58

Chromebooki to nie alternatywa, to przyszłość

Do napisania tego tekstu skłonił mnie wpis Michała, który jednoznacznie stwierdził, że cała koncepcja Chrome OS, a w związku z tym Chromebooków jest zupełnie pozbawiona sensu istnienia. Od samego początku fascynuje mnie ten projekt i jestem całkowicie odmiennego zdania niż Michał – pomysł urządzeń pracujących jedynie w oparciu o chmurę to genialny pomysł i to […]

Do napisania tego tekstu skłonił mnie wpis Michała, który jednoznacznie stwierdził, że cała koncepcja Chrome OS, a w związku z tym Chromebooków jest zupełnie pozbawiona sensu istnienia. Od samego początku fascynuje mnie ten projekt i jestem całkowicie odmiennego zdania niż Michał – pomysł urządzeń pracujących jedynie w oparciu o chmurę to genialny pomysł i to właśnie w nim upatruję przyszłość rozwoju laptopów czy smartfonów.

Chrome OS zarzucone zostało, że nie ma szans w starciu z tradycyjnymi systemami operacyjnymi. Zaraz zaraz, nie chodzi tu o konkurencję, a kierunek w jakim powinny pozostałe systemy się rozwijać. Najpoważniejszym argumentem wśród przeciwników tego typu rozwiązań jak Chromebook, to możliwość utraty połączenia z siecią, która wymagana jest do pracy. Spójrzmy prawdzie w oczy – dostęp do sieci jest możliwy niemalże wszędzie i nawet ten tekst powstaje podczas połączenia za pomocą internetu mobilnego. Co prawda jest to transmisja w standardzie EDGE, ale czy można zarzucić Chromebookowi, że wyprzedził rozwój rozbudowy sieci? Nie można przypisywać tego, jako wadę urządzenia, ponieważ Google nie twierdzi, że do sieci będziemy podłączeni przez cały czas zaraz po zakupie ich netbooka – ale zaznaczone jest, że w dzisiejszych czasach uzyskanie połączenia z siecią nie jest zadaniem trudnym. Całą winę zrzucam więc na operatorów sieci komórkowej, ponieważ podczas pobytu w niewielkiej odległości od 40-tysięcznego miasta, mogę jedynie pomarzyć o lepszym dostępie do sieci niż EDGE.

Oberwał także Chromebox, który jest stacjonarną wersją Chromebooka, pozwalającą na podłączenie własnego monitora, klawiatury oraz myszki. Moja opinia? Re-we-la-cja! Dla osób, które pragną kupić komputer tylko i wyłącznie do surfowania po sieci jest rozwiązanie idealne. Choć muszę przyznać, że w przypadku obydwu urządzeń barierą nie do przeskoczenia jest ich cena. 329 dolarów za niewielką skrzyneczkę i lekko ponad 400 dolców za silnego w specyfikacji, lecz okrojonego w pewnych funkcjach laptopa to naprawdę dużo – jednak jest to jedyna wada całej tej ideii i miejmy nadzieję, że Google wkrótce to zrozumie.

Cieszy mnie jednak entuzjazm firm, które decydują się na wyposażenie swoich biur czy ludzi pracujących w terenie w obydwa te urządzenia. Google oferuje naprawdę fajne rozwiązania dla firm – naturalnie mowa tu o poczcie internetowej, kalendarzu czy współpracy przy dokumentach online. Niepotrzebne jest więc posiadanie komputera, który będzie musiał uruchomić standardowy system operacyjny tylko po to, by użytkownik otworzył okno przeglądarki. Większość zadań wykonywanych jest tylko w jej obrębie, więc cała ta otoczka jest po prostu zbędna.

Michał na końcu swojego wpisu wspomniał o asie w rękawie Google, który ma odmienić losy Chrome OS, Chromebooków i Chromeboxa. O tym zagraniu wiemy już wszyscy od bardzo dawna i jedyne czego nie rozumiem, to dlaczego Google nadal zwleka. O co może chodzić? O obniżkę ceny. Załóżmy, że w (magicznej) cenie 199 dolarów zostanie zaoferowany laptop z systemem Chrome OS. Jego rywalem będzie tablet. Pytaniem retorycznym jest zapytanie o to, które z urządzeń wybierze osoba wymagająca połączenia z siecią i wygodnej pracy. Tablety nie są jeszcze urządzeniami pozwalającymi na komfortową pracę chociażby przy komponowaniu tekstu – tutaj pełnowymiarowa, fizyczna klawiatura QWERTY będzie niezastąpiona.

Naturalnie Chrome OS nie jest pozbawiony wad – utrudniony jest dostęp do plików na zewnętrznych nośnikach pamięci, a pamięć wewnętrzna komputerów z tym systemem nie jest wykorzystywana. Myślę, że pomimo pełnego zaangażowania w chmurę, Google powinno zdecydować się na umożliwienie zapisywania plików dowolnego typu w pamięci komputera. Do dopracowania są także Dokumenty Google – możliwość pracy nad plikami w trybie offline jest już powoli wprowadzane i liczę, że Google w tej kwestii nie zawiedzie.

Większość czasu przy komputerze spędzamy w przeglądarce internetowej – stała się ona swoistym epicentrum większości czynności, które wykonujemy. Kontakt ze znajomymi, dostęp do informacji, wymiana danych, muzyka, filmy, a także praca z dokumentami, czy plikami graficznymi – to wszystko możliwe jest po uruchomieniu jednej aplikacji, a powstające cały czas aplikacje internetowe zaskakują nas swoimi możliwościami każdego dnia.

Tak widzę przyszłość – gubię lub uszkadzam komputer, kupuję drugi, loguję się, a tam wszystko czeka na mnie tak jak to pozostawiłem, razem ze wszystkimi moimi danymi i ustawieniami. Powtórzę więc, że to nie Google zawodzi oferując ten produkt, po prostu to ludzie i obecna technologia nie są jeszcze gotowa na taki skok w rozwoju.

Grafiki: 1, 2.