52

Początek końca eldorado? Powstaje coraz więcej usług VOD. Piractwo wróci do łask?

Czy to początek końca swoistego eldorado na rynku usług VOD? Przed serwisami, jak Netflix, Amazon czy Hulu, które skupiają w swoich ofertach prawie wszystkie najlepsze produkcje, naprawdę ciężkie czasy. Coraz więcej twórców myśli o pójściu na swoje i uruchomieniu własnej usługi VOD, gdzie znajdą się ich największe hity. To już się dzieje, a jedyne, co można w tej chwili w tym dostrzec, to szkoda dla widza.

Sytuacja jest bowiem bardzo jasna – fragmentacja rynku VOD spowoduje rozdrobnienie ofert gigantów, którzy mogli zaproponować swoim użytkownikom nie tylko własne produkcje, ale wiele, wiele innych, w tym globalnych i lokalnych hitów, za którymi stały inny podmioty jak stacje telewizyjne i wytwórnie filmowe. Nie wszystkim jednak odpowiada taki układ i dzielenie się zyskami z innymi.

Disney jeszcze w tym roku wystartuje z własną usługą, o której zebraliśmy w jednym miejscu wszystkie informacje – Disney+. Wiadomo jest, że Disney nie zdoła odzyskać na czas wszystkich najważniejszych tytułów na czas, ale gdy tylko konkretne umowy wygasną, Disney nie zamierza ponownie odsprzedawać praw do dystrybucji swoim konkurentom, tylko wprowadzi te filmy i seriale na własną platformę. Dodatkowo, nadchodzące hity jak Kapitan Marvel i czwarta odsłona Avengers: Endgame nie będą dostępne nigdzie indziej w sieci, lecz właśnie na Disney+.

Podobną ścieżką będzie kroczyć WarnerMedia, które powinniście kojarzyć przede wszystkim z “Friends” i “The Big Bang Theory” – obydwa seriale, gdy tylko będzie to możliwe, znikną z innych serwisów i trafią na platformę WarnerMedia. Ta nie ma jeszcze nazwy ani daty premiery, nie wiadomo również ile będzie kosztować – jedyna konkretna informacja to plan jej uruchomienia jeszcze przed końcem roku.

Trudno dziś oceniać, czy i kiedy zmiany dosięgną polskiej rzeczywistości. Sprawa jest niezwykle skomplikowana, bo Disney+ ma już stronę w języku polskim zachęcającą do pozostawienia adresu e-mail, a włączone niedawno VOD o nazwie DC Universe nie przewidziało ekspansji transatlantyckiej i korzysta z zasięgu Netfliksa, by docierać ze swoimi produkcjami (np. “Titans – Tytani”) między innymi do Polski.

Jedyne co nam pozostaje, to czekać na rozwój wypadków w przypadku każdego z nowych serwisów, ale mam wrażenie, że prędzej czy później to samo dotknie rynek w Polsce i będziemy musieli lawirować nie pomiędzy dwoma czy trzema, a w porywach czterema serwisami VOD, a jeszcze większą liczbą, by móc obejrzeć dokładnie to, co nas interesuje.

To może z jednej strony otworzyć nowe możliwości, bo Disney+ wydaje się być naturalnym miejscem, gdzie będzie można zobaczyć nową animację “Star Wars. The Resistance”, na którą obecnie trzeba polować w ramówce kanału Disney’a w telewizji. Takich sytuacji może być więcej – firmy będą w stanie szybko i bezproblemowo udostępniać własne produkcje, bo to nie będzie wymagało zainteresowania zewnętrznych podmiotów, negocjacji i podpisywania kontraktów. Z drugiej zaś strony żaden z widzów, nawet ci najbardziej zorientowani, nie będą zadowoleni z potrzeby sprawdzania oferty kilku(nastu) serwisów, nie wspominając o stałym opłacaniu subskrypcji.

Polecamy: „Friends” nie znikną z Netflix – gigant słono za to zapłacił

Zalążek tego, jak działa fragmentacja, obserwujemy już dzisiaj i to w Polsce, bo przecież do naszej dyspozycji jest naprawdę mnóstwo usług. Gdy będzie ich przybywać, sytuacja będzie stawała się coraz mniej przyjemna, ale najwyraźniej odwrotu nie ma, a jeśli kogokolwiek dziwią przeogromna ambicja i ochota, na przykład Netfliksa, w zapełnieniu katalogu własnymi serialami i filmami, to jest to dobry moment na to, by zdać sobie sprawę, jak krucha jest oferta zależna od zewnętrznych twórców. Widzów to jednak mało interesuje i nie będę zdziwiony, gdy przy tak rozproszonym rynku znów wzrośnie popularność mniej legalnych źródeł seriali i filmów.