28

Co by było gdyby zamknięto nas w domach 30 lat temu, bez dostępu do internetu?

Mam wrażenie, że przez ostatnie lata nie docenialiśmy jak bardzo zmieniła się nasza codzienność dzięki internetowi. Teraz, w kryzysowej sytuacji, doskonale widać jak bardzo potrzebny jest nam stały dostęp do sieci.

Internet przez modem i wysyłanie wcześniej przygotowanych maili

Młodsi czytelnicy Antyweba na pewno nie pamiętają jak trzeba było kiedyś kombinować by podłączyć się do sieci. Wiadomo – nie było tam wtedy tyle treści, ale jednak każdy, kto choć trochę interesował się nowymi technologiami, chciał też korzystać z internetu. Nie miałem tego szczęścia, by jeszcze w szkole średniej posiadać w domu tak zwane „stałe łącze” i korzystałem z modemu, wdzwaniając się do sieci. 0202122, jak i ciąg dźwięków będę pamiętał do grobowej deski, jak również ograniczenia czasowe, jakie nakładali na mnie rodzice. Dlatego większość maili miałem przygotowanych wcześniej i kiedy wybijała godzina, kiedy impulsy szły dwa razy wolniej – łączyłem się i klikałem wyślij, odbierając przy okazji to, co było do odebrania. Pamiętam GaduGadu, początki grania przez internet, debiut YouTube, Gmaila, kolejnych usług, w tym streamingu audio i wideo. Te wszystkie funkcje i serwisy szybko stały się naszą codziennością, podobnie jak łatwy i wygodny dostęp do sieci z poziomu smartfona. Mam jednak wrażenie, że przez lata nie doceniliśmy jak bardzo zmienił się świat i jak mocno osiadł w tak zwanym „wirtualu”.

Home office i e-learning

Niestety widzę na własne oczy jak wygląda e-learning w Polsce. Nie istnieje, czego dowodem jest umierający Librus, rozstrzał w usługach do wideokonferencji, z których korzystają nauczyciele i ogólne zamieszanie jakie obserwujemy od kilku tygodni. A co z wolnym czasem, który normalnie spędzalibyśmy na spotkaniach ze znajomymi, na siłowni, spacerach czy centrach handlowych? Poszczególne usługi ograniczają jakość materiałów żeby każdemu wystarczyło przepustowości. Oczywiście nie bez narzekania użytkowników – i po części to rozumiem. Skoro ktoś płaci najwyższy plan Netfliksa, to chce otrzymywać jak najlepszej jakości materiały, a nie popłuczyny po tym co było (choć tu ile osób, tyle opinii jeśli chodzi o jakość streamingu w usłudze). Prawda jednak jest taka, że wraz z pracą z domu, która przecież praktycznie całkowicie opiera się na dostępie do sieci, zapchaliśmy internet jak nigdy.

Przeczytaj też: Netflix obniża jakość, ale YouTube daje wybór. Czy będą jakieś rekompensaty?

A myśleliście kiedyś o tym jakby to było gdyby koronawirus i zamknięcie w domach przydarzyło nam się na przykład 30 lat temu?

Jestem bardzo ciekawy, czy tak samo wyglądałyby odgórne zalecenia. Jak z taką sytuacją poradziłyby sobie wtedy firmy zatrudniające pracowników? Dziś pracując z domu logujemy się do firmowego systemu lub pracujemy na ogólnie dostępnych narzędziach online. Wysyłamy maile, pracujemy wspólnie na dokumentach w chmurze, nawiązujemy połączenia, korzystamy z wideokonferencji. Spotkałem się z opiniami analityków, którzy twierdzą, że około 30% ludzi, którzy pracują dziś z domu, po tym jak wszystko wróci do normy – nie wróci do biur. Praca zdalna okaże się więc dla wielu firm świetnym testem tego trybu pracy. Więcej ludzi w domu to mniejsze koszty w biurze, jestem więc więcej niż pewien, że zostanie to za kilka tygodni (miejmy nadzieję, że tylko tyle) podsumowane.

Bardzo trudno wyobrazić sobie jak wyglądałby home office w dzisiejszej skali, gdyby sytuacja miała miejsce 30 lat temu. Jestem prawie pewny, że coś takiego nie miałoby wtedy prawa funkcjonować i wszyscy chodziliby normalnie do pracy. Ewentualnie część osób odbierałaby papierowe listy i paczki z dokumentami. Sprzedaż leżałaby całkowicie, dowóz żywności bazujący wyłącznie na zamówieniach telefonicznych wyglądałby zupełnie inaczej. Jedna czy dwie linie telefoniczne w restauracji, a chętnych setki.

To, co dzieje się teraz świetnie pokazuje jak wiele branż przeniosło się do sieci, część w ogóle nie odczuje obecnej sytuacji, część czerpie wręcz z niej korzyści. Sklepy, które traktowały sprzedaż internetową jako dodatek mocno teraz cierpią, bo choć są otwarte, to jednak świecą pustkami. W tym samym czasie te bazujące wyłącznie na handlu online na brak klientów nie mogą narzekać – oczywiście teoretycznie, bo równie teoretycznie zakupy przeniosły się do sieci. Choć oczywiście trzeba pamiętać, że jak to w ciężkich czasach, część towarów mocno spadła na drabince hierarchii zakupowej.

To samo z rozgrywką. Czy klasyczne wypożyczalnie VHS funkcjonowałyby w takich warunkach normalnie? Osobiście miałbym spore opory jeśli chodzi przynoszenie do domu taśmy, którą przez ostatnie dni dotykało przede mną kilka lub kilkanaście osób. Dziś po prostu uruchamiam Netflix, HBO Go czy Amazon Prime Video o oglądam na co mam ochotę. A jeśli czegoś tam nie ma, mogę kupić to na VOD. Przecież nawet niektóre kinowe produkcje nie trafiły na wielki ekran, ale wylądowały właśnie w streamingu.

A gry? Poszlibyście dziś do sklepu z grami albo na giełdę? W dobie cyfrowej dystrybucji nie ma takiej potrzeby – wystarczy uruchomić jakikolwiek sieciowy sklep, kupić i po prostu pobrać grę na dysk swojego komputera czy konsoli. A jeśli koniecznie chcecie mieć fizyczną kopię, można ją wygodnie zamówić przez internet. Fakt, to wciąż produkt, którego ktoś dotykał, ale nie ma potrzeby chodzenia do stacjonarnej placówki i kontaktu z ludźmi.

Na dobrą sprawę nie trzeba też chodzić do sklepów po jedzenie, choć ewidentnie widać, że jest ciężko. Sam czekam na zakupy zamówione półtora tygodnia temu, terminy dostaw są okropnie długie – a że korzystałem już wcześniej z tego typu zakupów, to widzę na własne oczy jak to się zmieniło. Ale mamy taką możliwość, kiedyś jej nie było.

Jasnym jest, że nasze działania i codzienność w obliczu zaistniałej sytuacji wynika z aktualnych możliwości, rozwiązań i technologii. Spójrzcie jednak jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dzięki internetowi – zarówno jeśli chodzi o pracę, jak i rozrywkę. I aż strach pomyśleć co by było gdyby koronawirus opanował świat 30 lat temu.

grafika