36

Chrome zostanie sprzedany? Czy taki scenariusz jest w ogóle możliwy?

Ten temat zdaje się nieśmiertelnym: firma rośnie, firma staje się potęgą, wszystko, co firma zrobi to wykorzystywanie swojej dominującej pozycji i trzeba z tym walczyć. Osobiście uważam, że w wielu przypadkach to przesada, jednak pewne działania oczywiście wpisują się w ten wzorzec. A skoro coś budzi emocje i bulwersuje ludzi, to możemy być pewni, że prędzej czy później pojawią się politycy, którzy postanowią coś z tym zrobić. No i tak też się dzieje.

Chrome zmieni właściciela?

Decyzja jeszcze nie zapadła, ALE przez amerykańską administrację są już robione przymiarki do uderzenia w króla wyszukiwarek. Wszystko to efekt trwających właśnie kontroli Departamentu Sprawiedliwości i wszczętego postępowania antymonopolowego wymierzonego w Apple, Facebook, Amazon i oczywiście Google.

Jak donosi Politico, władze planują zmusić Google do sprzedaży ich przeglądarki Chrome oraz części ich biznesu reklamowego. Wszystko po to, aby osłabić giganta. Nie popieram monopolu i jestem przeciwny niektórym ruchom wykonywanym przez Google, ale ta sytuacja mnie autentycznie bulwersuje!

Nie byłaby to pierwsza tego typu akcja w historii Stanów Zjednoczonych, ale pierwsza od dekad. Mówimy tu o legalnym, sądowym nakazie, który zmusi firmę do oddania (sprzedania) kawałka jej działalności komuś innemu. Na razie żadna ze stron nie wydała oficjalnego stanowiska, więc temat pozostaje w sferze plotek i domysłów, ale coś może być na rzeczy. Aktualna administracja zdaje się bardzo zmotywowana, jeśli chodzi o walkę z monopolistycznymi zapędami największych firm z branży IT.

Unia Europejska nie chce być gorsza

Nie trzeba płynąć za ocean, aby zobaczyć, jak politycy mieszają się do kwestii biznesu. Okazuje się, że Unia Europejska również szykuje restrykcje dla największych firm związanych z nowymi technologia. Według Financial Times europejscy politycy przygotowują specjalną listę, na której ma się znaleźć 20 firm, które będą musiały sprostać surowszym restrykcjom niż ich mniejsi rywale. Wszystko po to, aby wyrównać szanse. 

Co to dokładnie oznacza, jeszcze nie wiadomo, ale wspomniane ograniczenia mogą dotyczyć takich spraw jak zbieranie i przesyłanie danych czy zmuszenie do większej przejrzystości w zakresie prowadzonego biznesu.

Lista zdaje się bardziej obiektywna od tego, co próbuje rzekomo zrobić amerykańska administracja, ponieważ obecność na niej ma zależeć od takich parametrów jak: udziały w rynku, ilość użytkowników i uzależnienie innych platform od produktu danej firmy. W praktyce oznacza to, że najbardziej poszkodowane będą amerykańskie firmy. 

Czy to koniec złotych czasów dla gigantów IT?

Naprawdę się nad tym zastanawiam. Czy jesteśmy świadkami realnego osłabienia największych korporacji? Ryzyko zablokowania opcji wysyłania danych obywateli UE za ocen. Wymuszenie podziału Google. Trwające śledztwa antymonopolowe. Lista firm „do bicia”. Ciekawe, jakie będą efekty tych działań za kilka lat.