258

Nowa era Chromebooków. Od tego roku nie będą już tylko „tanimi zabawkami”

Największą siłą Google w kontekście urządzeń przeznaczonych dla konsumentów są oprogramowanie i bogate repozytorium. Chromebooki do tej pory miały do dyspozycji tylko jeden z tych argumentów. Po długim czasie oczekiwania, fani Chromebooków mogą zacząć otwierać szampany, a Redmond i Cupertino mogą zacząć się bać. Komputery z Chrome OS na pokładzie będą w stanie obsłużyć sklep Google Play i stamtąd pobierać aplikacje.

Dla niektórych to nie będzie żadna nowość, bo pewne urządzenia już teraz są w stanie korzystać z zasobów Google Play. Jednak, żadne z urządzeń zdolnych do obsłużenia tej funkcji nie było do tej pory dostępne w naszym kraju – a co za tym idzie, adopcja tego rozwiązania nad Wisłą była właściwie zerowa. To na szczęście ulega zmianie, bo samo Google zapowiada, że każdy Chromebook wydany od 2017 roku (i nie tylko) będzie już od wyjęcia z pudełka obsługiwał sklep Google Play.

chromebook

Mam tylko jedno zastrzeżenie. Oczywiście wiecie, jak wyglądają aplikacje dostępne w Google Play?

Po wprowadzeniu Material Design, aplikacje dla Androida są naprawdę przystępne w obsłudze i co ważne – ładne. Świetnie sprawdzają się podczas obsługiwania ich dotykiem. A teraz popatrzcie na Chromebooki. I znowu na te aplikacje. Wyobrażacie sobie ich obsługę za pomocą myszki / touchpada i klawiatury? W niektórych przypadkach, brak dostosowania programów dostępnych w repozytorium do Chromebooków może być ogromną przeszkodą. Cóż nam po tym, że Chromebooki zyskają nowe funkcje dzięki rozbudowanym aplikacjom, skoro nie będą one dostosowane do urządzenia, z którego korzystamy? To trochę tak, jak z krojeniem chleba piłą motorową. Można – ale po co?

Odpowiedzią na moje zastrzeżenie będzie Andromeda OS, która jest naturalną konsekwencją rozwoju ekosystemu Google

Skoro Google ze swoim ekosystemem w pełnej krasie chce być obecny na każdej klasie urządzeń, musi mieć plan na spięcie ze sobą wszystkich idei, których jest autorem. W ramach Andromeda OS, laptopy, tablety i smartfony będą korzystać z jednego systemu operacyjnego, który zapewne podobnie jak Windows będzie korzystać z mechanizmów adaptacji interfejsu użytkownika dla każdego typu sprzętu. To oznacza zaś, że również aplikacje będą adaptować się do każdego sprzętu, który będzie obsługiwać nowy (ulepszony) system totalny od Google.

Ale, dopóki Andromeda jest na rynku nieobecna, nie możemy powiedzieć, że zmiana w Chromebookach jest rewolucyjna. Niemniej, sytuacja jest niepokojąca dla konkurentów Google. Apple ma Continuuity, którego idea zasadza się głównie na płynności przejścia między iPhone’em / iPadem, a Macbookiem. W skrócie – oznacza to, że sporo rzeczy, które zaczęliśmy robić na mniejszym sprzęcie, możemy z powodzeniem dokończyć na komputerze. Dodatkowo, podczas pracy z komputerem możemy korzystać z wielu funkcji telefonu komórkowego.

Microsoft z Windows również chciał uczynić „system totalny”, który miał za zadanie spiąć przeróżne klasy sprzętu. Adaptowalne „okienka” miały być obecne na sprzętach IoT, smartfonach, tabletach, komputerach… właściwie wszędzie. Z tego niestety wyszła wydmuszka. O ile idea uniwersalnych aplikacji była ciekawa, nie doczekała się niestety pozytywnej weryfikacji ze strony rynku. Próbą ratowania tej sytuacji były pomosty, które miały zachęcić opornych deweloperów do przenoszenia swoich propozycji głównie z Androida oraz iOS na platformę Windows. Z tego również nic nie wyszło. Microsoftowi (o ironio) zabrakło wsparcia deweloperów, o których tak wiele krzyczał niegdyś Ballmer.

chromebook

Google ma deweloperów, rynek, pomysł i… przyzwyczajenia

Pisanie aplikacji dla Androida to w dalszym ciągu dobry interes. Jako jedna z dwóch najważniejszych platform mobilnych nie może narzekać na wielkość swojego repozytorium i znajdziemy tam wszystko, czego potrzebujemy. Smartfony z Androidem sprzedają się świetnie i bardzo możliwe, że po wprowadzeniu możliwości uruchamiania aplikacji z Google Play (i ostatecznie – wprowadzeniu Andromedy) będzie pod tym względem jeszcze lepiej na Chromebookach.

Dołóżmy do tego przyzwyczajenia użytkowników i ich potrzeby. Większość konsumentów elektroniki użytkowej nie skorzysta z wielu funkcji Windows, czy Macbooka – potrzebuje prostego, lekkiego i niekoniecznie drogiego urządzenia głównie do konsumowania treści oraz prostych prac z plikami. A do tego, Chromebooki będą nadawać się już teraz. Po starcie Andromedy może okazać się, że potrafią dokładnie to samo, co sprzęty z Windows i macOS (z wyłączeniem zastosowań ultraprofesjonalnych). Pytanie tylko, czy konsumenci dostrzegą w działaniu Google szansę dla siebie i postanowią zawierzyć idei „systemu totalnego”.