darkweb
37

Mordercy, złodzieje, pedofile… czyli co ludzie robią w darkwebie?

Darkweb. Miejsce, w którym wielu internautów nigdy nie było i w sumie lepiej, żeby tam nie zaglądali. Z tego artykułu nie dowiecie się tego, jak w ogóle tam dotrzeć. Nie zobaczycie też cytatów z for, czy zrzutów ekranowych z umieszczonych tam witryn. Postaram się jednak opowiedzieć Wam o tym co można tam znaleźć. I tak - skoro chcę Wam o tym coś powiedzieć, to musiałem tam zajrzeć.

Darkweb / dark web / darknet (którego nie można mylić z tzw. deepwebem – dlaczego: o tym za chwilę) to miejsce, które wyrosło wprost z potrzeb pewnej grupy internautów. Wyobraźcie sobie miejsce, w którym kompletnie nie obowiązują dobrze nam znane normy społeczne. Istnieją pewne niepisane, trudne dla nas do zaakceptowania zasady. Podstawowym celem bywalców darkwebu, jak i osób, które utrzymują tam strony lub usługi jest ukrycie się przed czujnym okiem służb. Możliwość wymknięcia się standardowym mechanizmom kontroli stanowi zaproszenie do parania się nielegalnymi procederami. Podobnie jak w świecie realnym, prawda?

Deepweb to natomiast miejsce niedostępne dla zwykłych internautów, ale tylko dlatego, że są tam osadzone usługi, które nie powinny być widoczne dla każdego. To ogromne uproszczenie, ale warto o nim pamiętać przy okazji takich rozważań.

darkweb

Kryć się!

Tak samo jak obok zdrowego społeczeństwa tworzą się szare strefy: związane z przestępczością, chęcią ucieczki od podatków, systemu sądowniczego czy też najzwyklejszej kontroli społecznej – podobnie było z darkwebem. Internauci szybko uznali, że służby całkiem nieźle radzą sobie w cyberprzestrzeni i mimo faktu, iż funkcjonuje ona jako ostoja wolności słowa (mylnie), to mimo wszystko warto zadbać o wyższy poziom bezpieczeństwa. Darkweb nie stoi ponad prawem – on znajduje się obok niego. Pozwala na uniknięcie odpowiedzialności przy okazji załatwiania nie do końca legalnych spraw. W darkwebie możecie znaleźć różnych ludzi: od morderców, przez pedofilów aż po najzwyklejszych ćpunów, którzy cenią sobie dobry, czysty i niedrogi towar.

Darkweb został więc stworzony… z potrzeby. Podobnie jak człowiek od świata żądał niegdyś ciepła i światła – stworzył je sobie okiełznując ogień. Miał chęć ułatwić sobie życie – zaczął konstruować narzędzia. Cywilizacja taka jaką znamy to też wytwór „potrzeby”. Z pieniędzmi jest podobnie. I z władzą też.

Hej, zabijesz dla mnie kogoś?

Tak, to jest możliwe w darkwebie, ale i tam trzeba się natrudzić, żeby znaleźć odpowiedniego człowieka. I też zyskać jego zaufanie. Warto mieć dobre kontakty i renomę. Mimo faktu, iż darkweb stoi często obok prawa, rządzi się pewnymi bardzo brutalnymi prawami. Jeżeli raz „umoczysz”, nie masz co liczyć na to, że znajdą się chętni do pomocy – choćbyś płacił w złotych jajach od magicznej kury. Wysoki stopień kontroli wewnątrz tych grup – szczególnie teraz przypomina masową psychozę. W każdym, kto znajduje się w tej części sieci należy upatrywać „szpicla” – pracownika policji, służb specjalnych, agencji wywiadowczych. Nieostrożność oznacza najczęściej pakę, choć były przypadki, że ktoś przez nierozważne kroki zarobił zwyczajnie kulkę w łeb.

Wiele zmieniło się m. in. po tym, jak holenderscy policjanci przejęli Hansę – darkwebowy sklep z narkotykami: taki mniejszy Silk Road. Mechanizm działania takiego miejsca jest prosty – twórca usługi udostępnia „rynek”. Na tym rynku zaś osiedlają się handlarze (vendorzy), którzy mocno konkurują ze sobą. Płatność? Preferowane są kryptowaluty, dające spore poczucie anonimowości. Co tam można kupić? Marihuana? Pewnie, najlepiej w hurtowych ilościach. Podrabiane leki? Bez problemu. Ciężkie opiaty? Na zdrowie!

Co ciekawe, vendorzy konkurują ze sobą nie tylko w zakresie cen i kontaktów, ale również… jakością produktów. Ci, którzy korzystają z darkwebu mówią otwarcie: „to najlepszy sposób na dobrej jakości towar”. Uliczna heroina jest często chrzczona i tutaj inwencja handlarzy jest wręcz nieograniczona: przecież „grzejnik” kupi wszystko, byleby zaleczyć skręta. Darkweb pozwala nacieszyć się znacznie czystszym i nierzadko tańszym wariantem. A to, że trzeba pogrzebać, poczekać i nieco zaryzykować – aż tak bardzo nie przeszkadza.

Darkweb uratował go od złotego strzału

Wielokrotnie powoływałem się w swoich tekstach społeczno – technologicznych na Hyperreal, którego przeglądać bardzo lubię. Świetna lektura ludzkich tragedii i przestroga przed nierozważnymi przygodami z substancjami psychoaktywnymi. Spotkałem się kiedyś z wypowiedzią, która jasno wskazywała na to, że gdyby nie darkweb, jeden z użytkowników zwyczajnie by się zaćpał. Nie jest bowiem tajemnicą fakt, że osoby uzależnione to nie naukowcy, którzy przed każdym „strzałem” badają czystość zawiniątka z narkotykiem. Heroiniści giną najczęściej z przedawkowania – możliwości są dwie. Albo „złoty strzał” po detoksie, albo w wyniku „pomyłki” dilera.

Pierwszy przypadek jest bardzo prosty. Człowiek zostaje przyparty do muru, odbębnia skręta, wraca do starych przyzwyczajeń i… do starych dawek. Tyle, że w trakcie nierzadko kilkutygodniowej terapii tolerancja na używkę spada. Załadowanie w kabel dokładnie takiej samej ilości substancji nie kończy się euforią, ciepłem i obojętnością, ale śmiercią z powodu porażenia ośrodka oddechowego. Jak człowiek ma szczęście, to zdążą z naloksonem. A jak nie – to do widzenia.

darkweb

Drugi natomiast mówi bezpośrednio o „błędzie” dilera. Załóżmy, że albo nasz vendor otrzymuje nową „dostawę” albo zmieniamy źródełko. Nie wiemy, czy towar jest mniej lub bardziej „klepliwy”. Polityka redukcji szkód nakazuje w takiej sytuacji brać nawet mniej niż połowę standardowej dawki – człowiek uzależniony natomiast o tym często zapomina. Jeżeli okaże się, że towar jest znacznie czystszy niż szmelc ładowany w kabel poprzednim razem, a zastosujemy dokładnie taką samą ilość: módlmy się o nalokson.

Wśród dobrych „vendorów” w darkwebie istnieje dążenie do oferowania możliwie jak najlepszego towaru. Użytkownicy wymieniają się recenzjami, wskazują na najlepszych dostawców. Co za tym idzie – jakość narkotyków jest bardzo podobna. Zaskoczenia zdarzają się znacznie rzadziej niż w przypadku ulicznej metody „ogarniania” towaru.

Chcesz zobaczyć jak karcę 8-latka?

Nigdy, przenigdy nie zapuściłem się w te rejony, gdzie mógłbym zobaczyć jakąkolwiek grafikę z molestowanym dzieckiem. Nie dlatego że się obawiałem wjazdu służb – zwyczajnie się tego brzydzę, podobnie jak i ludźmi, którzy dopuszczają się tego rzeczy. Jestem w stanie zrozumieć złodzieja: kradnie, bo nic innego w życiu nie potrafi robić. Ze zrozumieniem ćpuna też dam sobie radę: zaczął, nie umie skończyć – życzę mu szczęścia i zdrowia. Pedofila nie zrozumiem nigdy i życzę mu jak najgorzej. Niezależnie od tego, czy jest biznesmenem, politykiem, księdzem, czy też hydraulikiem. Dla mnie to jedno ścierwo.

Ale musicie wiedzieć, że darkweb to miejsce, w którym pedofile chętnie wymieniają się zdjęciami nagich dzieci. Zdjęcia te robią sami, robiąc przeogromną krzywdę młodym ludziom, albo… zbierają je z Facebooka. Tworzone są kompilacje najlepszych fotek z mediów społecznościowych – dawcami są SAMI RODZICE, którzy nie mają oporów przed tym, aby wrzucić zdjęcie Brajanka z gołym siusiakiem (bo to takie słodkie, po tatusiu ma, hehe). Do takich zbiorników trafiają nawet te bardziej niewinne grafiki: na basenie, w parku wodnym, na plaży, gdzie to co trzeba jest zakryte.

Zgadnijcie, co tacy zwyrodnialcy robią z takimi zdjęciami. Nie będę zastępował Wam Waszej inwencji.

Pedofile ponadto opowiadają tam o swoich podbojach. Jak to robią, że dzieci do nich lgną? Co robić, jak dzieciak chce się wysypać? Jak zaaranżować sesję zdjęciową, żeby młodzik się nie przestraszył? I ostatecznie – jakie substancje są najlepsze do tego, aby uspokoić dziewczynkę? Znacie Diphergan? Receptę ogarnąć to nie jest problem. Do soczku można dodać, podziała. Dla hardkorów jest GHB. Lekarze – pedofile są w stanie wyczarować ketaminę.

Sprzedam dane do kart kredytowych. Hurtem taniej

Ceny są różne – od nawet 5 dolarów za sztukę, aż po 20 dolarów: jeżeli źródło jest „chodliwe”. Cyberprzestępcy działający sami, albo w grupach chętnie sprzedają pozyskane informacje. Ryzyko jest takie, że nie wiesz, czy konkretny rekord zadziała. Weryfikacja źródeł odbywa się naturalnie – warto mieć kogoś, kto za nas poświadczy. Liczy się też historia poprzednich transakcji. Pasuje też udowodnić działanie pozyskanych przez nas kombinacji – kupno hurtem wiąże się nierzadko z „demowym” zbiorem, który sprzedający oddaje w ramach potwierdzenia jakości danych kart płatniczych.

Hakerzy tworzą i sprzedają tam między sobą exploity, dyskutują o zabezpieczeniach popularnych usług, zlecają DDoS-y – wszystko, co sobie tylko zamarzycie. Ogranicza Was w tym momencie tylko inwencja. Kupicie tam niemal wszystko – towary legalne prościej będzie nabyć „standardowo”, ale jak się postaracie, to w darkwebie też je dostaniecie. Bo kto Wam zabroni?

darkweb

Z darkwebem walczyć jest trudno. Ale da się

Wspominałem Wam o markecie Hansa. Ten został przejęty przez śledczych, którzy zezwolili w ramach działań operacyjnych na jego działanie i tym samym udało im się ustalić personalia wielu vendorów. Posłano również za kratki kilku administratorów serwisu, którzy czerpali korzyści z działalności serwisu. Po marcu 2018 roku padł blady strach na tego typu miejsca – kontrola od tego czasu przypomina wspomnianą wyżej psychozę. Każdy boi się każdego. Każdy może być „trefny”.

Silk Road to jeden z głośniejszych przypadków „zamknięć” serwisu narkotykowego w darkwebie. Strona dostępna w sieci Tor była w swoim czasie największym drug marketem – Ross Ulbricht przez długi czas czerpał z niego ogromne korzyści. Dorobił się potężnych pieniędzy i… dożywocia bez możliwości ubiegania się o zwolnienie. W 2015 roku sąd orzekł tę niezwykle surową karę, w której zawarto m. in. zarzut zabójstwa, prania brudnych pieniędzy i pomocnictwa w handlu narkotykami. Rodzina Ulbrichta w dalszym ciągu ubiega się o zwolnienie go z więzienia twierdząc, że kara jest niesprawiedliwa. Mało tego, powoływano się na jeden z faktów przytoczonych w tym tekście – Silk Road uratowało niektórych uzależnionych od „złotego strzału”, oferując im dostęp do czystszych narkotyków.

Darkwebu nie da się natomiast zabić. Fizycznie go nie ma. Znajduje się obok sieci Internet i aby skutecznie wyłączyć darkweb, należałoby wyłączyć… Internet. Tak właśnie. Można z nim walczyć rozpracowując go od środka. Jednak dopóki jego użytkownicy nie popełniają błędów w zabezpieczaniu się przed czujnym okiem służb – trudno jest kogokolwiek wytropić. Wszystkich natomiast zamknąć się nie da.