16

Co najlepszego oglądaliśmy w tym roku? Antyweb wybiera najlepsze filmy i seriale

Końcówka grudnia za pasem, dlatego podsumowujemy mijający rok. Nie tylko technologicznie, ale także kulturowo, bo każdy z nas poświęcił mniej lub więcej ze swojego czasu przed różnego rodzaju ekranem na zobaczenie czegoś nowego. Oto najlepsze naszym zdaniem filmy i seriale, które widzieliśmy w 2018 roku.

Albert Lewandowski

Osobiście preferuję bardziej filmy niż seriale, zatem naturalnym jest, że tych pierwszych widziałem znacznie więcej. Pierwszym wyborem byłby Deadpool 2. Nie jest to dzieło wybitne, ale wyróżniłem go tutaj za prostą, ale dobrze opowiedzianą historię, ciągle zabawny humor i efektowne ujęcia. W dodatku idealnie trafia w gust fanów samej głównej postaci.

Ogromne wrażenie na mnie wywarł również film Pawła Pawlikowskiego, Zimna wojna. Pod względem artystycznym okazał się być znakomitym dziełem, nawet muzyka została świetnie dopasowana do całej reszty. Aktorski duet, Joanna Kulig i Tomasz Kot, wzmacniają całą historię i powodują, że chce się to oglądać do końca. Ba! Nie zabrakło tu nawet niezłych żartów sytuacyjnych, które w wielu produkcjach z naszego kraju wypadają najczęściej bardzo blado.

Z kolei spośród seriali wspomniałbym o Rojście. Lubię seriale kryminalne, więc nic dziwnego, że zainteresowałem się nową produkcją z Polski, o której pierwsze opinie były wyjątkowo pozytywne. Szczerze mówiąc, nie zawiodłem się. Powracamy do lat 80. XX wieku, otrzymujemy interesującą zagadkę i nie miałbym do niczego żadnych skarg, gdyby nie to, że pod koniec akcja niepotrzebnie przyspiesza. Wisienką na torcie pozostaje gustowna stylistyka.

Grzegorz Ułan

Ten rok był dla mnie wybitnie serialowy, a to za sprawą dokończenia w końcu serialu Breaking Bad. To było moje drugie podejście do niego, wcześniej, rok czy dwa lata temu zacząłem go oglądać, ale nie porwały mnie kilka pierwszych odcinków. W tym roku za namową znajomej wróciłem do niego w wakacje i pochłonąłem go w kilka tygodni wszystkie sezony – serial okazał się dla mnie jednak majstersztykiem. Jeśli ktoś z Was nie widział tego serialu gorąco zachęcam, nie oderwiecie się od niego, tylko trzeba mu dać szansę i obejrzeć więcej niż kilka odcinków.

Zobacz też: Serial Doktor House: wszystko co musisz wiedzieć


Kamil Pieczonka

Nie pamiętam żadnego filmu, który oglądałem w 2018 roku. Nic nie okazało się na tyle ciekawe aby zapadło mi w pamięć na dłużej, może dlatego, że nie sięgałem po ambitne kino, tylko prostą rozrywkę. W kwestii seriali jest nieco lepiej, co prawda żaden z debiutujących tytułów mnie nie porwał, ale na szczęście są jeszcze produkcje, które mimo kolejnych sezonów nadal trzymają wysoki poziom. Jednym z takich seriali jest Billions, z rewelacyjnymi rolami Damiana Lewisa (Homeland) i Paula Giamatti (Iluzjonista). W tym roku pojawił się już 3. sezon i nadal potrafi trzymać w napięciu i zaskakiwać zwrotami akcji. To bezsprzecznie jeden z najlepszych seriali ostatnich lat.

Chciałbym też polecić przyrodniczą produkcję BBC – Dynastie (w Polsce nadawaną przez BBC Earth). Legendarny David Attenborough śledzi w 5 odcinkach losy 5 rodzin zwierząt: szympansów, lwów, pingwinów, hien oraz tygrysów. Kręcony przez kilka lat dokument pokazuje piękno i surowość natury na rewelacyjnych zdjęciach, a świetna narracja sprawia, że chciałoby się oglądać jeszcze więcej.

Kamil Świątek

2018 był dla mnie rokiem polskich seriali, bo w tym roku powstały dwa, moim zdaniem świetne seriale. Pierwszy z nich to Rojst, z którym prócz przeżyć związanych z samą akcją, która cóż została moim zdaniem zbyt szybko zamknięta w ostatnim odcinku, czuję jeszcze jeden związek, część ze scen była kręcona w Katowicach, a niektóre nawet na osiedlu gdzie mieszkam.

Drugim serialem, który był moim zdaniem świetną produkcją, było Ślepnąc od świateł. Dla części z widzów największym mankamentem serialu był główny bohater, dla mnie to idealne odzwierciedlenie tego, co znajdziemy w książce Jakuba Żulczyka. Dodatkowo świetne zdjęcia i kreacja aktorska Jana Frycza, który według mnie wzniósł się na światowy poziom. SZTYWNIUTKO!

Jeśli chodzi o filmy, to muszę przyznać, że nie jestem jakimś wybitnym kinomaniakiem. W tym roku w kinie byłem dwa razy, pierwszy raz na najnowszej części Mission Impossible, która jest zwyczajnie dobrym kinem akcji. Jednak drugi film, który wywarł na mnie ogromne wrażenie był Kler Smarzowskiego. Bardzo dobry aktorsko, może czasami nieco przerysowany, ale pokazujący ludzki wymiar kościoła ze wszystkimi jego bolączkami. Krytycy zachwyceni, widownia dopisała, ja też wyszedłem z kina bardzo zadowolony.

Kamil Świtalski

Przyznam szczerze, że zarówno w kwestii filmów jak i seriali ostatnio tkwię w przeszłości — zamiast sięgać po gorące nowości, odkopuję klasyki sprzed kilku dekad i bawię się w ich towarzystwie doskonale.

Z tegorocznych filmów widziałem niewiele i głównie były to… wszelkiej maści dokumenty. I szczerze mówiąc tylko jeden wyróżniał się na tyle, że zapadł mi w głowie na dłużej: chodzi o Whitney w reżyserii Kevina Macdonalda. Historia pokazana odrobinę inaczej niż w innych filmach o wielkiej artystce, ścieżka dźwiękowa która — umówmy się, jest ponadczasowa i nie do przebicia — i wyważone tempo, którego zabrakło we wcześniejszych filmach poświęconych Whitney Houston.

W kwestii seriali sprawy mają się… podobnie. Nadrobiłem cały zestaw polskich produkcji, ale z tegorocznych premier największe wrażenie zrobiło na mnie Ślepnąc od świateł. Jestem wielkim fanem prozy Żulczyka od czasów jego debiutu, zatem i obok tej adaptacji nie mogłem przejść obojętnie. Do ideału jej daleko, ale oglądało się to doskonale i pochłonąłem niedługą serię jednym tchem w sobotnie popołudnie tuż po premierze.

Poza tym czuję się zobowiązany przywołać tu jeszcze The Good Place, trwającą już co prawda trzeci sezon serię, ale cały czas trzymającą równie wysoki poziom. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, to czym prędzej biegnijcie nadrabiać zaległości!

Jakub Szczęsny

Konrad, podobnie jak i Albert zadaje mi trudne pytanie. Wcześniej chodziło o smartfony, dzisiaj o filmy / seriale, które nie są moim konikiem, ale “od święta” staram się coś obejrzeć, żeby przynajmniej zapoznać się z aktualnymi trendami. Nałogowo jednak nie konsumuję takich treści – “jara” mnie zupełnie coś innego.

Dark co prawda nie jest serialem z 2018 roku (2017, ale późny), ale widziałem go dopiero w tym roku. I przyznam szczerze – chwycił mnie za serce. 10 odcinków pochłonąłem momentalnie i oczekuję czegoś więcej: mam nadzieję, że 2019 rok będzie tym, w którym będę mieć okazję zapoznać się z kontynuacją tej historii. Koncepcja aberracji w czasoprzestrzeni oraz poplątanych losów mieszkańców z powodu tego zjawiska to świetna mieszanka, która mnie naprawdę wciągnęła.

Natomiast, gdybym miał wskazać własne “odkrycie” pochodzące z tego roku, wskazałbym 1983, na przekór kolegom i recenzentom z Polski. Dlaczego? Pisałem o tym, nie będę się powtarzał, choć wypada mi powiedzieć, że serial ma “trochę” wad. Kinematografia natomiast nie zaskoczyła mnie niczym poza… polskim Klerem. W sumie, w przypadku tego filmu wcale nie chodzi o samą jego fabułę, problem przewodni, a o społeczne oddziaływanie. Akurat ten aspekt przebił wszystko to, co udało się zaprezentować w filmie Smarzowskiemu.

 

Paweł Winiarski

W tym roku nic nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia – ani film, ani serial. Nadrobiłem za to Wikingów, których od dawna zachwalał Grzesiek Marczak. Zabrałem wszystkie dostępne na Netflix sezony na wakacje i kiedy cała rodzina poszła już spać, ja oglądałem. Kilka dni temu natomiast zaliczyłem 5. sezon, który niedawno pojawił się w serwisie. Mogę więc z czystym sumieniem powiedzieć, że rok 2018 upłynął mi pod znakiem właśnie Wikingów. Wkręciłem się do tego stopnia, że na siłowni wrzucałem playlistę z zespołem Amon Amarth i czułem się jak wojownik podbijający obce ziemie.

Oglądałem też dobre anime na Netflix. One-Punch Man jest kapitalny, podobnie jak drugi sezon Castlevanii. Podobały mi się Rojst i Ślepnąc od Świateł. W kinie bywałem przede wszystkim na filmach dla dzieci, więc wskażę Wielką Stopę – bo to najlepsza animacja 2018 roku. Na przełomie roku 2017 i 2018 oglądałem jeszcze Dark i nie umiem o nim nie wspomnieć, bo serial jest kapitalny.

Jeśli Konrad zrobi listę największych serialowo-filmowych rozczarowań 2018 roku to myślę, że będę miał więcej do powiedzenia.

Tomasz Popielarczyk

Nie jestem serialowym maniakiem, więc staram się dobierać oglądane przez siebie seriale bardzo ostrożnie i selekcjonować je w miarę możliwości. W 2018 roku chyba trochę mi się to udawało, choć nie zawsze. Na przykład obejrzałem do końca “Orange is the New Black”, które w ostatnim czasie było bardzo nierówne. Na szczęście ostatni, wypuszczony w tym roku, sezon trzymał naprawdę wysoki poziom i z wypiekami na twarzy czekam na kolejny (zamykający już całą serię) w 2019.

W kwietniu pochłonęliśmy natomiast (z partnerką) niemal jednym tchem drugi sezon hiszpańskiego “Domu z Papieru”, który zwyczajnie mnie oczarował. Jednocześnie pozostawił też wewnątrz głęboką pustkę swoim zamkniętym zakończeniem (w końcu jakiś serial bez cliffhangera!). Teraz targają mną sprzeczne uczucia, bo w 2019 roku ma pojawić się trzeci sezon i zachodzę w głowę czy nie będzie on profanacją tej świetnej serii.

Z bardziej niszowych produkcji, moje geekowate serce podbiła Castlevania – krótkie 20-minutowe odcinki tej animacji dla dorosłych bazującej na popularnej serii gier okazały się fantastycznym odstresowaniem w przerwach od pracy. Nie każdemu się spodoba forma i przekaz, ale jedno jest pewne – raczej nie powinny tego oglądać dzieci. Animacja jest bardzo brutalna i dosadna, co miejscami poruszało nawet mnie.

Jak widzicie moje serce w tym roku skradł Netflix. Nie znaczy to jednak, że całkowicie odpuściłem filmy. Rok 2018 był bardzo udany dla fanów fantastyki, Marvel dalej kontynuuje swoją dobrą passę świetnym “Avengers: Infinity War” (Ale też “Black Panther” czy “Ant-Man and Wasp” – aż trudno uwierzyć, że to wszystko wyszło w 2018 roku), a “Deadpool 2” znowu udowadnia, że warto robić filmy z ograniczeniem wiekowym bazujące na komiksach. Mimo jęków krytyków świetnym strzałek okazał się też “Venom”, przy czym to akurat była taka rozrywka niskich lotów – niezwykle przyjemna i odmóżdżająca.

Po drugiej stronie barykady znalazł się “Kler”, którego pewnie długo nie zapomnę. Ostatni raz tak duże wrażenie wywarł na mnie “Wołyń” – oba filmy są niezwykle dosadne w swoim przekazie (choć momentami nazbyt). Niestety w kategorii kina ambitniejszego mam jeszcze sporo braków. Ciągle nie znalazłem chwili na obejrzenie “Zimnej wojny”, a także “7 uczuć”. Mam zatem co nadrabiać.

Konrad Kozłowski

Nad tytułami, które pod różnymi względami zapadły mi w pamięć, mógłbym rozwodzić się przez kilkanaście następnych akapitów, a wiem, że oczekujecie od nas wskazania jedynie tych najlepszych, dlatego zdecydowałem, że wybiorę po prostu, te które zrobiły na mnie największe wrażenie. W kategorii filmów zdecydowanym numerem jeden pozostaje dla mnie „Pierwszy człowiek” Damiena Chazella z Ryan Gosslingiem w roli głównej. Skupienie się na człowieku, a nie na misji i ukazanie historii Neila Armstronga w tak przejmujący sposób to coś niezwykłego. Zamiast pięknych, ale powtarzalnych ujęć kosmosu, otrzymaliśmy intymny i klaustrofobiczny obraz, który zasysa i nie wypuszcza do ostatniej sceny. Po seansie zwątpiłem w swoje marzenia wylotu choćby na orbitę Ziemi – takie ujęcia z wnętrz statków nie pojawiły się jeszcze w żadnym innym filmie.

Jeśli miałbym wskazać drugi tytuł, to byłby to horror Ciche miejsce, za którym stoi John Krasinski, większości widowni znany jako Jim z sitcomu The Office. Napisał on scenariusz i wyreżyserował film, który okazał się ogromnym zaskoczeniem. Raczej nikt nie spodziewał się tak dobrego kina, a przeciągająca się cisza przerywana nagłymi dźwiękami oraz walka o przetrwanie zwykłej rodziny w niezwykłym świecie to coś, co można oglądać bez końca.

Wśród seriali wskażę tylko nowe produkcje, które miały w tym roku premierę. Na początek najprawdopodobniej nieznana Wam produkcja pt. Homecoming. Amazon postanowił nakręcić coś na podstawie podcastu i choć sama historia nie jest nadzwyczaj skomplikowana, to sposób jej opowiadania jest czymś niepowtarzalnym – po prostu trudno oderwać wzrok. Nie sposób nie wspomnieć o zamkniętej historii w serialu Terror stacji AMC, który zabiera nas w przerażającą wyprawę z 1845 roku w celu odnalezienia Przejścia Północno-Zachodniego. Nie przepadam ostatnio za serialami kostiumowymi, ale Terror okazał się wyśmienity. W moim TOP 3 (kolejność przypadkowa) znajdzie się produkcja HBO pt. Ostre przedmioty, gdzie aktorsko i realizacyjnie wykonano olbrzymi kawał rewelacyjnej roboty. Na marginesie dodam także The First. Misja na marsa, ale potraktujcie to tylko jako moją bardzo osobistą polecajkę – nie wszystkim się spodoba.

Na naszym polskim podwórku również ukazało się sporo ciekawych seriali, w tym kontynuacje, ale moja najważniejsza trójka (znów, kolejność przypadkowa), to: Ślepnąc od świateł, Rojst i Kruk. Szepty słychać po zmroku. Pierwszy z nich jest powiewem świeżości, którego potrzebowaliśmy my (widzowie) oraz cały rynek. Drugi z wymienionych pokazuje, że jesteśmy w stanie stworzyć rewelacyjne wizualnie produkcje. Trzeci udowadnia, że możemy i powinniśmy zabierać się za cięższe, bardziej mroczne i trudne opowieści, do których będzie się często wracać.