129

Chromebook Pixel? Chwila zachwytu i smutne fakty – o komputerze dla nikogo

Każda premiera nowego członka rodziny Chromebooków jest dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem, z kilku powodów. Od samego początku kibicuję temu projektowi, więc cieszy mnie fakt coraz większej liczby urządzeń w ofercie Google. Nie bez znaczenia jest też rosnąca liczba producentów wykazujących zainteresowanie tym, nazywanym przeze mnie, projektem. Kilka dni żyłem frazesem „może być tylko lepiej”, […]

2013-02-21_01-44-12-1020-1_verge_super_wideKażda premiera nowego członka rodziny Chromebooków jest dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem, z kilku powodów. Od samego początku kibicuję temu projektowi, więc cieszy mnie fakt coraz większej liczby urządzeń w ofercie Google. Nie bez znaczenia jest też rosnąca liczba producentów wykazujących zainteresowanie tym, nazywanym przeze mnie, projektem. Kilka dni żyłem frazesem „może być tylko lepiej”, wczoraj Google zaprezentowało Chromebooka Pixel.

Pixel nie jest urządzeniem na które czekałem. Dodatek w postaci dotykowego ekranu jest bardzo ciekawy ze względu na informację, jaką może zawierać. Do głowy od razu przyszły mi słowa Erica Schmidta, którego zdaniem Android i Chrome OS pewnego dnia połączą siły. Jeżeli rzeczywiście Google ma takie plany, to najwyraźniej wykonało już pierwszy, niewielki ku temu krok. Z perspektywy specyfikacji laptopa, ekran dotykowy nie jest niczym interesującym i biorąc pod uwagę niezoptymalizowany pod tym kątem interfejs i responsywność systemu, trudno nie nazwać go „piątym kołem u wozu”.

Pixel nie może się jednak nie podobać, choć wiele osób określa go mianem „kanciastego MacBooka”. Jego wyraziste kształty i użyte do produkcji materiały wyglądają świetnie, a dbałość Google o szczegóły nareszcie wzięła górę nad chęcią dotarcia do wszystkich ze swoim produktem. Brak widocznych otworów wentylacyjnych czy wystających śrubek zrobił na mnie spore wrażenie. Podobnie jak miłe dodatki w postaci podświetlanej klawiatury, doskonałe wyważenie czy efekty wizualne podświetlanego paska na pokrywie laptopa. To jednak niewiele w zamian za ponad 4 tysiące złotych, prawda?

2013-02-21_01-47-48-1020_verge_super_wide

Wróćmy więc do ekranu, który jest teraz numerem jeden na rynku jeżeli chodzi o oferowaną rozdzielczość. 2560 na 1700 pikseli przy niewiele ponad 12 calach przekątnej pozwoliło Pixelowi wyprzedzić MacBooki od Apple w rankingu czynnika PPI (pikseli na cal). Aktualnie pracuję na 13-calowym laptopie z matrycą Full HD i rzeczywiście ciężko nie docenić tak fantastycznych parametrów. Każda osoba, która miała okazję skorzystać z najnowszego Chromebooka była zachwycona jakością wyświetlanego obrazu, problem powracał jednak zawsze ten sam – jak tę rozdzielczość wykorzystać?

2013-02-21_01-46-26-1020_verge_super_wide

Chromebooki to komputery skierowane do osób, które chcą i mogą „wieść życie w chmurze”. Tacy użytkownicy muszą pozwolić sobie na uzależnienie od połączenia z Internetem. Oczywiście każdy z laptopów z Chrome OS oferuje tzw. „pamięć offline” o różnej pojemności, począwszy od 16 aż do 320 gigabajtów. Jednak jak te oferty prezentują się w porównaniu do 1 terabajta powierzchni na Dysku Google, które otrzymujemy przy zakupie jednego z Chromebooków? Oczywiście najważniejsze dokumenty, skoroszyty czy prezentacje możemy zapisać w pamięci komputera, jednak bez dostępu do Sieci pracować będziemy mogli jedynie nad pierwszą dwójką (Google zapewnia, że prezentacje również dołączą do tego grona). Muzyka, zdjęcia, wideo – po to wszystko będziemy sięgać do Internetu: czy to do naszych dysków online czy ogólnodostępnych usług.

Należy oczywiście pamiętać, że nie wykroczymy poza „ramy” przeglądarki, która potrafi coraz więcej, lecz do iście profesjonalnych zastosowań jeszcze jej daleko. Najczęściej przytaczane przykłady jak Photoshop czy programy do obróbki wideo to przecież perfekcyjna ilustracja faktu, że klasyczny system operacyjny i oferujące ogromne możliwości aplikacje nie odejdą jeszcze przez jakiś czas do lamusa.

2013-02-21_01-51-05-1020_verge_super_wide

Projekt „Chromebook” nie powinien podążać ścieżką ekskluzywnych i drogich laptopów. Sama idea jest jeszcze na tyle młoda, że dotarcie do szerszego grona odbiorców możliwe będzie jedynie poprzez zaoferowanie im niedrogiego urządzenia, które spełni ich podstawowe potrzeby. Dlatego tak świetnie radziły sobie modele przygotowane przez Samsunga czy Acera. Zaczynam odnosić wrażenie, że Google zaczyna się nieco w tym wszystkim gubić, a Pixel miał na celu udowodnić jedynie, że firma z Mountain View potrafi zaprojektować i wyprodukować drogi komputer. Jestem niepewny co do następnych kroków, które podejmie zespół odpowiedzialny za rozwój tej platformy – obym się jednak mylił, a już niedługo kolejny produkt przywróci moją wiarę w powodzenie tej misji, misji która ma naprawdę spory potencjał.

P.S. Czy Wy również zauważyliście, że na obudowie zabrakło charakterystycznego logo, które zastąpione zostało jedynie przez słowo „Chrome”?

Źródło zdjęć: The Verge.