzaju gry. Tak przynajmniej przedstawiają ją twórcy. Dla mnie to po prostu program, w którym trzeba wybrać jeden z dwóch profili, czyli wskazać tego naszym zdaniem „lepszego” kandydata do spotkania. Każdego dnia w południe Crown przedstawi użytkownikowi 16 dobranych przez algorytm par. Zamiast przesuwania w prawo – czyli oceniania pozytywnie – poszukujący drugiej połówki ma wybrać jeden profil z dwóch. Na zasadzie eliminacji z tych 16 przedstawionych osób zostanie wybrana finalna czwórka. „Zwycięzcy” będą mogli w nagrodę rozpocząć z Tobą czat lub z tej możliwości zrezygnować. Oczywiście poza swoim „konkursem piękności” użytkownik bierze też udział w identycznych porównaniach u innych – ten system ma sprawić, że dopasowania par nie będą tak przypadkowe jak w Tinderze. I w sumie to ma sens, widziałem kilka razy jak ludzie bezrefleksyjnie akceptują wszystkie propozycje algorytmu i zaczepiają na Tinderze każdego, kto wskoczył jako para.

Można powiedzieć – wow, Match Group idzie za ciosem, ulepsza swoje pomysły, wychodzi naprzeciw problemom Tindera. Z drugiej strony organizuje konkursy piękności, igrzyska miłości, w których wybiera się lepszych i gorszych, brzydszych i ładniejszych. Oczywiście nikt nikogo nie zmusza do używania aplikacji, jeśli więc ktoś się w niej pojawi, zrobi to w pełni świadomie i na własne życzenie wystartuje w takim porównaniu. Mam jednak wrażenie, że pod płaszczykiem ułatwienia procesu dobierania odpowiedniego partnera kryje się raczej próba zachęcenia ludzi do konkurowania ze sobą. Niby było to już w Tinderze, ale w Crown konkurencja jest na tym samym ekranie, zaraz obok – czyli namacalna.

Aplikacja Crown jest darmowa i póki co dostępna jedynie na platformie iOS, odsłona na Androida powinna się niedługo pojawić. Póki co również nie widzę jej jeszcze w polskim sklepie, ale skoro jest tu Tinder, Crown też prędzej czy później dotrze.

źródło