13

Ciąg dalszy odnośnie usługi Stripe (polemika) – czyli skąd wynika potrzeba weryfikacji kont kupieckich

Autorem poniższego gościnnego wpisu jest Jan Makulec z paylane.com Z niedawnego wpisu o Stripe można wnioskować, że jedną z zalet, które wyróżniają tę usługę na tle konkurencji, jest brak konieczności zakładania konta merchanckiego (konta kupieckiego) oraz przedstawiania dowodów na – krótko mówiąc – bycie uczciwym. Dodatkowy opis prostej i przejrzystej strony, przykładów łatwego w użyciu API itp. mogą sugerować, […]

Autorem poniższego gościnnego wpisu jest Jan Makulec z paylane.com

Z niedawnego wpisu o Stripe można wnioskować, że jedną z zalet, które wyróżniają tę usługę na tle konkurencji, jest brak konieczności zakładania konta merchanckiego (konta kupieckiego) oraz przedstawiania dowodów na – krótko mówiąc – bycie uczciwym. Dodatkowy opis prostej i przejrzystej strony, przykładów łatwego w użyciu API itp. mogą sugerować, że rozpoczęcie przyjmowania płatności kartami na swojej stronie internetowej to przysłowiowa bułka z masłem. Wystarczy się zarejestrować, odpowiednio zintegrować przez API, skonfigurować i… w zasadzie tyle. Tymczasem regulamin ujawnia, że Stripe również stawia szereg wymagań, ale po założeniu konta.

Kolejność jest więc nieco odwrócona, zasadnicza różnica zdaje się polegać na tym, że konto można założyć samodzielnie. Natomiast później Stripe (lub jego partnerzy) weryfikują sprzedawcę i orzekają, czy może zostać ich klientem. Również zastrzegają w regulaminie, że mogą m.in. poprosić o sprawozdania finansowe czy nawet o inspekcję w miejscu pracy. Jeśli klient nie spełni takich próśb w ciągu 5 dni – jego konto zostanie zamknięte. Użytkownicy muszą zadbać też o kwestie bezpieczeństwa – w ich gestii leży zapewnienie pełnej zgodności z PCI DSS (i/lub PA DSS). Również dla strony, na której przyjmujemy płatności, musimy wykupić certyfikat SSL. Na prośbę Stripe trzeba będzie udowodnić, że te warunki się spełnia.

Rodzą się więc naturalne pytania: skąd wynika konieczność takich weryfikacji oraz czy można coś na to zaradzić?

Płatności kartą kredytową czy debetową (lub inną) nie możemy przyjąć na swoje konto bankowe. Potrzebne jest do tego tzw. konto merchanckie, zwane też po polsku kontem kupieckim, które przypisane zostaje do naszej działalności gospodarczej. Merchant to nikt inny jak sprzedawca, przedsiębiorca – czyli podmiot przyjmujący płatności. Takie konto założyć możemy z kolei w instytucji zwanej acquirer, którą po naszemu zwykle określa się jako centrum autoryzacyjne lub rozliczeniowe.

Jednak by założyć takie konto, należy spełnić pewne warunki. Najprościej można by to porównać do starania się o kredyt – musimy wtedy przekonać bank, że będziemy w stanie spłacić pożyczkę. Ale do czego mielibyśmy przekonywać zakładając konto kupieckie?

Istotna jest tu cecha charakterystyczna wszystkich płatności kartami, a mianowicie chargeback. To rodzaj żądania zwrotu środków – właściciel karty, który zgłasza chargeback, zazwyczaj albo ma podejrzenie próby oszustwa (np. nie rozpoznaje transakcji), albo też uważa, że został oszukany (np. towar okazał się niezgodny z opisem lub w ogóle nie dotarł, pobrano z jego karty za dużą kwotę itp.). Jest to funkcjonalność bardzo użyteczna dla kupujących, stanowi niejako pewne ubezpieczenie transakcji i pozwala na odzyskanie środków bez potrzeby wstępowania na drogę sądową czy angażowania swojego czasu (w uproszczeniu, sprawa rozstrzygana jest na linii acquirer – procesor płatności – sprzedawca).

Naturalnie sprzedawcy mają prawo do obrony wg. określonych procedur, jeśli uważają dane żądanie zwrotu za bezzasadne. Co jednak istotne, chargeback generuje konieczność wykonania szeregu niezautomatyzowanych czynności (m.in. dlatego też na sprzedawcę nakładane są opłaty karne), a więc i dodatkowe koszty.

Dlatego acquirer chce minimalizować ryzyko chargebacków, co jest również w interesie samego sprzedawcy. Stąd pojawiają się różne wymagania, jak choćby konieczność zamieszczenia dostatecznych opisów sprzedawanych dóbr, regulaminu usług czy zapewnienie odpowiednich możliwości kontaktu ze sprzedawcą. Podobnie nie bez znaczenia jest sama branża (np. farmaceutyka, hazard czy erotyka uważane są za tzw.high risk).

Tak więc firmy zajmujące się procesowaniem płatności uzależnione są od tego rodzaju wymogów wystawców kart czy centrów rozliczeniowych. Teoretycznie sprzedawca może kontaktować się też bezpośrednio z acquirerem, ale w praktyce jest to bardzo niewygodne i decydować się na to mogą – również rzadko – duże firmy. Nie zawsze jest to też opłacalne, czego przykładem jest choćby wpadka Sony sprzed około pół roku.

Czy można zatem ominąć jakoś formalności związane z zakładaniem konta merchanckiego? W pewnym stopniu – tak. Można wybrać takiego procesora płatności, który nie wymaga posiadania konta, a założy je za nas. Wtedy zwykle jesteśmy proszeni o stosowne dokumenty czy zmiany na stronie, a w reszcie wyręcza nas pośrednik płatności.

Innym rozwiązaniem są agregatory płatnicze – w takim przypadku pośrednik rejestruje konto kupieckie na siebie i udostępnia je swoim klientom. Bierze wtedy odpowiedzialność na siebie i od niego zależy, czego będzie wymagać od swoich klientów. Pod względem formalnym zwykle stanowi to ułatwienie, natomiast może się wiązać z pewnymi ograniczeniami technicznymi. Również jeśli jeden z klientów takiego agregatora okaże się nieuczciwym biznesem, wtedy acquirer może np. zamrozić całe konto, a więc i finanse innych sprzedawców.

Nie da się niestety obejść tego rodzaju wymagań – przynajmniej na razie. Pośrednicy płatności mogą konkurować ze sobą minimalizując formalności i biorąc je na siebie (oraz konkurować na innych polach), natomiast zasadnicze zmiany możliwe będą dopiero, gdy zmieni się podejście organizacji zrzeszających wystawców kart (takich jak Visa, MasterCard itp.). Z jednej strony stanowi to jakąś niewygodę, z drugiej zaś warto zauważyć, że wymagania te w wielu aspektach dbają też o interesy samego sprzedawcy (co może być szczególnie wartościowe dla początkujących przedsiębiorców). Podejście to dba też o ogólną „ekologię” rynku e-commerce (podobnie jak pokrywające się częściowo Dobre Zasady E-commerce opracowane przez IAB Polska), a więc interesy nas wszystkich, konsumentów. To zarówno swoisty filtr, od którego odbiją się nieuczciwe biznesy, jak i czynnik wpływający ogólnie na jakość oferowanych usług.

Wracając zaś do Stripe, którego opis zainspirował niniejszy wpis – samą usługę czy jej warunki każdy może ocenić pod kątem własnych potrzeb, natomiast nie można jej odmówić estetyki przedstawienia czy prostoty udostępnionego API. Nie jest jednak w stanie uniknąć akceptacji sprzedawcy przez centrum rozliczeniowe i można najwyżej pozostawić otwarte pytanie, czy to dobrze, że klient dowie się o tym dopiero z regulaminu lub po założeniu konta. Z pewnością jednak trafiają w swoją niszę, a wyspecjalizowanych usług przetwarzania płatności wciąż przybywa na światowych rynkach (np. znajdziemy sporo usług zajmujących się wyłącznie płatnościami cyklicznymi). I choć oni także nie unikną wspomnianych formalności, to warto trzymać rękę na pulsie i szukać – być może właśnie powstaje rozwiązanie, które zaspokoi nasze potrzeby lub przynajmniej stanowi akceptowalny kompromis.