58

Co mnie wkurza w świecie nowych technologii

Biorąc pod uwagę, że nowe technologie to pojęcie bardzo ogólne, pole do narzekań jest dość rozległe. Niestety wraz z ułatwianiem i usprawnianiem życia zarówno nowe sprzęty jak i rozwój internetu wiążą się również z dość przykrymi kwestiami. No i my sami nie jesteśmy bez winy.

Gdzie w zasadzie zmierzasz, rynku smartfonów?

Przełomów w moim użytkowaniu telefonów komórkowych było kilka. Jako pierwszy wskażę oczywiście własne urządzenie, które uwolniło mnie od kablowego aparatu w domu. Kolejnym był pierwszy smartfon (HTC Era G1, tak zwany Google Phone), który pokazał mi mobilny internet. Następnym iPhone 4S udowadniający, że smartfon może działać dobrze, a system być przyjemny i intuicyjny. Kolejne wiązały się już nie z urządzeniami, ale usługami – Netflix, Spotify, YouTube – tyle treści w “komórce” to coś, o czym nawet nie marzyłem dostając swój pierwszy telefon.

Przyglądam się jednak temu rynkowi smartfonów od dobrych kilku lat i nie czuję by zmierzał w jakimś konkretnym kierunku. Kolejne Snapdragony, nowe procesory Apple, jeszcze więcej RAM-u. Z nielicznymi wyjątkami od lat nie zmienia się funkcjonalność tych urządzeń, które już dawno potrafiły w pewnym stopniu zastąpić aparaty fotograficzne i komputery. Jeszcze więcej pikseli na matrycach nie sprawia, że zdjęcia są lepsze. Bezramkowy ekran to w zasadzie tylko usunięcie małego wcięcia, więc i zysk dla użytkownika jest niewielki. I ciągle nikt nie potrafi sobie poradzić z czasem pracy na jednym ładowaniu, który w wielu flagowcach jest wręcz śmieszny. No bo jak nazwać inaczej fakt, że duża część urządzeń nie jest w stanie dociągnąć z pracą do końca dnia?Naprawdę, to jest kierunek, w którym powinna iść branża smartfonów, a nie ładować coraz mocniejsze podzespołu. Bo nawet gry na mobile przestały wyglądać jakoś powalająco, więc w zasadzie po co ta cała moc urządzeń? Żeby obsłużyć coraz bardziej wymagającego Androida? Błędne koło, które nie przekłada się na realną korzyść użytkownika. 12 GB RAM w nowym smartfonie brzmi jak niezbyt śmieszny żart i wyścig o złote kalesony. Szkoda tylko, że nikt w nim tak naprawdę nie wygra.

Zróbcie jeszcze 10 nowych serwisów vod

Streaming audio jest super. Mamy kilka serwisów, każdy może sobie jakiś wybrać i w zasadzie każdy dostaje w nim te same treści. Nowe płyty, single, składanki pojawiają się we wszystkich miejscach jednocześnie i na szczęście artyści zrezygnowali (choć i tak skala była znikoma) z płyt na wyłączność. A na rynku streamingu wideo? Dramat. Ile trzeba mieć subskrypcji żeby obejrzeć wszystko, co chcemy? Co chwila coś znika z Netfliksa (oddajcie Pokemony!), zaraz wejdzie Disney Plus, przez którego inne serwisy potraciły prawa do materiałów z uniwersum Star Wars. Płacę za Netflix i HBO Go (które notabene jako usługa działa źle, ale ma fajne treści) i jeśli zdecyduję się na kolejny serwis, to kosztem któregoś z już opłacanych. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę tego typu opłat i później nie mieć czasu na oglądanie. Coś jak karnet na siłownię, na której przez rok było się raz zrobić zdjęcie na Instagram. Czy są realne szanse na zmianę? Tak, na jeszcze większą fragmentację rynku. Szkoda, że tracą na tym widzowie.

Zobacz też: Streaming wideo nie dorasta do pięt streamingowi audio

Połówki generacji na rynku konsol

Gdzie te czasy kiedy jedna konsola starczała na lata? Pierwsze plotki o PlayStation 4 Pro brzmiały jak żart, nikt nie spodziewał się, że Sony równo 3 lata po debiucie PlayStation 4 wypuści na rynek mocniejszą wersję konsoli. To samo zrobił Microsoft z Xboksem One X. Owszem, lepiej mieć dziś PS4 Pro i X1X, ale z punktu widzenia zwykłego gracza – no cóż, ludzie byli wkurzeni. PlayStation 3 miało swoją premierę w 2006 roku i spokojnie wystarczyło do premiery PS4 w 2013 roku. A to aż 7 lat, czyli ponad dwukrotnie więcej niż czas od premiery pierwszej konsoli do mocniejszej połówki. Szczególnie, że w obu przypadkach zmienia się tak naprawdę niewiele. Lepsza rozdzielczość, trochę lepsza płynność (czasem oczywiście dużo lepsza, ale tylko czasem). Możliwe, że to pierwsze przymiarki do 3-letniego życia generacji konsol. Szczerze? Bardzo krótko – na tyle krótko, że zapewne niejedna osoba rozważy całkowite przejście na platformę PC, a jedyną konsolą w ich domu będzie przenośny Switch i jego kolejne odsłony.

Zobacz też:
PlayStation 4 Pro – recenzja
Xbox One X – recenzja

Kultura w komentarzach praktycznie nie istnieje

Powiedzcie mi, jak to możliwe, że nikt nie zaczepia mnie na ulicy, ubliżając i wyzywając od najgorszych – a w internetowych komentarzach to tak naprawdę chleb powszedni. Gdzie podziała się wyniesiona z domu kultura? Czyżby nie obowiązywała w internecie? Siedzę w sieci od drugiej połowy lat 90. ubiegłego wieku kiedy jeszcze wdzwaniałem się przez 0202122 i nabijałem rachunek telefoniczny na IRC-u, ale nie pamiętam żebym nawyzywał kogoś w komentarzach. Jasne, czasem gdzieś w myślach przychodziły różne epitety, ale nigdy nie przelewałem ich na ekran. I choć społeczność Antyweba to naprawdę fajni ludzie, to kiedy czytam takie kwiatki (nasz materiał o e-wózku dla dziecka), jest mi zwyczajnie przykro.

Ale to nie koniec. Wielokrotnie pisałem, że regularnie oglądam różne kanały i materiały na YouTube. To, co tam się dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie. Oszczędzę Wam cytatów i screenów, ale wiadro pomyj, jakie wylewają się pod filmami to ściek, którego w życiu nie widziałem w realnym świecie. Może nie chodziłem w miejsca, gdzie tak właśnie wyglądają rozmowy twarzą w twarz, ale na YT też raczej staram się omijać typowo patologiczne kanały. A jednak nawet jeśli treść filmu jest w porządku, nie uchroni to sekcji wpisów widzów przed wyzwiskami skierowanymi albo w stronę autora, albo innych komentujących.

Ale są jeszcze ciekawsze miejsca w sieci, gdzie można zobaczyć ile wylewa się z ludzi jadu. Polecam szczególnie komentarze pod postami polskich celebrytów na Instagramie – szczególnie kobiet. Paskudny sztuczny biust, za mały biust, grube uda, wychudzona. Morda jak koń. Do tego oczywiście komentarze dotyczące ubioru. Jakby ludzie celowo śledzili te profile i komentowali zdjęcia żeby jakoś sobie ulżyć i po prostu komuś “pojechać”. Albo zakomunikować wszystkim swoje pragnienia:

 

I na deser polskie mainstreamowe media, które biorą sobie jeden temat (najlepiej tragedię) i przez kilka dni żyją tylko nią. Co tam poszanowanie prywatności, uczuć „bohaterów” wpisów. Temat jest nośny, więc trzeba wycisnąć z niego ostatnie soki. Ciekawostka – dowiedziałem się kiedyś, że czołowe polskie media mają w swoich panelach gotowe wpisy dotyczące śmierci polskich aktorów, polityków i celebrytów. Zmieniają tylko datę i szybko publikują głównego newsa, a później związane z postacią wpisy dotyczące jej kariery, zasług i życia. Wielka szkoda, że informacja dotycząca człowieka to dziś tylko i wyłącznie towar na sprzedaż. Tak, to też mnie wkurza.

I choć czasem chciałbym wrócić do lat, w których telewizja nie męczyła przez cały dzień jednego tematu, z internetu nie wylewało się tyle pomyj – to jednak cały ten świat nowych technologii naprawdę ułatwia życie. Ciekawy jestem jak to będzie wyglądało za 15 lat.

grafika